
Początki
Fragment z książki biograficznej o Śri Sathya Sai opracowanej przez R. Padmanaban’a „Miłość Mą formą – Adwent 1926–1950”
Pierwsze dwadzieścia pięć lat XX wieku stanowiło kluczowy okres w dziejach ludzkości. Trauma I wojny światowej rzuciła na Zachód cień rozczarowania, gdzie brutalna eksploatacja zasobów ludzkich i materialnych przesłoniła ludzkości jasność widzenia i rozsądek. Kwestie przetrwania wystawiły na ciężką próbę więzi rodzinne, a dowody miłości były trudne do znalezienia. Człowiek był osamotniony, pozbawiony wiary w siebie i w swojego Boga. Był to czas o niedocenionym znaczeniu.
Wschód poradził sobie nieco lepiej – zwłaszcza Indie. Ich wspaniałe dziedzictwo duchowej świadomości przejawiało się w bogatym w rytuały społeczeństwie, ale witalność życia zniknęła. Jednak przeznaczenie ludzkości pisało swoją wyjątkową historię w odległej dolinie Półwyspu Dekan – części świata związanej z wieloma opowieściami i legendami. To właśnie tutaj miało nastąpić nowe przebudzenie. To tutaj ludzkość miała otrzymać nowy początek...
Koło czasu toczyło się powoli po ścieżkach wyznaczonych przez wozy ciągnięte przez woły w Rayalaseemi, w ówczesnej prowincji Madras. Dobrobyt był drugim imieniem dumnych gollów (pasterzy krów) z wioski Gollapalli – co oznaczało „wioskę pasterzy” – położonej nad brzegiem rzeki Czitrawathi. Gollowie rozkwitali dzięki obfitym plonom i mleku ich krów.


Legenda głosi, że pewnego wieczoru zaczęły się kłopoty, gdy jedna krowa wróciła z pastwiska z pustymi wymionami. Właściciel krowy był oburzony. Następnego ranka potajemnie szedł za krową, zdeterminowany, by odkryć winowajcę, który okradł go z cennego mleka.
Krowa, nieświadoma obecności podglądającego ją pana, przemierzała zielone pastwiska otoczone łagodnymi pagórkami, aż dotarła do obrzeży wioski. Stanęła obok mrowiska i czekała – podczas gdy pasterz, ukryty w krzakach, uważnie obserwował. Ujrzał niezwykły widok: z mrowiska wypełzła kobra, położyła się pod krową, sięgnęła do jej wymion i zaczęła pić mleko.
Krowa, niewzruszona, z zadowoleniem karmiła węża, podczas gdy pasterz wpadł w gniew. Podniósł kamień i z całej siły cisnął nim w gada. Śmiertelnie ranna kobra wijąc się z bólu, rzuciła klątwę na wszystkich pasterzy z Gollapalli: odtąd mrowiska i zamieszkujące je węże miały dręczyć wioskę.

Wąż zginął, ale mieszkańcy wkrótce odczuli skutki straszliwej klątwy. Mrowiska wyrastały jak grzyby po deszczu. Ziemia stopniowo traciła bujną roślinność, stając się czerwona i kamienista. Bez pastwisk populacja bydła drastycznie spadła, a liczba pasterzy zmalała. Zaatakowana przez mrówki wioska stała się znana jako Puttawardhini – wioska, w której jest bardzo dużo mrowisk. Skutki klątwy wciąż jednak trwały. Puttawardhini coraz bardziej podupadało, nawet mrówki zaczęły ginąć, a ziemia stawała się jeszcze bardziej skalista. Z czasem nazwa wioski ponownie zmieniono z Puttawardhini na Puttaparthi – wioskę mrowisk.
Zgodnie ze zwyczajem starszyzna wioski jednogłośnie uznała, że grzech zabicia niewinnej kobry musi zostać odkupiony. Postanowili czcić kamień, który był narzędziem śmierci węża, i zmyć krwawą plamę łzami szczerej skruchy. Nic innego nie mogło ich oczyścić z winy i przywrócić radość sercom oraz dobrobyt ich domostwom.
W ten sposób ten brzemienny w skutki kamień z krwistoczerwoną smugą po jednej stronie – być może symbolizująca fakt, że krew węża wciąż była na rękach mieszkańców – został ustanowiony głównym bóstwem w świątyni, która stała się znana jako Świątynia Venugopalaswamy.

