
Wystąpienie Aravinda Balasubramanya
w dniu obchodów 100. rocznicy zstąpienia Śri Sathya Sai na ziemię, 23 listopada 2025 w Sai Prema Nilayam w Riverside, w Kalifornii
Aravind Balasubramanya pochodzi z rodziny oddanej Swamimu od prawie 50 lat. Jest absolwentem Wyższej Szkoły Średniej Śri Sathya Sai i Instytutu Wyższego Nauczania Śri Sathya Sai. Zdobył złoty medal za licencjat nauk ścisłych (BSC), a także tytuł magistra chemii (MS) oraz dyplom MBA (Magister Zarządzania i Administracji). W latach 2007 do 2021 pracował w Radio Sai i przez prawie 5 lat pełnił funkcję fotografa Swamiego. Jest autorem czterech książek o swoich doświadczeniach ze Swamim.
Aravind poświęca swoje życie szerzeniu nauk Swamiego za pośrednictwem różnych kanałów medialnych i forów. Znany jako gawędziarz i osobisty fotograf Swamiego.
Om Śri Sai Ram. Składam moje najpokorniejsze pokłony u lotosowych stóp ukochanego Bhagawana. Najdroższy Swami, siedzący tutaj w fotelu i najdroższy Swami, siedzący w sercach wszystkich zgromadzonych tutaj i na całym świecie.

Mimo że przygotowywałem się
do tego wystąpienia miesiącami, muszę przyznać, że ogarnia mnie ogromne
wzruszenie. Cóż za dzień, cóż za chwila dla nas wszystkich, którzy mamy
szczęście żyć. Kiedy Swami, z całej Swojej miłości, dał mi tę możliwość
przemawiania, moje pytanie do Niego brzmiało: „Swami, od czego mam zacząć?”. Aravid zanucił
piosenkę z filmu „Love Story”.
Where do I begin? Where do I begin to tell the story of how great love can be. The sweet love story that is older than the sea. The simple truth about the love he brings to me. Where do I start?
(Od czego zacząć? Od czego zacząć opowiadać historię o tym, jak wielka może być miłość. Słodką historię miłości, która starsza jest niż morze. Prostą prawdę o miłości, którą On mi dał. Od czego zacząć?)
Drogi Swami, dzisiaj mam
rzadką okazję, kiedy słowa nie przychodzą mi do głowy, a moje oczy wydają się
mówić za mnie. Aby się rozluźnić, Swami, pozwól, że zaśpiewam inną piosenkę.
Bardzo popularną na świecie. Ci z was, którzy ją znają, mogą dołączyć do mnie.
Happy birthday
to you. Happy birthday to you. Happy birthday dear Swami. Happy
birthday to you (Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Wszystkiego
najlepszego drogi Swami. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin).
A potem kroimy tort i
wręczamy jubilatowi prezenty. Ale jaki prezent możemy dać Jubilatowi?
W 26. śloce (wersecie) dziewiątego rozdziału, Swami sam powiedział, co
lubi dostawać w prezencie. Mówi: „Nie chcę od was niczego, ale jeśli chcecie mi
coś podarować, możecie dać mi owoc”. Jeśli trudno wam znaleźć owoc, chociaż w
Stanach Zjednoczonych jest to łatwe; w miejscu, w którym mieszkam, na podwórku
są trzy drzewa owocowe, pełne owoców: gujawy, limonki. „Ale jeśli nie macie
owocu, możecie po prostu dać mi kwiat”. Widzimy, jakie piękne kwiaty ofiarowała
nasza młodzież. „Jeśli nie możecie znaleźć kwiatów”, mówi dalej: „Po prostu
dajcie mi liść. A jeśli nie możecie znaleźć liścia, dajcie mi trochę wody. Będę
szczęśliwy”.
Dar, który staje się ciężarem
Ponieważ są to urodziny
Swamiego, pozwólcie, że przeniosę was do innych urodzin – do roku 1976, do Kriszna Dżanmasztami (urodzin Kryszny).
