Fragmenty z biograficznej książki „Miłość Mą formą”

 – tom pierwszy 

„Adwent 1926-1950”, wydanej przez Sai Towers Publishing w Puttapathi w 2000 roku

dokumentacja i opracowanie: 

R. Padmanaban 

Sathya Sai stoi na progu auta.
Po bokach Jego starsze siostry - Venkamma (1918-1993), Paravathamma (1920-1996), obok straszy brat - Sashama Raju (1911-1985) trzymąjcy mołdszego brata - Janakiram (1931-2003)

Mały Sathyanarajana: umiłowane Dziecko wioski

Mały Sathyanarajana stał się ulubieńcem całej wioski. Dom Peddy Wenkamy Radżu był zawsze pełen gości, którzy przychodzili pod różnymi pretekstami, lecz zostawali, by śpiewać Sathyanarajanie kołysanki, bujać Jego kołyskę i obsypywać Go czułością – zapominając przy Nim o swoim szarym, codziennym życiu.
Subbamma, pierwsza żona wioskowego zarządcy Karnama, Lakszminarajana Rao, darzyła Sathyę szczególnym uczuciem. Była już w podeszłym wieku i nie miała dzieci. Mając nadzieję na potomstwo, Karnam poślubił drugą żonę, Kamalammę. Domy rodzin Radżu i Karnama dzieliły zaledwie dwa inne budynki. Karnam należał do kasty braminów, której – zgodnie z nakazem tradycji – ludzie z wszystkich innych kast składali ceremonialne pokłony. Karnam był dziedzicznym księgowym wioski, odpowiedzialnym za rejestry gruntów oraz pobór podatków ziemskich w imieniu rządu. Pobożna Subbamma, miała stać się znana światu jako „przybrana” matka Sathyi. Na długo przed narodzinami Sathyi Iśwaramma i Subbamma umówiły się, że jeśli któraś z nich urodzi syna, otrzyma on imię Sathyanarajana. Subbamma nigdy nie doczekała się dziecka, natomiast Iśwarammia urodziła syna i zgodnie z obietnicą nadała Mu imię Sathyanarajana.

Kosmiczna wizja i serce pełne miłości

Kiedy Sathya był niemowlęciem, Subbamma brała Go na ręce i tuliła czule do piersi. Ponieważ rodzina Karnama spożywała wyłącznie pożywienie wegetariańskie, Subbamma zapraszała Sathyę do swojej kuchni i z miłością Go karmiła, co budziło niechęć u tych, którym nie podobało się, że chłopiec z kasty kszatrijów (wojowników) jest karmiony w bramińskim domu. „To jest bramińskie dziecko!” – mówiły inne kobiety, zarówno z podziwem, jak i żartobliwie, widząc entuzjazm, z jakim Sathya chodził do Subbammy.
Wieczorami Subbamma czasami zbierała wszystkie małe dzieci na swoim otwartym tarasie. Mieszała wszystkie potrawy z wieczornego posiłku, a następnie z miłością karmiła każde z nich kęsami z tej wielkiej mieszanki, w tym także Sathyę. Mówiła przy tym: „Ten kęs jest dla krowy, ten kolejny dla wrony...” i tak dalej, jak to czyni wiele indyjskich matek, gdy karmią swoje dzieci, namawiając je do zjedzenia choćby jednego kęsa więcej.
Bywały też chwile, gdy Subbamma wołała Sathyę i potajemnie karmiła Go smakołykami, takimi jak pakody, podając je przez okno, które wychodziło na taras domu rodziny Radżu. Podczas jednego z takich „sekretnych” posiłków, gdy poprosiła Sathyę, by otworzył usta, aby mogła wlać do nich wodę, Subbamma ujrzała wspaniały spektakl całego stworzenia: wielkie ciała niebieskie wirujące na swoich kosmicznych orbitach, a wszystko to w zadziwiający sposób mieściło się w tych małych ustach. Subbamma przeraziła się i przez wiele dni pozostawała w stanie ekstazy. Był to pierwszy raz, gdy dostrzegła tę niezwykłą naturę Sathyi, przylgnęła do Jego małych stóp i obmyła je swoimi łzami.
Sathyanarajana, czyli Sathya, jak Go teraz czule nazywano, czasem spoglądał na dużą kropkę kumkum na czole swojej matki. Często dotykał czerwonej kropki i uśmiechał się, ale nigdy jej nie zniszczył. Uwielbiał mieć na własnym czole szerokie pasy z wibhuti (świętego popiołu) z kropką kumkum pośrodku, choć Jego matka rzadko zgadzała się na kumkum, obawiając się „złego oka”. Dlatego Sathya przeszukiwał rzeczy swoich sióstr i sam nakładał Sobie odrobinę czerwonego proszku.
Kiedy zaczął jeść stałe pokarmy, przejawiał naturalną niechęć do dań niewegetariańskich. Później, odwiedzał Swojego dziadka, Kondamę Radżu, i jadł razem z nim. Dziadkowie z wielką dumą karmili Swojego świętego wnuka. Sąsiedzi nazywali go „Brahmadżnani” (Tym, który posiadł wiedzę o Najwyższym) ze względu na Jego niechęć do przemocy i miłość do całego stworzenia. Kiedy wiejskie urwisy nosiły kurę trzymając ją za nogi lub kopali psa w obecności Sathyi, chłopiec czuł się nieszczęśliwy. Jednak nigdy nikomu się na to nie skarżył. Unikał miejsc uboju zwierząt oraz połowu ryb. Gdy wybierano ptaka na przyszły posiłek, mały Sathyanarajana podbiegał do niego, tulił go do swej piersi i głaskał, jakby ta dodatkowa miłość, którą okazywał, miała skłonić dorosłych do zmiany decyzji i oszczędzenia ptaka.