Co ciekawe, wiele lat później po drugiej stronie kamienia w tajemniczy sposób ukazał się wizerunek Pana Kryszny. Kamień przemieniony w bóstwo jest nadal czczony, a krwawy ślad wciąż jest widoczny na odwrocie strony, na której znajduje się wizerunek Kryszny.
Wieśniacy z Puttaparthi byli ludźmi bogobojnymi i z oddaniem czcili swoją wiejską boginię, Sathyammę. Poświęcono jej małą, skromną kapliczkę. Choć bogini nazywała się Sathyamma, mieszkańcy nazywali ją Sathyabhama[1], od imienia jednej z małżonek Kryszny. Po pewnym czasie wiejska wyrocznia – nazywana Sathyamma, na cześć bóstwa – ogłosiła, że jeśli pasterze zostaną wygnani z Puttaparthi, mrowiska (a wraz z nimi kopce węży) znikną. Karnam (naczelnik wioski) nakazał ogłosić, że wszyscy pasterze muszą opuścić wioskę i przenieść się na teren o powierzchni około jednego hektara na obrzeżach Puttaparthi. Wkrótce potem, zgodnie z przepowiednią wyroczni, kopce węży zaczęły znikać. (…)

W Puttaparthi mieszkał pobożny, skromny Kondama Radżu z rodu Ratnakaram Radżu. Rodzina Radżu już dawno porzuciła swoją wojowniczą rolę kszatrijów[2] i zajęła się objaśnianiem oraz popularyzowaniem świętej literatury. Stąd wywodziła się ich kastowa nazwa – Bhat Radżu[3]. Kondama Radżu posiadał wielki talent muzyczny i aktorski. Śpiewał pieśni z Ramajany i grał rolę Lakszmany w wiejskich przedstawieniach o Ramie.
Cieszył się wielkim szacunkiem wśród mieszkańców i często niósł pomoc potrzebującym. Był także człowiekiem inteligentnym i pełnił rolę jednego z trzech arbitrów w wiosce.
Pewnej nocy bogini Sathyabhama ukazała się Kondamie Radżu we śnie. Wyglądała na osamotnioną i pozbawioną schronienia, stojąc w strasznej burzy i czekając na swojego Pana (Krysznę), którego wysłała po kwiaty. Kondama Radżu zrozumiał znaczenie snu i postanowił wznieść świątynię poświęconą Sathyabhamie, która stała się bóstwem wioski.
Rodzina ta była znana z pobożności od czasów świętego przodka, słynnego mędrca Wenkawadhuty[4]. Kondama Radżu żył skromnie i kierował się wysokimi ideałami, będąc w stałej komunii z duchem Wenkawadhuty. Przekazy ustne głosiły, że Boskość wcieli się na ziemi, gdyż Matka Ziemia pogrążona była w głębokim cierpieniu.
Pobożna żona Kondamy Radżu, Lakszmamma, urodziła mu dwóch synów: Pedda Wenkamę (Wenkappę) Radżu i Chinna Wenkamę (Wenkappę) Radżu – każdy z nich prawdopodobnie otrzymał imię po wielkim Wenkawadhucie. Obaj odziedziczyli po ojcu zdolności muzyczne, literackie i aktorskie, a także jego pobożność i prostotę.
Dwaj bracia, wraz ze swoimi bratankami (dwoma synami brata Kondamy Radżu), mieszkali obok siebie, dwa domy od domu Karnama. Każdy z nich miał mały dom z jednym lub dwoma pokojami.
Dom Peddy Wenkamy Radżu był prosty z kamiennymi ścianami. Składał się z dwóch pomieszczeń. Jedno służyło do przechowywania żywności, drugie jako pomieszczenie mieszkalne. Po drugiej stronie małego korytarza znajdowała się kuchnia. Dach tworzyło kilka drewnianych żerdzi ułożonych poziomo z lekkim nachyleniem dla odpływu deszczówki, wspartych na kilku palach. Bambusowa mata rozłożona na drewnianym stelażu i przybita do ścian zastępowała dachówkę. Jako materiału uszczelniającego dach stosowano zaprawę z wapna z dodatkiem środka wybielającego, chavudu.

Młodsza siostra Kondamy Radżu, Wenkata Subbamma, poślubiła Meesaragandę Subbę Radżu z Kolimigundli, wioski w dystrykcie Kurnool w Andhra Pradesh, rządzonym wówczas przez nizama[5] z Hyderabadu. Mieli sześcioro dzieci – trzech synów i trzy córki. Ich najstarszą córką była Iśwaramma.

