Wystąpienie pani Aparny Chitturi

w dniu obchodów 100. rocznicy zstąpienia Śri Sathya Sai na ziemię, 23 listopada 2025 w Sai Prema Nilayam w Riverside, w Kalifornii

Aparna Chitturi urodziła się w rodzinie wielbicieli Sai, a jej dziadkowie przybyli do Sathya Sai Baby pod koniec lat 50. Aparna została pobłogosławiona pierwszym darszanem Sai jako małe dziecko podczas obchodów święta Ugadi. Jej osobista podróż z Sai rozpoczęła się w połowie lat 90. i od tego czasu aktywnie angażuje się w prace Organizacji Śri Sathya Sai. Niezależnie od tego, gdzie mieszka, nadal doświadcza stałej obecności Sai, Jego miłości, ochrony i przewodnictwa w swoim życiu. Aparna obecnie pełni funkcję prezydentki Regionu 2 w USA. Zawodowo pracuje jako konsultantka ds. zarządzania w Nowym Jorku.
Ofiarowuję to wystąpienie u lotosowych stóp naszego drogiego Bhagawana i modlę się, aby inspirował wszystkie moje myśli i słowa. Szanowni starsi, drodzy bracia i siostry, pełne miłości Sai Ram oraz najlepsze życzenia urodzinowe dla Swamiego, który dziś jaśnieje poprzez każdego z was.
Czuję się zaszczycona, że mogę tu być i dzielić się z wami Jego miłością. To niezwykłe błogosławieństwo, że możemy świętować sto lat Jego pełnej miłości obecności i Jego przesłania w naszym życiu. Taka okazja, że możemy tu dzisiaj być, trafia się raz na milion wcieleń. Modlę się do Swamiego, aby zainspirował nas do podążania Jego ścieżką z niezachwianą wiarą i oddaniem.
Kiedy kilka dni temu weszłam do Sai Prema Nilayam, przypomniał mi się werset z Purusza Suktam. Pierwsza linijka tego suktam to Sahasraśīrṣā Sahasrākṣah, która opisuje Boga jako Tego, który ma tysiące głów, tysiące oczu i tysiące stóp. I tutaj doświadczyłam znaczenia tego wersetu. Kiedy weszłam tu w środę wieczorem, poczułam promieniującą miłość Swamiego, wylewającą się intensywnie przez każdego z obecnych tutaj. Jakże wielkim błogosławieństwem jest doświadczenie tego.
A kiedy mamy taką intensywną miłość do Swamiego, to co się dzieje? On manifestuje się tutaj i Jego obecność jest tak namacalna. W środę podróżowaliśmy przez około 14 godzin, aby tu dotrzeć. Kiedy w końcu dotarliśmy, byliśmy wyczerpani. Ale kiedy weszliśmy do tej głównej sali, mieliśmy darszan Swamiego i natychmiast poczuliśmy przypływ energii. Energia wzrosła w ciągu zaledwie minuty, bo On tu jest. Cóż za błogosławieństwo!