W tym czasie w Putaparthi
były powodzie i z tego powodu profesor Nanjundaya, który był wówczas
kontrolerem egzaminów w Instytucie Wyższego Nauczania Sathya Sai (był wykładowcą w kampusie Brindawan), próbował dotrzeć
do Putaparthi, ale nie zdążył na uroczystości. Czuł się z tego powodu bardzo
źle: „Jest Kriszna Dżanmasztami, a ja straciłem darszan mojego Swamiego”.
Jednak, podobnie jak wielu
innych pracowników i nauczycieli miał przywilej, że mógł poprosić o pozwolenie
i wejść do pokoju Swamiego. I tak zrobił. Powoli wszedł po schodach i udał się
do pokoju Swamiego. Swami siedział tam, a swami Karunyananda masował Mu stopy.
W momencie, gdy profesor
Nanjundaya wszedł, Swami powiedział do swamiego Karunyanandy: „Czy nie mówiłem?
Widzisz”. A swami Karunyananda odpowiedział: „Tak Swami. Powiedziałeś, że
Nanjundaya przyjdzie. Niesie niebieski koszyk z kwiatami i owocami”.
Profesor Nanjundaya był
zachwycony. „Och, Swami”. Cała jego frustracja, smutek, żal, że przyszła powódź
i opóźniła jego podróż, że musiał wybrać okrężną drogę” – wszystko to zniknęło
w chwili, gdy uświadomił sobie, że Swami wie wszystko i zaplanował to właśnie w
ten sposób.
Wszystkie nasze frustracje,
irytacje i zmartwienia wynikają z tego, że zapominamy, że Swami tak to
zaplanował. Jeżeli spóźniliśmy się na samolot. Swami chciał, żebyśmy nie
zdążyli na lot. To wszystko. Nie dostaliśmy tej czy innej nagrody, bo Swami
chciał, żebyśmy jej nie dostali. To wszystko.
Nie ma
więc potrzeby obwiniać się, że spóźniliśmy się na lot. Nie trzeba pękać z dumy,
myśląc: „dostałem nagrodę”. On tego chciał, więc tak się stało.
Profesor Nanjundaya był
bardzo poruszony. Powiedział: „Swami, czy mogę złożyć te kwiaty u Twoich
lotosowych stóp? Czy mogę założyć Ci girlandę?”. „Dlaczego nie?” – odpowiedział
Swami. Nanjundaya nałożył girlandę Swamiemu. „Swami, czy mogę ofiarować owoce i
liście tulsi (bazylii) u Twoich
lotosowych stóp?”. „Dlaczego nie?”. „Swami, czy mogę umyć Twoje lotosowe
stopy?”. Kwiat (puṣhpam), owoc (phalam), liść (patram), wodę (toyam) –
złożył wszystkie cztery dary i zatracił się w tej chwili błogości. Mówił do
Swamiego: „Swami, czy nie wystarczy, że mamy bhakti (oddanie)?”.
Wiecie, Swami ma tę
zdolność, że w najbardziej zwyczajnych sytuacjach potrafi rozwiać chmury i dać
wgląd, który po prostu nas zdumiewa. Ale robi też coś przeciwnego. Kiedy jesteś
w szczytowym momencie emocji, po prostu cię szturcha i sprowadza z powrotem na
ziemię.
Profesor pytał: „Swami,
jeśli jest oddanie, to wystarczy?”. A Swami odpowiedział: „Tak, jeśli jest
oddanie, to wystarczy. Ale jeśli myślisz, że to jest oddanie, to nie ma dla ciebie żadnego pożytku, a dla Mnie
to wielki ból głowy”.
Kiedy usłyszałem tę historię
od profesora Njun Aagaru, pomyślałem: „Swami, w poprzednim wcieleniu
powiedziałeś, że »jeśli nie masz owocu, daj kwiat, jeśli nie masz kwiatu, daj
liść, nie masz liścia, trochę wody – to wystarczy, będę szczęśliwy«. Wszystkie
cztery dary zostały złożone, a Ty mówisz, że to dla Ciebie wielki ból głowy?”.
Dary, których pragnie Bóg
Pozwólcie, że zabiorę was do
Brindawanu lat 80. W tamtych czasach wielu ludzi miało przywilej ofiarowywania
Swamimu girlandy. Kiedy więc Swami wychodził z budynku, różni ludzie korzystali
z okazji, aby nałożyć Mu girlandę. Czuli, że przed nimi stoi Pan Śiwa z Kailasy
albo Pan Wisznu z Waikunthy i z radością nakładali Swamiemu girlandy.
