Fragmenty przemówienia Sathyajita Saliana
podczas obchodów 100. rocznicy zstąpienia Śri Sathya Sai na ziemię, 24 listopada 2025 w Sai Prema Nilayam w Riverside, w Kalifornii

Wprowadzenie i powitanie (konferansjer)
Właśnie kończymy 11. Światową Konferencję Organizacji Sai. Pierwsza Światowa Konferencja odbyła się 17 maja 1968 roku. W swoim dyskursie, Swami powiedział: „Nawet gdyby cała ludzkość zjednoczyła się i przez tysiące lat wykonywała pokutę i tak nie byłaby w stanie pojąć Mojej chwały ani Mnie zrozumieć”. Aby kontynuować ten proces i pomóc nam lepiej zrozumieć Swamiego, mam zaszczyt powitać i przedstawić Sathyajita Saliana. Sathyajit jest wybitnym absolwentem Uniwersytetu Wyższego Nauczania Śri Sathya Sai. Otrzymał złoty medal z boskich rąk Swamiego. Miał wielki przywilej służyć Bhagawanowi osobiście przez 13 lat i jestem pewna, że ceni sobie każdą tę chwilę i przechowuje ją głęboko w sercu. Modlę się, by podzielił się dziś z nami niektórymi z tych bezcennych doświadczeń. Przez te 13 lat otrzymywał bezpośrednie wskazówki i wsparcie od Swamiego. Kierował inicjatywą Widja Wahini i pełnił funkcję dyrektora ds. edukacji w Tata Trusts.


Przemówienie Sathyajita Saliana
Refleksje po 100. Rocznicy
Om Śri Sai Ram, składam pełne miłości
pokłony u lotosowych stóp Bhagawana.
Bardzo pięknie jest widzieć spokój po pięciu
intensywnych, pracowitych dniach. Dobrze jest tutaj zostać, odetchnąć i
zastanowić się nad minionymi dniami, aby ochłonąć po emocjach związanych z
obchodami 100. rocznicy.
Oglądałem różne serwisy informacyjne i
relacje z wielu miejsc na świecie, w tym z Puttaparthi i wygląda na to, że były
to ogromne uroczystości. W całych Indiach odbyły się piękne uroczystości.
Dostałem informację z Londynu – wspaniałe świętowanie również tam..
Zakończyliśmy obchody 100. urodzin i po tej rocznicy przychodzi chwila
wytchnienia, ponieważ był to moment przełomowy, który właśnie minął i nagle
czujemy się zdezorientowani. Nie wiemy, w którym kierunku chcemy iść dalej. W
tym momencie musimy sobie uświadomić, że 100 nie było naprawdę aż tak
wielką liczbą.
Wracamy do mojej innej tezy, którą
zaproponowałem dawno temu, podczas regionalnego zjazdu w górach Poconos. Czy
100 jest naprawdę znaczące w szerszej perspektywie? Kim jest Sai? Kim
jest ten Boski Mistrz? Skąd wiemy, że On jest z nami zawsze?
Cudowne doświadczenia i boska opieka
Wczoraj zakończyłem moje wystąpienie
na wydarzeniu z okazji 86. urodzin Swamiego, pierwszych urodzin po tym,
jak Swami opuścił Swoje fizyczne ciało. Opowiedziałem o tym, jak miałem wizję
Swamiego, sen, w którym Swami wykonał reanimację RKO (resuscytację krążeniowo-oddechową) mojego ciała i w pewnym
sensie wskrzesił mnie z „życia na granicy śmierci”, życia pogrążonego w
żałobie. Powodem, dla którego ten sen, miał na mnie tak ogromny wpływ, było to,
że On wyreżyserował wszystkie doświadczenia w moim życiu.
Tak jak jest w przypadku każdego z
was. Wyreżyserował wszystko z niezwykłą dbałością o szczegóły. Kiedy usiądziemy
w ciszy i obserwujemy wchodzący i wychodzący oddech, powtarzając mantrę So-ham,
umysł się uspokaja i zaczynamy widzieć jak przeszłość tworzy jedną całość.
Wtedy uświadamiamy sobie, że On wyreżyserował każde pojedyncze doświadczenie w
naszym życiu.