Przypowieść o złotym skarbie

Chciałabym zacząć od historii, która wiąże się z tematem tego wystąpienia.
Dawno temu żył biedny człowiek w małej wiosce, który każdego dnia bardzo żarliwie modlił się do Boga. Prosił, aby obdarzył go bogactwem i uwolnił od nieszczęść. Serce Boga zmiękło. Bóg pojawił się we śnie tego człowieka i polecił mu zamieszkać w chacie na skraju tętniącego życiem miasta, mówiąc: „Idź tam i żyj długo i szczęśliwie”.
Człowiek ten znalazł chatę i wszedł do środka, ale był trochę zdziwiony, bo chata rozpadała się. W ścianach i dachu było wiele dziur. Rozejrzał się. W kącie stało kilka glinianych garnków i patelni oraz bardzo duży worek wypełniony ziemią i kurzem.
Pomyślał więc: „Czy Bóg sobie ze mnie żartuje? Chce, żebym tu żył szczęśliwie?”. Ponownie bardzo intensywnie zaczął modlił się do Boga. Bóg ponownie pojawił się w jego śnie i powiedział: „Czego chcesz?”. Mężczyzna powtórzył to samo, co w pierwszym śnie. Bóg rzekł: „Dałem ci już wszystko, czego pragniesz. Bądź szczęśliwy. Mądrze wykorzystaj wszystko, co ci dałem”.
Ten człowiek pomyślał, że Bóg nie rozumie, czego on potrzebuje i spędził resztę życia rozmyślając o tym, że Bóg nie spełnił jego prośby.
Potem pomyślał: „Dobrze, zrobię coś, żeby załatać ściany i dach”. Przyniósł trochę błota i gliny, wymieszał to z zawartością worka, który stał w chacie. I nadal tam mieszkał. Życie toczyło się dalej, aż dotarł do końca swoich dni. Pełen żalu leżał w łóżku.
W tym samym czasie przez wioskę przechodził bardzo bogaty kupiec. Chata biednego człowieka przykuła jego uwagę, więc z ciekawości wszedł, chcąc zobaczyć kto w niej mieszka. Stary człowiek leżał na łóżku i był równie ciekawy widoku bogatego kupca wchodzącego do jego skromnej chaty. Zapytał go: „Panie, co pana tu sprowadza?”.
Wtedy kupiec zapytał, kto zbudował tę chatę i kto w niej mieszka. Więc starzec opowiedział mu historię o tym, co się wydarzyło i stwierdził: „Nie zbudowałem jej, ale załatałem dziury w ścianach tej chaty”. Pokazał mu worek i wszystko wyjaśnił. Wtedy kupiec podszedł do worka, włożył rękę do środka, chwycił garść ziemi, popatrzył na nią i uśmiechał się. Powiedział: „Czy wiesz, że jestem handlarzem złotem? A ta ziemia, ten kurz, który masz w worku, to bardzo rzadki rodzaj złotego pyłu, który jest bezcenny. Bóg dał ci ten niezwykły skarb, którego nikt inny nigdy by nie znalazł. Masz tyle szczęścia”.
Wtedy ten człowiek załamał się. Było już za późno. Ta złota okazja została stracona.
Drodzy bracia i siostry, wydaje się, że to jest historia całej ludzkości. Jak wspomniał rano dr Reddy w swoim inauguracyjnym przemówieniu, ludzkie narodziny są najświętszym, najrzadszym ze wszystkich błogosławieństw. Istnieje 8,4 miliona gatunków, ale istota ludzka jest na szczycie Bożego stworzenia. A my żyjemy w tym czasie, gdy po ziemi chodził Swami. Widzieliśmy Go, słyszeliśmy Go i mamy tę złotą, niezwykłą okazję, by być częścią Organizacji, którą On założył. Jakże to wielkie błogosławieństwo. Nakłada to na nas wszystkich ogromną odpowiedzialność, aby uświadomić sobie i rozpoznać tę szansę zdarzającą się raz na milion wcieleń.

Czy Bóg nas potrzebuje?

Ale tak naprawdę, czy Bóg potrzebuje nas w Swojej misji? Czy myślicie, że nas potrzebuje?
Podzielę się dwiema historiami, a potem wrócimy do tego pytania.
Pierwsza historia dotyczy mojego niedawnego doświadczenia. Wydarzyło się to we wrześniu tego roku (2025). Planowaliśmy targi zdrowia w naszym regionie w New Jersey, w North Bergen. Gdy zbliżał się termin tych targów, nasza regionalna koordynatorka ds. służby, siostra Sai Lakshmi, i ja rozmawiałyśmy przez telefon i planowałyśmy różne kwestie logistyczne. Pewna myśl pojawiła się w umyśle siostry Sai Lakshmi. Powiedziała: „Aparna, czy uważasz, że powinniśmy rozdać torby na zakupy pierwszym 100 pacjentom?”. Odpowiedziałam: „Dlaczego nie? Wiesz, że jest taka potrzeba, zróbmy to”.
Ale potem, jak to bywa, działo się tak wiele innych rzeczy i ten pomysł zszedł na dalszy plan. Dyskutowałyśmy, jak to zrobić i czy powinniśmy to zrobić. Wiedziałyśmy, że jest taka potrzeba, ale jakoś sprawa została odłożona na bok. Dotarłyśmy do punktu, w którym do targów zdrowia zostały dwa dni. Nagle tego dnia siostra Sai Lakshmi odebrała telefon, który był z organizacji o nazwie Koalicja na rzecz Żywności. Jest to organizacja, która zapewnia darmowe produkty spożywcze, warzywa i owoce każdej rodzinie w potrzebie. Zadzwonili do niej i zapytali: „Czy możemy przyjechać na targi zdrowia? Czy możemy ustawić stoisko i rozdawać bezpłatne artykuły spożywcze uczestnikom?”.
Wtedy natychmiast skontaktowała się ze mną i podzieliła się tą informacją. Obie byłyśmy bardzo zawstydzone, że chociaż Swami zasiał tę myśl w naszych umysłach, nie podjęłyśmy działania, by je zrealizować. Ale to nie powstrzymało Swamiego. On nas nie potrzebuje. Jego wola może się urzeczywistnić przez każdego. On daje nam okazję. Od nas zależy, czy z niej skorzystamy, czy nie.
I nie tylko raz dostarczyli artykuły spożywcze, ale zaproponowali również: „Czy możemy robić to w każdy czwartek w bibliotece?”. Dlaczego wybrali akurat czwartek?
Miałam więc okazję spotkać się z założycielką tej organizacji i zapytać ją: „Co jest siłą napędową waszej działalności?”. Powiedziała: „Nie chcemy, aby ktokolwiek czuł, że nie ma dostępu do dobrej jakości żywności. Chcemy to zapewniać z zachowaniem godności”.
Tak właśnie zostało to zorganizowane. Urządzili to tak, jakby był to sklep spożywczy, do którego ludzie mogą wejść i doświadczyć robienia zakupów, nie czując, że ktoś im coś daje lub że przyjmują darowiznę. Każda rodzina mogła odwiedzić stoisko i wybrać co chciała. Nie było ograniczeń co do ilości. Nie zadawano pytań. W tle grała muzyka. Zostało to bardzo ładnie zorganizowane. Nie mogłybyśmy tego lepiej zrobić. Nawet gdybyśmy zapłacili dużą sumę pieniędzy, trudno byłoby zdobyć świeże artykuły spożywcze takiej jakości. Pochodziły one prosto z farmy. Wszyscy pacjenci, którzy przyszli, otrzymali najlepszej jakości artykuły spożywcze. Zostało to zorganizowane przez organizację, która nigdy nie słyszała imienia Swamiego, ale była w pełni zgodna z Jego wartościami.
Podzielę się inną historią, którą wielu z was może dobrze znać. Jest to doświadczenie dwóch braci Sai.