Swami pytał: „Gdzie kupiłeś
tę girlandę? Jaka była jej cena? Dużo pieniędzy wydałeś? Nie, nie możesz, to
nie jest Swami”. „Swami, ale my chcemy”. Wtedy Swami powiedział: „Nie, powiedz
Mi, jaka była cena?”. A gdy mówili, Swami reagował: „To za dużo. Nie powinieneś
wydawać tyle pieniędzy”.
Mówi, że Jego życie jest
Jego przesłaniem. Drodzy bracia i siostry, słyszałem od ludzi w Hyderabadzie,
jak Swami poszedł kupować metalowe krzesła i targował się o kilka rupii.
Sprzedawcy mówili: „Swami, cena jest dobra”. „Dobra?” – powiedział Swami – „Nie,
wiesz, Ja muszę zbudować szpital”. Nikt wtedy nie miał o tym pojęcia. Pokazał,
jak powinniśmy żyć na poziomie ludzkim.
Swami powiedział:
„Słuchajcie, w ogrodzie Brindawan jest tak wiele kwiatów. Dlaczego chcecie
kupować girlandy na zewnątrz. To marnowanie pieniędzy. Zbierzcie te kwiaty i
zróbcie girlandę. Tę przyjmę”. Dobrze. Ale to stało się trochę trudniejsze. To
nie jest takie łatwe, jak wyciągnięcie pieniędzy i kupienie girlandy. Trzeba
zerwać kwiaty i zrobić girlandę. Bhakti
joga potrzebuje karma jogi.
Więc girlandy były nadal
ofiarowywane, ale odtąd były z kwiatów z Brindawanu.
Wiele dni później, Swami wyszedł i zobaczył piękne
girlandy, ale w ogrodzie w Brindawanie były już tylko liście. „Co się stało ze
wszystkimi kwiatami?” – zapytał. „Są wokół Twojej szyi, Swami?”.
To
przypomina mi inne zdarzenie. W Brindawanie istniał specjalny obowiązek dla
wolontariuszy z Sewa Dall, zwanych
„chłopcami od małp”. Ich zadaniem było przepędzanie małp z ogrodów Brindawanu.
Jeden z „chłopców od małp” opowiedział mi tę historię. Pewnego dnia przyszła do
ogrodu odważna małpa. Wiecie, niektóre małpy są bardzo odważne, nie odchodzą,
gdy się je przegania. On więc pokrzykiwał „szu, szu”, a małpa tylko patrzyła na
niego. Próbował wszystkiego: podniósł kij, krzyczał „hush, hush”, podskakiwał.
Nie było wiadomo, kto jest małpą, a kto chłopcem.
Nagle otworzyło się okno i
Swami zapytał go: „Co robisz?”. Odpowiedział: „Swami, małpa... owoce, kwiaty są
tam”. Swami powiedział mu: „Te owoce i kwiaty są przeznaczone właśnie dla nich.
Zostaw je. Niech je zabiorą”. Taki jest Swami. My myślimy: „Te owoce i kwiaty
powinny być ofiarowane Swamimu”.
Wracając do historii, Swami
powiedział: „Dlaczego chcecie to robić?”. „Swami, chcemy ofiarować Ci kwiaty”.
Wtedy Swami powiedział:
„Słuchajcie, powiem wam. Kiedy wychodzę, wszyscy tu stoicie, prawda? Po prostu
spójrzcie na kwiaty i zróbcie gest ofiarowania, a Ja to przyjmę. Nie zrywajcie
kwiatów”.
To takie piękne. Gdy
wchodzimy do Sai Prema Nilayam, widzimy jak piękne są kwiaty. Zrozumiałem,
dlaczego Swami powiedział: „To jest dla Mnie ciężarem”. Ponieważ kiedy mówi:
„Chcę puṣhpam”, nie chodzi o kwiaty,
które zrywamy i dajemy, a które więdną po jednym czy dwóch dniach. Tym, czego
On chce, to hridaja pushpam – kwiat
serca. Dlatego powiedział: „Po prostu spójrz na kwiaty, spójrz na Mnie. Zrób
ten gest, a Ja to przyjmę, ponieważ przyjmuję pachnące kwiaty uczuć, które są w
twoim sercu”.