Współczucie, boska opieka i mały Guru

Jego serce topniało również na widok ludzkiego cierpienia. Ilekroć u progu pojawiał się żebrak i wołał o pomoc, Sathya przerywał zabawę i wbiegał do domu, by namawiać swoje siostry do podania biedakowi jedzenia. Dorośli nie byli jednak skłonni akceptować tej niekończącej się dobroci wobec żebraków. Czasami Iśwaramma chwytała Go i z palcem uniesionym w górę ostrzegała: „Możesz dać mu jedzenie, ale pamiętaj, że sam będziesz musiał głodować”. To jednak nie zniechęcało dziecka. Wbiegał do środka i wynosił jedzenie głodnemu człowiekowi stojącemu pod drzwiami, a potem sam rezygnował z własnego posiłku. Nic i nikt nie mógł Go przekonać, by podszedł do Swojego posiłku, który pozostawał nietknięty. Nawet jako małe dziecko, gdy tylko słyszał głos żebraka, raczkował do głównego wejścia domu rodziny Radżu i patrzył błagalnie na starszych, a jego oczy prosiły ich o nakarmienie głodnej osoby.
Co więcej, kiedy Sathya odmawiał przyjmowania pokarmów i trwał w tym przez wiele dni, nie wykazywał żadnych oznak głodu. Twierdził, że pewien starzec nakarmił go kulkami ryżu z mlekiem. Z zadowoleniem gładził się po brzuchu, by pokazać, że jest najedzony. Na dowód wyciągał prawą dłoń, by matka mogła ją powąchać, a ona wyczuwała z małej dłoni wyraźny zapach mieszaniny masła ghee, mleka i twarogu, którego wcześniej nie znała. Tajemnica „starca” nigdy nie została rozwiązana.
„Kiedy Sathya zaczął biegać po ulicy, wyszukiwał ludzi okaleczonych, niewidomych, niedołężnych i chorych, i prowadził ich za rękę pod drzwi domu Swoich rodziców. Jego siostry musiały przynosić ze spiżarni lub kuchni ziarno lub inne jedzenie i wkładać je do miski żebraka, podczas gdy »mały Pan« przyglądał się temu z radością”.[1]
W wieku trzech lat, zgodnie z obyczajem, ogolono Sathyi głowę i przekłuto uszy. Kiedy Jego włosy odrosły w jedwabiste loki, dbał o to, by były nienagannie uczesane, podobnie jak inni chłopcy w Jego wieku. Piękne loki pozostały, ale urosły jeszcze dłuższe, co widać było w późniejszych latach.
Sathya był stawiany dzieciom za wzór do naśladowania. Wkrótce zaczęły nazywać Go Guru. Starsi dowiedzieli się o tym podczas święta Ramanajami. Późną nocą siostry Sathyi odkryły, że ich małego brata nie ma w domu i rozpoczęły poszukiwania. Było już po północy, a rodzina bała się o Jego bezpieczeństwo. Tymczasem przez wioskę przechodziła procesja, a ożywcza muzyka grajków na fletach i bębnach budziła śpiących mieszkańców. Pochód zatrzymał się tuż przed progiem domu rodziny Radżu.
Na przystrojonym kwiatami wozie ciągniętym przez woły ustawiony był wielki obraz Śri Ramy, obok którego siedział kapłan kręcąc płomieniami kamfory w geście oddawania czci. Ku swojemu zaskoczeniu, kobiety z domu zobaczyły pięcioletniego Sathyę, ubranego odświętnie, siedzącego w pełnym majestacie pod udekorowanym obrazem. Rodzina zapytała towarzyszy Sathyi, dlaczego siedzi na wozie, zamiast iść z nimi. „On jest naszym Guru” – padła natychmiastowa odpowiedź.