Okazja i błogosławieństwo – ciężar staje się lekki

W Puttaparthi, jak wszyscy wiemy, Swami każdego ranka udzielał darszanu. Wolontariusze, służby Sewa Dall, byli przydzielani do utrzymywania w czystości drogi, po której podczas darszanu chodził Swami. Pewnego ranka dwóm braciom powierzono zadanie utrzymania ścieżki w czystości i zrobili wszystko, co w ich mocy. Kiedy wyczyścili czerwony dywan, który wyglądał nienagannie, bez najmniejszego śladu kurzu, Swami zaczął iść. Kiedy Swami wchodził do Kulwant Hall, jeden z braci zauważył malutki zielony listek na czerwonym dywanie. Było już jednak za późno. Swami zaczął wchodzić do Kulwant Hall. Bracia dawali sobie znaki: „Czy powinniśmy podnieść ten listek, czy nie? Co mamy zrobić?”. Gdy tak wahali się, czy podnieść ten liść, czy nie, do sali wleciał malutki ptaszek, podniósł listek i odleciał.
Tak więc, On nie potrzebuje tylko ludzi. Nawet zwierzęta i ptaki tęsknią za okazją, by Mu służyć. Jeśli my tego nie zrobimy, ktoś inny to zrobi. Ale my stracimy szansę.
Nasz słodki Pan nie tylko daje nam możliwości, ale aktywnie pomaga nam, gdy z nich korzystamy. Chciałabym podzielić się moim osobistym doświadczeniem. Wydarzyło się to w 2001 roku. Byłam wtedy w Indiach i przechodziłam trudny okres w życiu. Byłam bardzo mocno związana ze Swamim.
Ten trudny czas, przybliżył mnie do Niego jeszcze bardziej. Pewnego ranka miałam sen.
W tym śnie szłam wewnątrz aśramu. Jeśli pamiętacie drogę, która jest przed południowoindyjską stołówką, to była właśnie ta droga. Było bardzo wcześnie rano, być może to była Brahma-muhurta (pomyślna pora przed świtem, pomiędzy trzecią i szóstą). Było bardzo ciemno, świt dopiero miał nadejść. Niosłam na ramionach dwa dzbany z wodą. Wiecie, kiedyś używano takie kije, na których zawieszano dwa gliniane naczynia z wodą. Więc w ten sposób je niosłam. Było to bardzo ciężkie, a niosłam te dzbany na kąpiel Swamiego. Takie zadanie mi przydzielono.
Kiedy szłam, ramiona bardzo mnie bolały. Ale wiedziałam, że muszę dostarczyć wodę na czas. Starałam się więc nie rozlać jej i jednocześnie iść szybko. Kiedy szłam, w tym śnie, Swami pojawił się tuż obok mnie i szedł ze mną. Był bardzo młody, promienny i uśmiechając się, zapytał: „Co robisz?”.
Odpowiedziałam: „Swami, niosę tę wodę na kąpiel”. On zapytał: „Czy to dla Mnie?”. Odpowiedziałam: „Dla Ciebie, Swami”. Wtedy powiedział: „Czy dla Mnie niosłabyś aż taki ciężar?”. Uśmiechnęłam się i powiedziałam: „Tak, z radością to robię”. Wtedy On powiedział: „Czyżby?” i poklepał mnie po ramieniu.
Gdy tylko dotknął mojego ramienia, dzbany straciły swój ciężar, a ból zniknął bez śladu. Nie wymagało to już żadnego wysiłku. Po prostu szłam z Nim, niosąc te dzbany i nie czując żadnego ciężaru.
A więc nie tylko daje nam możliwości, ale także usuwa wszelkie ciężary, które moglibyśmy nosić, gdy korzystamy z tych możliwości. Jakiego kochającego Pana mamy w naszym życiu, który nieustannie towarzyszy nam i troszczy się o nas w każdej, nawet najmniejszej sprawie.