To jest jeden dar, który
możemy ofiarować Swamimu w dniu Jego urodzin: nasz hridaya pushpam – kwiat naszego serca.
Pozwólcie, że przeniosę was
do innych urodzin – urodzin w roku 1991. Wtedy Swami zainaugurował Super
Specjalistyczny Szpital w Putaparthi.
Zaledwie
rok wcześniej Swami uderzył dłonią w biurko, uderzył się w pierś i zapytał: „Co
z biednymi?”. Jego dokładne słowa brzmiały: „Bogaci ludzie po prostu pojadą do
Ameryki i tam się wyleczą. A co z biednymi? Nie ma nawet nikogo, kto dałby im
zabarwioną wodę”. Swami mówił: „Wiecie, dają im tylko zabarwioną wodę jako
placebo, Nikt o nich nie dba. Co się z nimi stanie? Zbuduję im szpital”.
Myślę, że w tamtym momencie
nawet ci, którzy byli w zarządzie trustu, byli oszołomieni, wręcz zszokowani,
ponieważ tak działa Awatar. Współczucie w sercu przejawia się jako pasja, a ta
prowadzi do zmiany.
Szpital powstał w rekordowym
czasie. A potem tworzyły się długie kolejki pacjentów – wszyscy chcieli dostać
się do szpitala. Powstały listy oczekujących.
Pewnego dnia Swami wezwał
wszystkie osoby funkcyjne oraz przedstawicieli różnych stanów. Powiedział im:
„Martwicie się o każdego pacjenta, który zgłosi się do waszych centrów. Nasz
szpital już działa, więc przysyłacie ich tutaj. I tak tworzy się długa kolejka
oczekujących i nie ma możliwości natychmiastowego leczenia. Więc co robią?
Przychodzą, siadają na placu darszanowym i
proszą, abym ich uzdrowił”.
Swami powiedział: „Nie
zrozumcie Mnie źle. Jestem gotów. Mogę ich uzdrowić. Ale zanim ich tu wyślecie,
powiedzcie im, aby śpiewali bhadżany.
Powiedzcie im, żeby wykonywali sewę (bezinteresowną
pomoc), a dopiero potem niech tu przyjdą. Wtedy mogę spojrzeć na stan ich
»konta bankowego«, a potem pobłogosławić ich oraz uzdrowić”.
Owoc (phalam)
Jedną z osób, które
wysłuchały rady Swamiego, był pan Sachdeva. Wszyscy wrócili do swoich stanów,
miast i przekazali: „Proszę, nie wysyłajcie chorych bezpośrednio do szpitala
Swamiego. Jeśli ktoś przyjdzie z dolegliwością kardiologiczną, powiedzcie mu, aby
wykonywał sewę. Potem niech śpiewa bhadżany. A dopiero później wyślijcie go
do szpitala”.
Był pewien
człowiek, nazwijmy go panem Romeshem. Pracował w Narodowej Korporacji
Energetyki Cieplnej (NTPC) w Madhya Pradesh, w miejscu, w którym, pracował pan
Krishnan. Krishnan był wielbicielem Swamiego. Pewnego dnia Romesh przyszedł do
Krishnana i powiedział: „Światło w moich oczach gaśnie. Kiedy robi się ciemno,
przestaje widzieć”. Krishnan poradził mu: „Powinieneś iść do lekarza”. „Tak,
poszedłem. Mówią, że potrzebna operacja będzie kosztowała około czterech lakhów rupii (400 000)”. Cztery lakhy rupii w 1991 roku to musiało być
bardzo dużo. Ten człowiek zarabiał około 5000 rupii, a potrzebował
400 000. Nawet pan Krishnan, który był tam zastępcą kierownika, nawet nie
zarabiał tyle rocznie.
Co robić? Krishnan
powiedział, że co tydzień chodzą na sewę.
