Odkrywanie życia na nowo po spotkaniu ze śmiercią

Miguel Montes – osobiste refleksje podczas Światowej Konferencji Organizacji Sathya Sai w Sai Prema Nilayam, Riverside, w Kalifornii, w listopadzie 2025

Co się dzieje, gdy życie nagle wciska przycisk pauzy dla wszystkiego, co uważaliśmy za ważne?

Pan Miguel Montes wierzył, że prowadzi życie pełne sukcesów. Pracował bardzo ciężko, był wiecznie zajęty, dążył do wyznaczonych celów i zapewniał byt swojej rodzinie. Z zewnątrz wszystko wyglądało dobrze. Jednak głęboko w środku brakowało czegoś istotnego. Wtedy uderzył COVID. W ciągu kilku dni lekarze wprowadzili go w śpiączkę farmakologiczną, nie mając pewności, czy kiedykolwiek jeszcze się wybudzi. W otoczeniu rodziny Miguel stanął przed możliwością pożegnania się z życiem. Dwadzieścia dwa dni później… otworzył oczy. Ale prawdziwe przebudzenie dopiero się zaczynało. W tym poruszającym świadectwie Miguel opowiada o tym:
·     Jak doświadczenie bliskie śmierci zmieniło jego rozumienie sukcesu
·    Jakie trudne prawdy doprowadziły go do głębokiej osobistej transformacji
·   Jak poprzez medytację i służbę przeszedł drogą od nieustannego zabiegania do świadomego życia
·     Jak rodzina pomogła mu na nowo odkryć miłość, wiarę i sens życia.
To, co zaczęło się jako walka o przetrwanie, stało się czymś znacznie większym – odrodzeniem w duchu wdzięczności, oddania i służby.

Cień śmierci

Om Sai Ram. Niech te słowa poruszą serca – nie są ode mnie, ale przeze mnie.
Mam na imię Miguel. Jestem mężem, ojcem i kimś, kto kiedyś myślał, że sukces oznacza bycie wiecznie zajętym. Ale życie miało wobec mnie inne plany. Prawie pięć lat temu stanąłem twarzą w twarz ze śmiercią. Lekarze powiedzieli, że będą musieli mnie zaintubować, aby moje ciało mogło nadal otrzymywać niezbędny tlen. Wyjaśnili, że jedyne, co możemy zrobić, to czekać i zobaczyć, czy się obudzę.
To było druzgocące. Nie wiedziałem, czy kiedykolwiek jeszcze otworzę oczy. Moja rodzina była przy mnie – żona, rodzice, siostra i jej mąż. Mogłem się z nimi pożegnać. COVID-19 uderzył we mnie z ogromną siłą i spędziłem 22 dni w śpiączce farmakologicznej.
Po tych dniach otworzyłem oczy. Ale nie wiedziałem dokładnie, co się stało, wszystko wokół mnie – moje małżeństwo, druga córka, która miała się wkrótce urodzić – wydawało się snem, o którym zapomniałem. Żyłem, ale nie wiedziałem, dlaczego.

Pogoń za światem zamiast za duszą

Przed tym doświadczeniem myślałem, że prowadzę dobre życie. Ciężko pracowałem, osiągałem swoje cele i kupowałem rzeczy, które dawały mi poczucie sukcesu. Ale goniłem za światem, a nie za swoją duszą. Na przykład znajdowałem czas, by jeździć swoim nowym samochodem i zarabiać dodatkowe pieniądze, ale nie miałem czasu, by zjeść wspólną kolację z córką. Byłem odłączony od rodziny i od Boga.