Nazwana na cześć rodzinnego bóstwa, Iśwary (inne imię Pana Śiwy), Iśwaramma urodziła się wkrótce po tym, jak jej ojciec Subba Radżu, wielki czciciel Pana Śiwy, wzniósł w swojej wiosce świątynię. Kondama Radżu zgodził się przyjąć Iśwarammę jako żonę swojego pierworodnego syna – Peddy Wenkamy Radżu. Miała zaledwie czternaście lat, gdy zamieszkała w domu Radżu. Iśwaramma szybko zdobyła przychylność teściów, służąc im z oddaniem, skromnością i entuzjastycznym odprawianiem rodzinnych rytuałów. W poniedziałki odwiedzała świątynię Iśwary, we wtorki i piątki świątynię Satyabhamy, a w soboty świątynie Venugopalaswamy i Hanumana.

Świątynia Sathyabhamy
Świątynia Venugopalaswamy
Ponieważ las Parlepalli w pobliżu Kolimigundli był opanowany przez rozbójników, rodzice i rodzeństwo Iśwarammy żyli w nieustannym niebezpieczeństwie. Wkrótce po jej ślubie zmarł jej ojciec. Kondama Radżu, wuj Iśwarammy (a zarazem teść), przekonał swoją owdowiałą siostrę, Wenkatę Subbammę, by przeprowadziła się do Karnatanagapalli, wioski leżącej tuż za rzeką Czitrawathi, naprzeciw Puttaparthi.
Ratnakaram Chinna Wenkama Radżu był biegły w astrologii oraz potrafił wytwarzać ziołowe leki i talizmany zgodnie z tradycyjnymi metodami. Jako pasjonat teatru zorganizował trupę teatralną „Venugopala Naryamandali”. Karnam Gopal Rao, syn naczelnika wioski, wspominał, że w każdy piątek Chinna Wenkama Radżu rozdawał miedziane płytki naładowane energią mantry „Om Namah Śiwaja” jako talizmany tym, którzy przychodzili po uleczenie z chorób lub uwolnienie od złych duchów nawiedzających ich ciała. Małżeństwo Chinna Wenkamy Radżu z Wenkatalakszmammą zostało hojnie obdarzone potomstwem – mieli sześcioro dzieci. Po śmierci pierwszej żony, on i jego druga żona, hojna i pobożna Wenkata Subbamma, zostali pobłogosławieni kolejną ósemką dzieci.
Pedda Wenkama Radżu był człowiekiem spokojnym i bogobojnym. Wychowany w głęboko zakorzenionej tradycji religijnej, był surowy, ale sprawiedliwy, pobożny i skromny. Emanował serdecznością i hojnością, wyróżniał się w muzyce i aktorstwie. Pedda Wenkama Radżu i jego żona Iśwaramma po urodzeniu syna i dwóch córek (Seszama Radżu, Wenkammy i Parwathammy) doświadczyli czterech poronień.
Rodzina przypisywała te nieszczęścia złym wpływom planet i w konsekwencji odprawiano rytuał Graha Śanthi, mający na celu przebłaganie planet. Iśwaramma, pragnąc kolejnego syna, modliła się do wiejskich bóstw, odprawiała pomyślną ceremonię Sathyanarajana i podejmowała liczne śluby wymagające czuwania i postu. Nadszedł czas, aby spełniły się proroctwa Wenkawadhuty.
Niedługo potem teściowa Iśwarammy, Lakszmamma, miała sen, który potrafiła odczytać jako pomyślną zapowiedź dla Iśwarammy – być może dar w postaci niezwykłego syna. Zdała sobie sprawę, że błogosławieństwo może przyjść w nadprzyrodzony sposób, dlatego ostrzegła Iśwarammę, by nie lękała się, jeśli przydarzy jej się coś niezwykłego. I wydarzyło się coś niezwykłego.
Wiele lat później Iśwaramma wspominała pewien poranek, kiedy udała się do wiejskiej studni po wodę. Gdy przygotowywała się do wyciągnięcia wypełnionego wodą dzbana, dostrzegła dziwną niebieską poświatę. Była zdezorientowana, lecz nie czuła lęku. Gdy tak stała bez ruchu, ciepłe światło przeobraziło się w świetlistą błękitną kulę i łagodnie wniknęło w głąb jej istoty. Wypełniona światłem i niewysłowioną radością, upadła nieprzytomna przy studni. Z pewnością nie było to zwyczajne zdarzenie.