Romesh zapytał: „Jeśli ja zacznę przychodzić, czy poczuję się lepiej?”. „Tak.
To ci pomoże”. Nie wiedział, co jeszcze powiedzieć. I tak Romesh dołączył do sewy. Sewa jest dla każdego. Mówią: „Jestem biedny. Jak mogę wykonywać sewę?”. Każdy może wykonywać sewę. Sewa to postawa. I tak zaczął wykonywać sewę. A potem, prawie po miesiącu, przyszedł i powiedział: „Panie
Krishnan, zadziałało! To niesamowite! Moje oczy przestały się pogarszać.
Wcześniej, z tygodnia na tydzień, było coraz gorzej. Gdy zacząłem sewę, to już nie pogarsza się. Szkoda,
że nie powiedział mi pan o sewie
wcześniej”.
Wtedy
Krishnan powiedział: „W każdy czwartek i w każdą niedzielę śpiewamy bhadżany, przyjdź”. „Oczywiście. Ten
»lekarz« jest niesamowity! Żadnych lekarstw, niczego”. I tak zaczął brać udział
w bhadżanach. Cieszył się bhadżanami, cieszył się sewą. A gdy już raz tego doświadczył,
zaczął przychodzić systematycznie, to jest jak uzależnienie – najlepsze
uzależnienie we wszechświecie.
Wtedy, Krishnan pomyślał:
„Co teraz zrobić? W tamtym czasie nie było jeszcze w szpitalu Baby oddziału
okulistycznego. Gdzie mam go wysłać? Nie mogę go wysłać do Puttaparthi”.
Później były urodziny
Krishnana. W tych historiach ciągle pojawiają się urodziny. To oczywisty plan
Swamiego.
W dniu jego urodzin
zadzwonił do niego przyjaciel Ragu: „Wszystkiego najlepszego, Krishnan”. Ragu i
Krishnan prowadzili miłą rozmowę. W końcu Ragu powiedział: „Ostatnio jestem
związany z Shankar Netralaya. To
szpital okulistyczny w Indiach o szlachetnych intencjach i wspaniałej
reputacji. Każdego roku robimy tam kilka darmowych operacji”. Krishnan
powiedział: „Jest jedna osoba, Romesh”. I opowiedział mu całą historię. Ragu
powiedział: „Dobrze, Krishnan, potraktuj to jako mój prezent urodzinowy.
Zajmiemy się tym”.
I właśnie w ten sposób pan
Romesh odzyskał wzrok, został wyleczony. A jeśli zapytasz Romesha: „W jaki
sposób twoje oczy wyzdrowiały?”, on odpowie: „Wyzdrowiały dzięki sewie i bhadżanom”. Lekiem są bhadżany
i sewa. To jest owoc (phalam), którego pragnie Swami, manophalam (owoc pragnienia), karmaphalam (owoc działania).
Kiedy coś
robimy, chcemy nagrody. Prawda? Wkładam wysiłek w jakieś działanie i oczekuję
nagrody. Jeśli ona nie przychodzi, mówisz: „Boże, dlaczego mi to robisz?”.
Porzuć to oczekiwanie. Ofiaruj wszystko Swamiemu. Ofiaruj dobrowolnie. Musisz
podjąć wysiłek, aby ofiarować dobrowolnie. Swami wyjaśnił, dlaczego Kryszna
powiedział, że „masz prawo do działania, a nie do jego owoców?”. Owszem, masz
prawo do owoców, ale musisz dobrowolnie ofiarować Panu. Takim właśnie owocem
Pan jest naprawdę zainteresowany. Tego chce.
Dlatego, kiedy mówimy puṣhpam (kwiat), to jest hridaya pushpam (kwiat serca). Kiedy
mówimy phalam (owoc), to jest wanchaphalam (owoc pożądania), manophalam, karmaphalam. To jest to, co musimy ofiarować Swamimu, aby nie stało
się to dla Niego bólem głowy lub ciężarem.
Liść – patram
Dochodzimy do patram (liścia). Swami mówi, że liść
znaczy ofiarowanie własnego ciała. Pomyślałem o tym, gdy usłyszałem pewnego
lata pieśń: „Ofiarowuję każdą część mojego ciała Tobie – jak liść”. Jak mam to
naprawdę zrobić? Czy chcesz, żebym wyjął oko i Ci je ofiarował?