Ponieważ tamtego dnia, gdy tylko
obudziłem się z tego snu, całkowicie wstrząśnięty wizją, w której Swami
dokonywał jakby wskrzeszenia, poszedłem i powiedziałem o tym mojemu
przyjacielowi, który był z nami: „Miałem bardzo dziwny sen. Widziałem Swamiego
jak dokonuje mojego wskrzeszenia. Nie wiem, czy Swami wykonujący reanimację
daje mi do zrozumienia, że dostanę zawału serca, czy co…. Czy powinienem
bardziej dbać o kondycję?”. Natychmiast pojawiło się to zaniepokojenie. Ale już
w następnej chwili umysł powrócił do wydarzenia sprzed czterech lat, z 2007
roku, kiedy wróciliśmy z Bindawanu.
Wizja Matki Iśwarammy
Wyjechaliśmy z Bindawanu około 10
rano. Zrobiliśmy postój, a potem dotarliśmy do Puttaparthi około 3:00 po
południu. Było bardzo gorąco. Swami powiedział, że chce odpocząć po podróży.
Pamiętam, jak Swami wysiadł z samochodu, przyjął arati na placu Sai
Kulwant Hall, wsiadł do samochodu i pojechaliśmy do Jego kwatery. Swami był
wyczerpany, co było zrozumiałe, i powiedział: „Odpocznę. Powiedz im, żeby
odprawili arati, dziś nie przyjdę na bhadżany”.
Zadzwoniłem więc do wolontariusza, który był za to odpowiedzialny, i
powiedziałem, że Swami nie przyjdzie na darszan, a po bhadżanach
prosi odprawić arati. Szybko przygotowałem pokój, zszedłem na dół,
wziąłem wózek Swamiego i wjechałem windą. Swami odpoczywał na łóżku.
Powiedział: „Ty również odpocznij. Też
musisz być zmęczony”. Przyniosłem mój materac i położyłem się. Klimatyzacja
jeszcze się nie włączyła, więc w pokoju Swamiego było nadal nieznośnie gorąco.
Chciałbym, abyście sobie wyobrazili ten piękny pokój. Duże, ładne drewniane
łóżko pośrodku. Każde łóżko było duże dla Swamiego, ale to było naprawdę
ogromne. Swami leżał po jednej stronie łóżka. W zachodnim oknie było widać
zachodzące słońce, była 3:00 po południu. Mimo zasłon było bardzo gorąco.
Czuliśmy ciepło dochodzące od strony stupy. Chcę, abyście wyobrazili sobie to
wszystko.
W tym upale położyłem się i zasnąłem.
I kiedy spałem, zobaczyłem Matkę Iśwarammę stojącą u stóp Swamiego.
Słyszałem ich rozmowę, w której było dużo radości. Swami z miłością pytał Swoją
matkę, dlaczego przyszła. „Mam się dobrze, Swami, widzę, że chłopcy bardzo
dobrze się Tobą opiekują”.
Sen zniknął. Otworzyłem oczy i dalej
leżałem, rozkoszując się tym snem, w którym był ten sam upał i światło
słoneczne, przefiltrowane przez zasłonę, w którym widziałem Matkę Iśwarammę.
Nawet we śnie czułem ten sam upał, co w rzeczywistości. Każde pojedyncze
doświadczenie było tak prawdziwe, a jednak był to sen.
Leżąc na swoim materacu, spojrzałem na
Swamiego. Wyjrzał spod koca i patrzył na mnie. Wstałem, a On zapytał:
„Widziałeś?”. Odpowiedziałem: „Swami, Amma... Widziałem...”. „Co
widziałeś?”. Powiedziałem: „Swami, widziałem zieloną bluzkę i żółte sari?”.
Swami odpowiedział, że oba te kolory nazywają się pachcha”. Jeden to liść
pachcha, drugi to kurkuma pachcha. Pachcha jest wspólnym
słowem – pachcha i pasupu
(kurkuma).
W ten sposób Swami potwierdził: „Tak,
Matka Iśwaramma przyszła”. Potem mówił przez długi czas o tym, jak ona wciąż
wraca, jak jej miłość jest tym, co nadal przywiązuje ją do ciała i wciąż
przychodzi.
To wyjaśnienie było dla mnie ważne i
zakorzeniło się bardzo w mojej pamięci. Swami potwierdził, że to była Matka
Iśwaramma. Później w wielu dyskursach o tym wspominał. Mówił do chłopców: „Ten
chłopak też widział Matkę Iśwarammę, ona wciąż tu przychodzi”.