List i punkt zwrotny

Kiedy wybudziłem się ze śpiączki, zdałem sobie sprawę, że mogłem umrzeć. Wszyscy wokół nazywali to cudem. Ale ja ciągle zadawałem sobie pytanie: „Dlaczego wciąż tu jestem? Co mam robić ze swoim życiem?”.
W tamtych dniach żona pokazała mi list, który napisała, gdy byłem nieprzytomny. Był pełen bólu, ale także i nadziei. Napisała, że choć pragnęła, abym się obudził, nie była pewna, czy byłem szczery w naszym związku. Czuła, że coś między nami było nie tak jak powinno, że coś się zepsuło. I miała rację.
Lektura tych słów poruszyła mnie do głębi. To było tak, jakby sam Swami przemawiał przez nią, pokazując mi, że jeśli naprawdę chcę żyć, muszę całkowicie się zmienić. Musiałem zmierzyć się z własnymi schematami myślowymi i wziąć pełną odpowiedzialność za swoje życie, które sam tworzę. Mój pierwszy związek zakończył się, ponieważ uciekałem przed bólem. Ale tym razem wybrałem inaczej. Postanowiłem stawić mu czoła. Zdecydowałem się zostać i wzrastać razem z żoną i nowo narodzoną córką.

Całkowita przemiana

Podczas tego procesu najpierw odzyskałem kontakt z własnym ciałem, dbając o nie jak o świątynię, którą jest. Zacząłem odżywiać się bardziej świadomie, zadbałem o higienę snu i zobowiązałem się do regularnych ćwiczeń. Gdy moje ciało odzyskało równowagę, umysł stał się jaśniejszy. Dzięki terapii, refleksji i medytacji nauczyłem się rozpoznawać swoje emocje, rozumieć schematy myślowe oraz stopniowo wprowadzać harmonię do swojego wewnętrznego świata.
Gdy ciało i umysł stały się bardziej przejrzyste, łatwiej było mi usłyszeć to, co zawsze tam było – łagodny, niezmienny głos Jaźni – Atmy – prowadzący mnie od wewnątrz. Zacząłem codziennie medytować o 4:00 rano, coś, czego nigdy nie wyobrażałem sobie, że mógłbym robić. Co tydzień chodziłem z rodziną służyć innym – nie z obowiązku, ale jako wyraz wdzięczności za życie.
Kiedy odzyskałem wewnętrzną harmonię, obudziło się we mnie coś pięknego: pragnienie dzielenia się z córkami radością towarzyszącą służbie i oddaniem płynącym ze śpiewania oraz budowania jeszcze głębszej więzi z moją żoną poprzez czułość i wzajemne oddanie. Powoli nasz dom stał się małą świątynią pełną miłości, radości i zabawy.

Powołanie do służby

W ubiegłym roku napisałem krótki list do samego siebie – zobowiązanie, by żyć świadomie każdego dnia. Kilka miesięcy później otrzymałem telefon z propozycją pełnienia służby jako Krajowy Koordynator Młodych Dorosłych w Meksyku. Poczułem, jakby Swami szeptał mi do ucha: „Teraz, gdy odzyskałeś zdolność prawdziwego widzenia, pomóż innym odnaleźć samych siebie”.
Dzięki tej służbie nauczyłem się, że jeśli rodzina modli się razem, wzrasta razem, a nawet wspólnie stawia czoła wyzwaniom, staje się boskim odzwierciedleniem samej miłości.

Owoc – wyzwolenie

Nie tylko przeżyłem COVID-19. Było to odrodzenie w miłości, świadomości i służbie. Swami powiedział kiedyś: „Tak jak mądry rolnik z miłością dba o swoje uprawy, tak i ty powinieneś doskonalić swoje nawyki, aby wydały plon w postaci wyzwolenia”.
Nauka ta stała się moim drogowskazem. Prowadzi mnie do harmonii ciała, umysłu i duszy, abym mógł żyć, wypełniając swoje obowiązki, bez przywiązania do rezultatów swoich działań. Podczas tego procesu moja żona i dwie córki były moimi największymi nauczycielkami. To dzięki ich miłości, cierpliwości, a nawet dzięki wyzwaniom, którym wspólnie stawiliśmy czoła, przeszedłem najgłębszą przemianę. Pokazały mi, jak zmierzyć się z własnymi cieniami, jak wzrastać w wierze i jak doświadczyć boskiej miłości Sai żyjącej w moim sercu.
Teraz przeżywam każdy dzień, pielęgnując te wewnętrzne „plony” z rodziną u boku i sercem przebudzonym na Jego łaskę.