Sathya został w rytualny sposób wprowadzony w świat alfabetu. P. T. Krishnamachari, jeden z niewielu wykształconych ludzi w wiosce, mieszkający naprzeciwko domu Peddy Venkamy Radżu, przeprowadził dla niego ceremonię Akshara abhyaasa (inicjację w naukę alfabetu). Rodzice postanowili, że powinien otrzymać formalne wykształcenie i posłali Go do wspieranej przez rząd szkoły podstawowej w wiosce. Nauczali w niej Venkatasubba Radżu i Venkatarama Radżu, synowie brata dziadka, Subby Radżu. Kolega ze szkolnej ławy, Talipineni Kesappa, wspominał po latach, że już w szkole podstawowej Sathya przejawiał niezwykły talent do śpiewu i tańca. Na prośbę Karnama Lakshminarajany, nauczyciel z Bukkapatnam, Kodanda Rama Radżu udzielał prywatnych lekcji adoptowanemu synowi Karnama – Gopala Rao, Sathyi oraz kilku innym chłopcom.
Dziesiątki lat później Sathya, jako „Sai Baba”, wspominał w swoich dyskursach, jak pomagał kolegom z klasy uczyć się alfabetu: „W tamtych czasach nie było tabliczek ani książek. Pisaliśmy palcami na piasku”.
Sathya nigdy nie wahał się pomagać rodzinie w domowych obowiązkach. Pomagał siostrze Venkammie w gotowaniu i chodził, na prośbę ojca, na zakupy, wracając z czterema jukami pełnymi prowiantu, niesionymi przez osła. Wyjaśniał szczegóły zakupów i oddawał ojcu resztę co do ostatniej monety. Będąc pod wrażeniem zdolności dziecka, Pedda Venkama Radżu mówił: „Spójrzcie, jak sumienny i uczciwy jest Sathya i jak sprytnie się targuje!”. Czasami nazywano Go nawet Aadamati Sathyakka (Sathya – starsza siostra), ponieważ pomagał rodzicom w sprzątaniu domu, noszeniu wody ze studni i w innych pracach, które w tamtych czasach uważano za zajęcia przeznaczone dla dziewcząt.
Jego pomoc była niezbędna, ponieważ rodzice z trudem utrzymywali rodzinę, podejmując się różnych zajęć. Pedda Venkama Radżu prowadził mały sklep spożywczy. Razem z Iśwarammą przywozili zboże na osłach, by sprzedawać je na cotygodniowym targu w Bukkapatnam. Pedda Venkama pracował również jako pośrednik między robotnikami rolnymi a Karnamem za niewielką prowizję.
W szkole Sathyi istniał ciekawy system kar mający zapewnić punktualność. Każdy, kto spóźniał się do szkoły, bez względu na przyczynę, dostawał lanie trzciną cukrową. Ci, którzy przychodzili jako pierwsi i witali nauczyciela, mieli przywilej wymierzania kary. Liczba uderzeń zależała od miejsca na liście spóźnialskich – im później ktoś przychodził, tym więcej uderzeń otrzymywał. W chłodne i wilgotne poranki dzieci gromadziły się bardzo wcześnie pod okapem szkoły, by uniknąć kary. Sathya współczuł kolegom w ich trudnej sytuacji i przynosił z domu odzież, by chłopcom było cieplej. „Gdy starsi domownicy to odkryli i nie mogąc nic innego zrobić, zamknęli w skrzyniach wszystkie ubrania, których nie mogli stracić”. Rodzinie bardzo trudno było zrozumieć małego Sathyę.
W szkole zaczął ujawniać się niezwykły talent muzyczny Sathyi. Miał melodyjny głos i zachęcał kolegów, by razem z Nim śpiewali proste pieśni wielbiące Boga zwane bhadżanami. Rodzina Karnama prosiła chłopców, aby śpiewali bhadżany przed ich domem, oferując na koniec sesji torbę prażonego ryżu. Sathya był tak mały, że w grupie ledwo Go było widać. Był jednak najbardziej aktywnym wykonawcą, podskakując i tańcząc z wielkim entuzjazmem podczas śpiewu. Ten talent doprowadził do zorganizowania i prowadzenia grupy o nazwie „Pandari Bhadżan” – co w nadchodzących latach zaowocowało wprowadzeniem śpiewania bhadżanów w Organizacjach Śri Sathya Sai na całym świecie.