Dla mnie punktem zwrotnym w 2011 roku,
po fizycznym odejściu Swamiego, była ta wizja Matki Iśwarammy. Jeśli miłość
Matki Iśwarammy do Swamiego mogła sprawić, że znów przyszła, to co dopiero
miłość Swamiego, jaką nas darzy. Ta wizja upewniła mnie o stałej obecności Bhagawana w naszym życiu. Bez tego
wyreżyserowanego doświadczenia uznałbym to tylko za zwykły sen. Gdy połączyłem
te dwie rzeczy, wszystkie wątpliwości zniknęły. Myślę, że to jest ważne i
staram się to wam przekazać: że każdy pojedynczy aspekt naszego życia –
drodzy bracia i siostry – został starannie zaplanowany przez Swamiego.
Wszystko, czego potrzebujemy, to usiąść, zastanowić się i połączyć fakty. Ta
refleksja jest potrzebna i to powinna być nasza sadhana (praktyka
duchowa). Swami wciąż powtarza – nama dżapa (powtarzanie imienia Boga) i
bhadżany i tym podobne, ale to nie jest jedyna sadhana i nie jest wystarczająca. Trzeba także spojrzeć w głąb
siebie. Musisz skupić się na mantrze
So-ham, na swoim oddechu. Musisz znaleźć czas, aby uspokoić umysł, wyciszyć go, sprawić by ten „małpi umysł”
zamilkł, abyś mógł zobaczyć powiązania w życiu – że wszystko jest ze
sobą połączone, że wszyscy jesteśmy jednością. Ta jedna sadhana dała mi w ostatnich latach tyle odwagi, że nie potrafię
nawet tego opisać. (…)
Pokój Swamiego
Moje stałe pytanie brzmiało: kim jest
Swami? Ale wszyscy mieliśmy również pytanie: kim byłem w poprzednim życiu?
Jeśli On przychodził wielokrotnie, to czy ja byłem tu wcześniej? Jest to
oczywiście pytanie, które pojawia się w umyśle każdego z nas. Czy byłem jedną z
małp podczas wojny? Czy byłem jedną z gopik (pastuszek) Kryszny? Czy
byłem jednym z towarzyszy zabaw Kryszny? Czy brałem udział w wojnie na Kurukszetrze?
Wszystkie te pytania wciąż się pojawiały. Pytałem: gdzie byłem wcześniej?
Zabiorę was teraz do pierwszego dnia,
w którym wszedłem do pokoju Swamiego. To był 1996 rok i byłem jeszcze studentem
MBA. W tym czasie Swami powoli mnie przygotowywał. Aravind pięknie wyjaśnił, co
to były „wyzwania studenta”. Swami miał wybrać jednego z młodych ludzi i
przygotować go do jakiejś pracy w przyszłości? Aravind użył słowa form boy
(„uformowany chłopiec”).
Niektórym chłopcom Swami dawał pewne szanse. Widziałem też chłopców, którzy
nadużywali tego, myśląc, że są nietykalni i niszczyli swoją szansę. Byli też
tacy, którzy naprawdę rozumieli znaczenie tego, co im się daje, dorastali do
oczekiwań i wiedzieli, że wielu młodych ludzi, którzy zostali w Puttaparthi,
przez lata nieprzerwanie służyli. W tym czasie ja byłem przygotowywany.
Swami chcąc zachować równowagę i nie
dopuścić do zazdrości i zawiści innych chłopców postanowił w środku semestru
zabrać mnie do Bindawanu. Powiedział wychowawcy: „Zabiorę tego chłopca do
Bindawanu”. Swami musiał pojechać do Bindawanu na jeden dzień, bo była tam
jakaś praca do wykonania. Powiedział mi: „Pójdziesz w okolice Szpitala
Superspecjalistycznego i staniesz przy drodze. Podjadę i cię zabiorę”. Nie
chciał, żebym siedział w samochodzie na oczach wszystkich – w pewnym sensie
chciał mnie chronić przed „złym okiem”. Dopóki nie zbudował wiarygodności wśród
chłopców wokół Siebie, nie chciał wzbudzać zazdrości. Ustanowienie
wiarygodności jest drugim etapem, w którym „hartował” i wystawiał na próbę. Te samskary (wewnętrzne
ukształtowanie) muszą się dokonać. Ta „obróbka”, to „wypalanie” zachodzi
wewnętrznie. Ale dopóki ten proces się nie zakończył, nadal byliśmy podatni na
ataki i na „złe oko”.