Pewien wielbiciel tak
właśnie zrobił. Nazywał się Karnapa – jeden z Nayanarów. Imieniem Nayanar
nazywa się najdoskonalszych wielbicieli Pana Śiwy. W miejscu zwanym Sri
Kalahasti w Andhra Pradesh znajduje się Waju
Lingam (Lingam Wiatru). Jest pięć Pancha
Bhuta lingamów, każdy reprezentuje jeden żywioł. Żywioł powietrza
reprezentuje Waju Lingam w Śri
Kalahasti. To jest Najwyższy Pan, ponad którym nie ma nikogo. Ale w Kalahasti,
ponad Nim, stoi oddany wielbiciel, Karnapa.
Ta idea dotyka mego serca
bardzo głęboko. Mówimy: „Swami, Ty jesteś najważniejszy i kochamy Cię”, ale
Swami uważa, że wielbiciel jest najważniejszy. Dlatego Swami na stadionie Hill View powiedział: „Postawcie
Hanumana na szczycie góry. Wszyscy inni bogowie mogą być niżej. Wielbiciel ma
być na szczycie”. W Śri Kalahasti wielbiciel Karnapa też jest na szczycie.
Biedny, niepiśmienny
człowiek, który głęboko zakochał się w Bogu pragnął czcić lingam. Próbował więc naśladować kapłana. Obserwował, jak kapłan
odprawiał Śiwapudżę. Słyszał jak
mówił: Śiwa, Śiwa, Śiwa. Myślał, że
kapłan mówi: washi, washi. „Dobrze, washi, washi, washi. W porządku, to jest
to, co muszę robić. Tak oddaje się cześć”.
Dawał kwiaty, dawał liście i
wodę. Ofiarował jedzenie. A jako myśliwy pomyślał: „Upiekę mięso z jelenia w
miodzie i ofiaruję”. To będzie najlepsze jedzenie”. O Boże, każdy wielbiciel
Śiwy powie „Śiwa, Śiwa”, a on mówi: „washi, washi”.
Musiał przynieść kwiaty.
Pomyślał: „niosę jedzenie w rękach, jak mam nieść kwiaty?”. Więc wziął kwiaty i
położył je na głowie. A potem woda – „jak mam ofiarować wodę?”. Wierzcie lub
nie, niósł wodę w ustach.
Tak to robił. Ofiarował
jedzenie, zdjął kwiaty z głowy, położył je na lingamie. Spryskał go wodą ze swoich ust. I tak robił każdego dnia.
A w Kailasie Matka Parwati
pyta Pana Śiwę: „Panie, ten kapłan od lat szczerze Cię czci. Ten człowiek też
szczerze Cię czci, choć wygląda na szalonego. Kogo lubisz bardziej?”. Śiwa
odpowiedział: „Zobaczmy”.
Gdy kapłan oddawał cześć,
oczy Śiwa Lingamu nagle się otworzyły
i spojrzały na kapłana. Zanim włosy stanęły mu dęba, jego serce przeszył
strach, ponieważ z jednego oka Pana Śiwy wypływała krew. Kapłan powiedział do
siebie: „O mój Boże, to jest takie niepomyślne. Śiwa, Śiwa” i po prostu przerażony uciekł. Myślał: „Co ja takiego
zrobiłem? Pan otworzył oczy, ale jedno jego oko krwawiło”.
Wtedy przyszedł Karnapa.
Właściwie jego imię to Kannappa, co oznacza oczy. Gdy zobaczył to krwawiące
oko, bez wahania wyciągnął strzałę, wydłubał sobie oko i umieścił je w oczodole
Śiwy, mówiąc: „Panie, teraz wyglądasz tak cudownie”. Był bardzo szczęśliwy.
Wydaje się czasami, że Pan chce wystawić swoich wielbicieli na próbę. Tak to
może wyglądać, ale tak nie jest.
Swami w jednym z dyskursów
wspominał czule Karnam Subbammę: „Chodziłem na wzgórza, a Subbamma przychodziła
tam, by Mnie szukać. Wołała: Sathya, Sathya, gdzie jesteś, Sathya?’ W końcu
Mnie znajdowała i mówiła: »Proszę, zjedz
śniadanie. Przyniosłam Ci idli«.