Grupa Sathyi składała się z około piętnastu do dwudziestu chłopców w Jego wieku. Niosąc flagi w dłoniach i bransoletki z dzwoneczkami na kostkach, chodzili po wiosce, odwiedzając najważniejsze miejsca spotkań, takie jak Kotha Bhawi, Janda Wepa Manu i Świątynię Ramaswamy. Odwiedzali również pobliskie wioski. Kiedy grupa „Pandari Bhadżan” przybywała do jakiejś wioski, ludzie starannie sprzątali domy, witali chłopców i częstowali ich jedzeniem. Mieszkańcy wierzyli, że dzięki wpływowi tych bhadżanów straszliwa epidemia cholery, która siała spustoszenie w okolicy, nigdy nie dotknęła Puttaparthi. Sathya, wraz z Subbą Radżu, uczył mieszkańców wioski Locherla wykonywania Pandari Bhadżanów. Kamalamma wspomina, że w tamtym czasie Sathya prosił Subbammę o olej do lamp. Gdy tylko go otrzymał, biegł i zaczynał śpiew bhadżanów. Podczas śpiewu podskakiwał w tańcu. Pewnego razu odbył się swoisty konkurs śpiewu między harijanami (nietykalnymi) a innymi grupami. Następnego dnia Sathya odwiedził dom Jonalli Narasappy w osiedlu Harijanów i powiedział im, że zaśpiewali bardzo dobrze. Już wtedy Sathya nie traktował Harijanów inaczej niż innych. Wielokrotnie odwiedzał ich dzielnicę bez wiedzy starszych.
Jednak Jego ojciec był zirytowany widząc, że Karnam wspiera Sathyę. Pewnego dnia, po sesji bhadżanów, Karnam dał chłopcom kilka owoców mango. Pedda Venkama Radżu, który siedział na werandzie własnego domu, wszedł do środka i wyraził swoje niezadowolenie, myśląc, że Karnam zbytnio rozpieszcza chłopca.
Relacja między Sathyą a jego dziadkiem, Kondamą Radżu, wkrótce stała się jeszcze bliższa. Dziewięćdziesięcioletni dziadek bardzo lubił towarzystwo swojego niezwykłego Wnuka i jako pierwszy rozpoznał boska naturę Sathyi. Wiele lat później Sathya opowiadał, że jego ojciec i stryjowie prosili dziadka Kondamę Radzu: „spędzaj trzy miesiące w roku u każdego z nas”. Propozycja ta została złożona w ramach proponowanego podziału majątku między czterech braci i dziadka, który odmówił przyjęcia udziału, mówiąc, że nie pragnie niczego poza Sathyą jako swoją częścią. Jeśli Sathya był z nim, miał wszystko, czego potrzebował. Od tego czasu Sathya zamieszkał z dziadkiem, który dożył sędziwego wieku. Później Sathya powiedział o nim: „Był wielkim wielbicielem Boga i rozpoznał Moją prawdziwą naturę”.
Pewnego dnia Sathya wspomniał w wzruszającej opowieści, o prośbie Kondama Radżu: „Miałem wtedy dziewięć lat... Byłem w jego domu i gotowałem dla niego. Jestem dobrym kucharzem – inni chcieli ode Mnie przepisy. Podszedł do Mnie po zamknięciu drzwi. Wołając: »Sathya! Sathya«, chwycił obie Moje dłonie. »Uważaj je za swoje stopy« – powiedział łagodnie – »Mam jedno pragnienie. W chwili mojej śmierci to Ty powinieneś wlać mi wodę do ust«. Obiecałem mu, że to zrobię”[2]. W nadchodzących latach świat był świadkiem, że Sathya rzeczywiście dotrzymał słowa.
– opracowanie i tłumaczenie: E.GG. (przy wsparciu AI)
 
[1] N. Kasturi, Sathyam Sivam Sundaram, część 1.
[2] Dyskurs Sathya Sai podczas święta Iśwarammy, dnia 6 maja 1998

Kondama Radżu - dziadek Sathya Sai

P. T. Krishnamachari, jeden z niewielu wykształconych ludzi w wiosce, mieszkający naprzeciwko domu Peddy Venkamy Radżu, przeprowadził ceremonię dla Sathyi Akshara abhyaasa (inicjację w naukę alfabetu)