Zimą, wczesnym rankiem, około 7:00,
stałem przy drodze, bardzo podekscytowany, że będę miał okazję pojechać ze
Swamim aż do Bindawanu. Podjechał samochód, zatrzymał się, wsiadłem i
pojechaliśmy.
To było
niezapomniane przeżycie. Po raz pierwszy Swami powiedział: „Chodź do pokoju” i
zabrał mnie do Swojego prywatnego pokoju, do Swojej sypialni i pokazywał mi
wszystko. Otworzył drzwi i powiedział: „To jest pokój, a to jest mój magazyn”.
który był wypełniony rzeczami przeznaczonymi dla wielbicieli. Otworzył dużą
szafę pełną dhoti (tradycyjnych męskich okryć), jedwabnych, bawełnianych
dhoti itd. Potem zamknął szafę i otworzył drugą – pełną różnych rodzajów
garniturów i innych kompletów ubrań. Otworzył kolejną szafę. Była pełna
olśniewających sari różnego rodzaju, starannie złożonych i poukładanych
w sekcje.
Nawiasem mówiąc, z czasem stałem się
ekspertem w rozkładaniu i składaniu sari. To była część mojego
„szkolenia”. Później musiałem dokładnie wiedzieć, co gdzie leży, aby na
życzenie pokazać. Swami dopasowywał ubranie do karnacji osoby, której nie
znałem. Mówił: „Ona ma jasną cerę, myślę, że powinniśmy wybrać ciemniejsze sari”.
Sari były w różnych kolorach, a garnitury dla mężczyzn to głównie
szarości, biel i czerń, bez większego wyboru.
Potem podszedł do małej szafki, gdzie
znajdowały się Jego dhoti i szaty. Większość rzeczy w Jego pokoju była
przeznaczona dla wielbicieli, a tylko mała szafka była dla Niego. Pokazał Swoją
szczotkę do włosów i uczesał się. Miał bardzo unikalny sposób czesania.
Potem poszedł do łazienki i pokazał mi
Swoją szczoteczkę do zębów i przybory do golenia. Szczoteczka do zębów była z
miękkiego włosia, bardzo delikatna. To było wszystko co używał. I kiedy tak tam
stałem, doświadczyłem olśnienia, to było jak potężne wewnętrzne uderzenie.
Powiedziałem: „Swami, dlaczego przyszedłem tak późno do Ciebie? Gdzie ja byłem
przez te wszystkie lata?”.
Swami odpowiedział: „Czas, w którym
przyszedłeś do Mnie, był właściwym czasem. Swami anugrahi anubhu anandu
(Doświadczaj i ciesz się łaską, którą Swami cię obdarza i czerp z niej
błogość)”. To były Jego najpiękniejsze słowa: „Nie myśl o tym, kiedy
przyszedłeś, dlaczego przyszedłeś późno czy wcześnie”. Wielu młodych
wielbicieli mówi: „Nigdy nie miałem darszanu Swamiego, przyszedłem do Niego tak późno”.
Pan Ratan Tata[1],
gdy wysłuchał po raz pierwszy dyskursu Swamiego z okazji Jego 85. urodzin,
powiedział: „On mówi z taką mocą. Przyszedłem do Baby tak późno”. Już
następnego dnia pan Ratan Tata nadzorował przygotowania do uruchomienia
projektu edukacyjnego dla wsi o nazwie Widja Wahini. Nadzorował
wszystkie przygotowania, a zespół TCS (Tata Consultancy Services)
pracował nad tym. Oglądał przygotowane wideo i mówił: „Przyszedłem tak późno do
Swamiego”.
To było również
moje zmartwienie. 13-15 lat temu to było moją udręką. Powtarzałem: „Swami,
dlaczego przyszedłem tak późno?”. A On powiedział: „Pokażę ci. Pokażę ci
wszystko jak na ekranie”.
Rok później, otrzymałem częściową
odpowiedź na pytanie: gdzie byłem? Powiedział: „Byłeś w Śirdi”.