Wtedy odpowiadałem: »Ale Subbamma, Ja chcę dosę«.
Na co Subbamma: »Oczywiście, Swami. Przyniosłam też dosę«. »Ale tak naprawdę chciałem upmę«. »Oczywiście, Swami, mam też upmę«”. Pomyślcie, co serwują nam w Los Angeles w 2025 roku. Karnam
Subbamma oferowała Swamimu te same
potrawy w 1940 roku. Później
Swami w jednym z dyskursów powiedział: „Robiłem to nie po to, aby dręczyć
Subbammę, ale dlatego, że chciałem pokazać światu, jakie było jej oddanie”. Aby
pewnego dnia móc powiedzieć: „Mimo całego zamieszania i wszystkich Moich
zachcianek ona cierpliwie się Mną opiekowała”.
Podobnie, gdy Śiwa otrzymał
jedno oko, a Karnapa stracił swoje oko, drugie oko Śiwy zaczęło krwawić.
Karnapa powiedział: „O Panie, w jakie sytuacji mnie postawiłeś. Co mam teraz
zrobić?”.
Drodzy bracia i siostry, najbardziej wzruszające
jest to, że nie lamentował, że musi oddać swoje drugie oko. Jego problem
polegał na tym: „Panie, jeśli wyrwę drugie oko, skąd będę wiedział, gdzie je
umieścić?”.
Posąg, który jest
umieszczony na szczycie Śri Kalahasti, przedstawia Karnapę kładącego lewą stopę
na Śiwa Lingamie, aby palcem u nogi
zaznaczyć miejsce krwawiącego oka Pana Śiwy, aby po wydłubaniu drugiego oka,
mógł je dokładnie umieścić.
A kiedy wkładał oko,
pojawiają się Pan Śiwa i Bogini Parwati. Myślę, że w tym momencie wątpliwość
Matki Parwati o to, kto jest większym wielbicielem, została rozwiana. Dehapatram dehapatam – oddanie liścia w
postaci ciała, ofiarowanie samego siebie.
Na szczęście, wraz z upływem
epok, Pan stał się współczujący i łaskawy. Nie oczekuje, że będziemy dla Niego
okaleczali swoje ciało.
Pamiętam studenta, który w
wielkim wzruszeniu powiedział Swamimu: „Chcę umrzeć za Ciebie”. „Nie, bangaru (złotko), po prostu żyj dla
Mnie”. Wygląda to na coś bardzo łatwego, ale Swami prosił o coś znacznie
trudniejszego. Śmierć jest tylko raz, drodzy bracia i siostry. Życie jest w
każdej chwili. Każdego dnia musimy żyć dla Swamiego.
Życie dla Swamiego – to jest
dehapatram – ofiarowanie naszych
ciał, naszej energii, naszej siły, wszystkiego w służbie Swamiemu, w robieniu
tego, co Swamiemu się spodoba.
Zauważcie, na pierwszym
etapie robimy to, co sami lubimy, i ofiarowujemy to Swamimu. „Lubię
fotografować. Będę robił zdjęcia i ofiaruję je Tobie”. To dobry początek. Dobry
start. Z czasem jest inaczej. Kiedy kogoś kochamy i zbliżają się jego urodziny,
nie postępujemy tak samo jak wobec każdego. Na urodziny dalekiego znajomego
myślimy: „Wszyscy moi przyjaciele idą, więc ja też pójdę”. „Jaki prezent dasz
mu?”. „Zobaczę, co mam pod ręką”. Może nawet dam jakiś „przechodni” prezent,
którego nie używam, na przykład stary serwis obiadowy. Ale dla bliskiego
przyjaciela jest inaczej. Chcesz dowiedzieć się, czego naprawdę pragnie. To
chcesz mu dać”.
Tak samo z naszą miłością do
Swamiego. Na początku robimy to, co sami lubimy i ofiarowujemy to Swamiemu. Ale
kiedy się rozwijamy, kiedy przechodzimy na wyższy poziom ofiarowania – dehapatram, pojawia się pytanie: „Swami,
czego Ty chcesz? Swami, chcę to ofiarować”.