Prezent urodzinowy Swamiego

Ponieważ jest to czas urodzin, uważam za właściwe podzielenie się historią urodzinową. Wydarzyło się to, gdy właśnie ukończyłam studia. Skończyłam inżynierię w innym mieście, w stanie Maharasztra, podczas gdy moja rodzina mieszkała w Hyderabadzie. Po ukończeniu studiów wróciłam do domu. Był to czas urodzin Swamiego. W tamtym czasie jeszcze nie pracowałam, wciąż zastanawiałam się, co dalej robić.
Nadchodziły urodziny Swamiego i moja mama, siostra i ja, pojechałyśmy do Sziwam. Sziwam to piękna świątynia, którą Swami zainaugurował w Hyderabadzie. Poszłyśmy tam wcześnie rano na Suprabhatam (poranną modlitwę), a potem na procesję. Uczestniczyłyśmy we wszystkich wydarzeniach, a potem pomagałyśmy przy dekoracjach i podawaniu obiadu. Spędziłyśmy całe popołudnie na nawlekaniu girland.
Wieczorem odbyło się krojenie tortu i ustawiono piękną huśtawkę (julę). Cieszyłyśmy się z uroczystości, a potem pomagałyśmy sprzątać. Spędziłyśmy tam cały dzień, a gdy skończyłyśmy, była godzina 22:00-22:30. Wróciłyśmy do domu bardzo zmęczone, ponieważ wcześnie wstałyśmy i spędziłyśmy cały dzień w błogiej atmosferze.
Po powrocie do domu moja mama i siostra poszły spać. Spały w jednym z pokoi. Ja jakoś nie mogłam zasnąć, więc poszłam do swojego pokoju. Leżałam w łóżku i miałam w głowie taką bardzo dziecinną, naiwną myśl.
W umyśle prowadziłam rozmowę ze Swamim i mówiłam: „Swami, dzisiaj są Twoje urodziny i zobacz, jak wiele dla Ciebie zrobiłyśmy, aby uczcić Twoje urodziny”. A potem dodałam: „Za godzinę lub dwie będą moje urodziny. Co Ty zrobisz dla mnie?”.
Miałam tę bardzo, bardzo głupią myśl. Powtarzam, nigdy nie wypowiedziałam tego na głos. I z tą myślą zasnęłam. Obudziłam się rano i całkowicie o niej zapomniałam.
W moim pokoju stał wtedy stary komputer, tuż obok łóżka. W Indiach, z powodu dużego zapylenia, przykrywało się komputery pokrowcami. Na moim komputerze również leżał pokrowiec. Mój tata był wtedy na Bliskim Wschodzie. Podróżował służbowo. Miałam nadzieję zobaczyć od niego e-maila, życzenia lub jakąś wiadomość. Chciałam więc wstać i natychmiast sprawdzić pocztę.
Podeszłam do komputera i zdjęłam pokrowiec.
A tam, na górze monitora, pojawiło się zdjęcie.
Było to zdjęcie wielkości pocztówki, przedstawiające Swamiego z pięknym uśmiechem z błogosławiącym gestem abhaja hasta, a pod zdjęciem znajdowały się słowa:
„Komu wiele dano, od tego wiele się oczekuje”.
Tamtego dnia zrozumiałam:
1.   Swami zna nasze myśli: Nigdy nie podzieliłam się tymi myślami z nikim. Prowadziłam rozmowę tylko w swoim umyśle, ale Swami usłyszał te bardzo ciche myśli. Zrozumiałam więc, że Swami, którego czciłam na zewnątrz, tak naprawdę jest we mnie – zna każdą moją myśl, obserwuje każdy mój czyn i jest świadomy każdego słowa, które wypowiadam.
2.   Odpowiedzialność: Sprawiło to, że poczułam ogromną odpowiedzialność. A przecież wszyscy otrzymaliśmy tak wiele. Tak bardzo wiele. On nieustannie daje. Nawet dzisiaj daje i daje. Czego więc On od nas oczekuje?
Swami mówił o złotym wieku, którego ludzkość wkrótce będzie świadkiem, znacznie szybciej, niż możemy sobie to wyobrazić. Ale kiedy patrzymy na świat wokół nas, widzimy tyle chaosu, że trudno w to uwierzyć, prawda? Dlatego teraz bardziej niż kiedykolwiek, mamy okazję, aby nieść Jego przesłanie wszystkim wokół nas. Potrzeba tego jest większa niż kiedykolwiek. Ludzie pragną słów miłości, słów pocieszenia, słów, które pomogą im przetrwać. To jest więc dla nas wszystkich piękna okazja, aby przekazać Jego przesłanie.
Swami dał nam to wspaniałe ciało, które jest jak żaglówka pozwalająca przepłynąć ocean samsary (koło narodzin i śmierci). Wiatr łaski wieje nieustannie z wielką siłą. Potrzebny jest jednak wysiłek, by rozwinąć żagle. Ten wysiłek leży w naszych rękach. A kiedy podejmujemy ten wysiłek, Swami zmniejsza wszystkie nasze ciężary. Wtedy wysiłek wydaje się łatwy i Jego wola urzeczywistnia się poprzez nas.
Módlmy się więc do Swamiego, abyśmy nieustannie skupiali się na Nim, podążali Jego ścieżką, dzielili się Jego przesłaniem, szerzyli Jego światło i miłość na całym świecie.