Łaska Śirdi Baby
Pewnego dnia w Kodaikanal, późno w
nocy, leżałem na podłodze. Swami spał na łóżku. W Kodaikanal jest dość zimno,
więc Swami był cały zakryty. Tylko twarz pozostała odsłonięta. I wtedy miałem
sen, w którym zobaczyłem Śirdi Babę siedzącego w pokoju. Patrzyłem na niego zza
zasłony. Miał na głowie swoją chustę, ale zdjął jubbę (szatę).
Zobaczyłem, że całe jego plecy są pokryte pęcherzami. Był tam wielbiciel, który
zanurzał kawałek tkaniny w płynie i delikatnie wycierał Jego plecy. Czułem
silny zapach środka dezynfekującego, który w Indiach nazywa się Dettol.
W tym śnie uświadomiłem sobie, że
jestem kobietą. Czułem wewnętrzną udrękę. Mówiłem: „Swami, czy tylko dlatego,
że jestem kobietą, nie mogę Ci służyć? Dlaczego jesteś tak przychylny
mężczyznom?”. To było cierpienie tej kobiety – pragnienie służenia. Stałem tam
z tym bólem w sercu. Sen się skończył. Otworzyłem oczy, a zapach środka
dezynfekcyjnego nadal był intensywny. Rano zapytałem pana, który był
odpowiedzialny za porządek: „Proszę pana, czy jakaś butelka Dettolu się stłukła? Ten zapach jest
wyczuwalny aż na górze”. Był tak intensywny, chociaż nie było tam Dettolu.
Gdy się ponownie obudziłem spojrzałem
w górę na Swamiego. Swami wyciągnął rękę spod koca, zrobił gest
błogosławieństwa i z powrotem schował rękę pod koc. Nigdy tego nie zapomnę. Są
to wzruszające, tak piękne wspomnienia. (…)
Ale odpowiedź wciąż była tylko
częściowa. Nadal gdzieś we mnie pozostawało pytanie: „Kim byłem. Dlaczego
przyszedłem tak późno do Swamiego?”. Powiem wam coś, czego nie zdradziłem do
tej pory w żadnym z moich przemówień przez ostatnie 15 lat. Dzielę się tym
dopiero teraz, ponieważ w ciągu ostatnich trzech miesięcy uzyskałem jasność na
ten temat. Ta jasność przyszła dzięki medytacji. Moja sadhana (praktyka
duchowa) bardzo się pogłębiła w ciągu ostatnich trzech lat. Przeszedłem od
ścieżki działania (karma margi) do ścieżki poznania (dźńana margi).
Jest w tym wielka radość – radość odnajdowania oddechu, radość siedzenia w
ciszy i oglądania każdego ranka wschodu słońca. Z łaski Swamiego, w bardzo
zanieczyszczonym Delhi, mam piękny widok z ośmiopiętrowego domu. To miejsce
stało się moim własnym Prashanti Nilayam. Każdego ranka patrzę na wschód słońca
i wykonuję ćwiczenia oddechowe. Dla mnie to miejsce miało szczególne znaczenie,
ponieważ pierwotnie była to „wioska guru”, Dronaczarji – nauczyciela Pandawów i
Kaurawów. Ono wywołuje jakby dawne wspomnienia i może dlatego to miejsce stało
się tak symboliczne.
Satyaki[2]: utrzymywanie ciągłości służby
Wiele lat wcześniej, w 1998 lub 1999
roku, Swami siedział z kilkoma moimi kolegami z klasy. Ja też tam byłem, ale On
zwrócił się do nich i zaczął mówić o mnie – o tym, kim byłem wcześniej.
Powiedział, że byłem wojownikiem za czasów Kryszny i należałem do klanu
Kryszny.
Byłem zaskoczony.
Swami ujawnił innym, że byłem Satyakim, a ze mną o tym nie rozmawiał.
Pomyślałem: „Swami, nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, dlaczego oni wiedzą
pierwsi?”. To była moja pierwsza reakcja. I mówił tym chłopcom dalej, że
Satyaki był jak cień Kryszny, zawsze przy nim. Jedyny szczegół, jaki wtedy
podał dotyczył czasu po wojnie na Kurukszetrze, kiedy Pandawowie zwyciężyli, a
Judhiszthira został koronowany na króla. Ardżuna objął obowiązki naczelnego
dowódcy i pozostał w Hastinapurze. Natomiast Kryszna wrócił do Dwaraki. Kto był
z Kryszną przez następne 36 lat? Satyaki!