W Swoje 69. urodziny Swami
powiedział to bardzo jasno: „Jeśli chcecie dać Mi prezent urodzinowy, dajcie Mi
trzy rzeczy:
• zrezygnujcie z jedzenia mięsa,
• rzućcie palenie,
• przestańcie pić alkohol”.
Pytacie mnie: „A co z wapowaniem?”. Chodzi o wszystko.
Wszystkie substancje uzależniające, narkotyki, wszystko bez wyjątku. To są trzy
prezenty, o które prosił Swami. „Wszystko, to co uzależnia, musisz porzucić”.
Swami mówił o tym z
perspektywy duchowej. Oczywiście są ludzie, z którymi prowadziłem dyskusje i
spory. Mówili oni: „My potrzebujemy białka. Wegetarianie nie dostają
wystarczającej ilości białka”. Próbowałem wchodzić w te dyskusje, ale w końcu
zdecydowałem i odpowiadam im: „Słuchajcie, nie będę debatował na temat białka i
odżywiania. Nie jestem w tym ekspertem. Mój Swami jest szczęśliwy, jeśli nie
jem mięsa. To jest dla Mnie wystarczający powód. To wszystko jest tak proste.
Kocham Swamiego”.
Jest wiele rzeczy, które
robię, bo Swami je lubi. Zaczynam od prostych rzeczy. Dlaczego noszę białe
ubranie? Ponieważ to najłatwiejsze do przestrzegania. Tylko tyle. „Bracie,
dlaczego musisz golić wąsy? Czy Swami będzie kochał cię mniej, jeśli będziesz miał
wąsy”. Dr. Reddy opowiedział już o zdarzeniu, w którym ciocia radziła mu zgolić
wąsy, a Swami powiedział na to: „Nie obchodzi Mnie, czy masz wąsy, czy nie”.
Swami nie ma nic przeciwko wąsom. Ale ja je golę, ponieważ kocham Swamiego. To
wszystko”.
Opowiem wam inny przykład.
Na Sri Lance odbyła się konferencja. Było tam kilku młodych dorosłych i
rozmawialiśmy o tym, dlaczego nosić białe ubrania, długie spodnie, a nie
szorty? „Przecież do spania nosisz szorty, a w innych sytuacjach długie
spodnie. Przecież na Sri Lance jest bardzo gorąco”. Odpowiedź brzmiała: „Nie
noszę spodni dla wygody. Nie o to chodzi. Nie golę wąsów dla mody czy wyglądu.
Robię to tylko dlatego, że Swami to lubi. To wszystko”.
Nie wiem, czy ten
młodzieniec poczuł się zainspirowany, czy nie, ale profesor Suresh, poczuł się
zainspirowany i tego dnia zgolił wąsy. Od tamtej pory już ich nie nosi. Gdy
mówimy o dehapatram, ofiarowaniu
ciała – robimy rzeczy, z których Swami jest zadowolony, w naszym ubiorze i w
naszym sposobie mówienia.
Czy możemy
być pewni, że robimy wszystko dobrze, wyobrażając sobie, że Swami jest zawsze z
nami?
Przyznam szczerze, że
koncepcja dostrzegania Swamiego w każdym człowieku jest dla mnie trudna,
ponieważ w 90 na 100 osób nie potrafię sobie wyobrazić, że Swami w nich jest.
Ktoś kiedyś zapytał mnie: „Jak widzieć Boga we wszystkich? Niektóre osoby
uważam za bardzo trudne”. Powiedziałem mu: „W przypadku większości ludzi jest
to trudne, ale wyobrażam sobie Swamiego obok mnie przez cały czas. Jeśli
podchodzi do mnie dobra osoba, jak będę z nią rozmawiał, jeśli Swami jest przy
mnie? Gdy podchodzi do mnie najtrudniejsza osoba, jak będę z nią rozmawiał,
jeśli Swami jest obok mnie?”. Praktykujcie to. Moim zdaniem na tym polega
ofiarowanie dehapatram – ofiarowanie
ciała i swoich działań.
Woda (toyam)