Podsumowujący wiersz

Chciałabym zakończyć krótkim wierszem, który podsumowuje to przemówienie.
Spośród 8,4 miliona gatunków w boskim stworzeniu, narodziny jako istota ludzka są najświętszym darem.
Obdarzeni zdolnością rozróżniania i mądrością, ludzkie narodziny są ścieżką duchowego wzniesienia.
Bycie współczesnym Purna Awatara jest jeszcze rzadsze.
Jakże wielkim szczęściem jest chodzić po tej samej ziemi, po której On stąpał
I oddychać tym samym powietrzem, które niesie Jego wolę.
Wiedzieć o Jego obecności podczas Jego przyjścia na ziemię i zobaczyć Go,
to największe błogosławieństwo ze wszystkich.
Nie ma większej łaski niż służenie Jego misji
i odpowiadanie na Jego pełne miłości wezwanie.
Przez niezliczone wcielenia cierpliwie przygotowywał każdego z nas,
abyśmy stali się Jego wybranymi narzędziami.
Zanurzmy się w Nim i służmy radośnie z całego serca.
Jego misja będzie się wspaniale rozwijać bez naszego udziału lub z nim.
Jednak, z bezgranicznej miłości do nas i dla naszego własnego odkupienia, daje nam On rolę do odegrania.
Nie traćmy więc koncentracji, nie wahajmy się ani nie zwlekajmy dłużej.
Wykorzystajmy tę złotą szansę, aby żyć Jego przesłaniem, by się przemienić i wznieść.
Tylko raz na milion wcieleń otrzymujemy tak wyjątkową okazję, by żyć Jego przesłaniem i uświadomić sobie własną, wrodzoną boskość.
Dziękuję wam, drodzy bracia i siostry, za tę niezwykłą okazję. Pomogła mi ona ponownie zastanowić się nad Jego miłością i przesłaniem oraz podzielić się tym z wami wszystkimi w tym świętym czasie. Dziękuję. Jai Sai Ram
        tłum. E.GG.

Proszę was, abyście jako prezent urodzinowy ofiarowali Mi tylko jedną rzecz – zredukujcie swój egoizm, ograniczcie swoje złe pragnienia. Rozwijajcie w sobie ducha poświęcenia i stańcie się szlachetnymi ludźmi.

        – Sri Sathya Sai Baba
Sathya Sai Speaks tom 14, #58 (23 listopada 1980)