Był to mój pierwszy rok ze Swamim. Nie
wiedziałem, że Swami ustalał plan, mówiąc: „To nie jest jakiś nowy obowiązek,
który masz pełnić przez następne 13 lat”. To nie jest coś co zaczęło się teraz.
To kontynuacja obowiązku sprzed pięciu tysięcy lat. Tak jak wtedy byłeś przy
Mnie przez 36 lat, tak i teraz jesteś”.
To nie zrobiło
na mnie większego wrażenia. Czytałem Mahabharatę i znałem tę historię. W umyśle
pojawiło się pytanie: jeśli to trwa od pięciu tysięcy lat, to co ja tu jeszcze
robię? Takie pytanie zawsze dotyczy wyzwolenia. Pięć tysięcy lat, a ja wciąż tu
jestem. Więc co zrobiłem źle? Jaki błąd popełniłem? Stało się to moją obsesją.
Szukałem odpowiedzi wszędzie. Czytałem, szukałem w internecie. Wtedy internet
nie był tak łatwo dostępny, więc czytałem książki – Ramajanę, Mahabharatę,
książkę Kamali Bala Subrahmanium o Mahabharacie. Czytałem, poszukiwałem, kim
naprawdę był Satyaki, co robił.
I wtedy natrafiłem na fragment mówiący
o wydarzeniach 36 lat po wojnie na Kurukszetrze, kiedy ród Jadawów, cały klan
Pandawów i klan Kryszny, zaczął walczyć między sobą i ostatecznie został
unicestwiony. Satyaki był tym, który pierwszy zadał cios, co uruchomiło lawinę
przemocy.
I to mnie przeraziło. Pojawiła się
myśl: „Swami, czy to z powodu tamtego czynu wciąż tu jestem po pięciu tysiącach
lat?”. Zobaczcie, jakie komplikacje stwarza ludzki umysł. Przez całe dnie
zasypywałem Swamiego pytaniami na ten temat. Zawsze, gdy miałem okazję, pytałem
o to.
Swami zauważył, że mam obsesję na
punkcie tego pytania. Powiedział: „Czy myślisz, że ktokolwiek mógłby zrobić coś
bez zgody Kryszny?”. To zdanie dało mi spokój. Powiedziałem sobie: „To wszystko
jest boskim dramatem”. Cała ta historia – wojny, rozlew krwi – to wszystko było
właściwe dla tamtej epoki. Zarówno rzeź na Kurukszetrze, jak i późniejsze
zniszczenie rodu Jadawów, były właściwe w tamtym czasie.
I wtedy zaczęło
mieć to sens. W Ramajanie wróg był w innym kraju, dlatego Rama musiał udać się
do Lanki i zniszczyć wroga. W Mahabharacie konflikt był wewnątrz rodziny. A
dziś wrogowie są w nas. Sześć wewnętrznych wrogów jest w nas, to pole bitwy
obecnej ery. W czasach Sathya Sai nie ma już zewnętrznego „oczyszczania”. Cała
walka jest wewnętrzna. Stało się to dla mnie stałą medytacją.
Przebudzenie Satyakiego
Cztery lata
temu, gdy miałem lecieć do Bangkoku, zrezygnowałem z pracy w Kinos, która była
związana z opieką onkologiczną. Gdy nadarzyła się okazja, by znowu pracować w
edukacji, założyć szkołę w Bangkoku, przyjąłem propozycję. Miałem około
miesiąca, by przenieść się z rodziną do Bangkoku. Pomyślałem, że zanim wyjadę,
odwiedzę dwa lub trzy inspirujące miejsca, które poznałem podczas projektu
edukacyjnego dla wsi Widja Wahini.
Planowałem
pojechać do Himachal Pradesh, gdzie jest piękna szkoła. Następnego dnia
wcześnie rano miałem lot, a poprzedniego wieczoru w domu była przerwa w
dostawie prądu. Uświadomiłem sobie, że jeśli tej nocy się nie wyśpię, następny
dzień będzie trudny. Pojechaliśmy więc do hotelu w pobliżu lotniska. Przez
pewien czas obserwowałem lądujące i startujące samoloty. Spędziłem tam piękną
noc.
Gdy tak siedziałem, na chwilę
odpłynąłem. I wtedy usłyszałem w lewym uchu bardzo głośny krzyk Swamiego:
„Wstań, Satyaki, wstań! Nie wstawaj, obudź się, Satyaki, obudź się!”. To było
jak rozkaz. Obudziłem się natychmiast.
Wcześniej zdecydowałem, że nie będę
się angażował w żadne zamieszanie, w żadne sprawy, które działy się w tamtym
czasie. Powiedziałem nawet: „Swami, pozwól mi żyć w spokoju”. I nagle to
zawołanie! Dlaczego wzywa mnie tym imieniem? Dlaczego w tym momencie?
Miałem dylemat. Ale z upływem dni
wizje zaczęły się coraz wyraźniej wyłaniać.
Nasza natura
Wielu
wielbicieli wciąż zadaje to pytanie: jaka jest różnica między umysłem,
intelektem a atmą?
Zrozumiałem, że kiedy tworzy coś umysł, tworzy to linia po linii. Zaczyna to
upiększać, czy to poprzez słowa czy poprzez obrazy. Musi to budować jak
artysta. Ale kiedy przychodzi wizja, wszystko zostaje powiedziane, całość
pojawia się naraz. To nie tylko obraz, ale również uczucie, wrażenie, zapach,
wszystko tam jest jednocześnie. To jest jak zapomniane wspomnienie, które nagle
wraca. I tego rodzaju doświadczenia zaczęły mi się przydarzać.
Relacja Satyakiego z Kryszną, to więź,
którą przeżywałem w pierwszej osobie. Wiadomo wtedy, że jest to osobiste
doświadczenie. To jest coś, o czym nigdy nie czytałem. Zawsze myślisz o
Krysznie jako o tym, który wygłasza Gitę
lub o kimś kto jest Gopalą (pasterzem) wśród gopik (pasterek).
Ale wizje, które
do mnie przychodzą pokazują Krysznę wojownika. Np. Kryszna trenujący walkę na
miecze, ćwiczący zapasy. Obraz, który najbardziej utkwił mi w pamięci, to ten,
kiedy siedzę na wzgórzu. Kryszna leży na moich kolanach – na kolanach
Satyakiego i obaj się śmiejemy. Słońce właśnie zachodzi. Z daleka widzimy
światła całej rozstawionej armii i obaj śmiejemy się z Dżarasandhy, który
desperacko szuka Kryszny i nie może Go znaleźć.
Dżarasandha był
królem, który nieustannie atakował Krysznę. Po zabiciu Kamsy, Kriszna stał się
jego celem, a Mathura była wielokrotnie oblegana. Kryszna wycofywał się z pola
bitwy 17 razy. Prowadził wojnę podjazdową.
Ten obraz wciąż mi się pojawia i to uczucie przyjaźni, beztroskiej
bliskości.
To mnie zachęciło, aby znowu zacząć
jogę, wejść głębiej w praktykę. Aby poczuć, że nie jestem tym ciałem. Musimy
wyjść poza uporczywe przekonanie, że jesteśmy tylko ciałem, że urodziliśmy się
20, 50 czy 70 lat temu i że nasza egzystencja ogranicza się tylko do tego
życia.
Swami
konsekwentnie powtarzał nam, że jesteśmy nieśmiertelnymi, wiecznymi istotami,
które nie są związane z miejscem. Nie jesteśmy ograniczeni czasem. Nie jesteśmy
zamknięci w historii ani w geografii. To nieskończoność jest naszą naturą.
Więc dlaczego Swami uaktywnił
Satyakiego w moim umyśle? Dlaczego poczucie wolności czerpię tylko z tego
jednego wcielenia? Dlaczego nie z innych przejawów mojego istnienia? Co mnie
powstrzymuje? Co powstrzymuje was wszystkich przed dostępem do szerszej świadomości?
Odpowiedź jest prosta – to upór umysłu. Umysł wciąż powtarza: „Jesteś tylko Sathyakim.
Jesteś tylko Aravindem. To jest twoje jedyne doświadczenie. To jest twoja
jedyna rzeczywistość”. Tak mówi umysł, a Swami próbuje to zmienić.
Musimy dokonać przejścia – od 100 do
nieskończoności, do Sai Nieskończoności.

To logo jest takie piękne w swojej wymowie – przypomina nam, że nie jesteśmy ograniczeni. Swami nie jest ograniczony do 100 lat. My nie jesteśmy ograniczeni naszymi 30, 40, 50 czy 70 latami. Myślę, że właśnie po to przyszedł, aby dać nam wolność i wiedzę.

Wnioski: dążenie do nieskończoności