Manaw sewa to Madhaw sewa (Służba człowiekowi to służba Bogu)

Prashant P. Palekar

Był jednym z niezliczonych wielbicieli Swamiego. Jak inni, uczestniczył w bhadżanach itp., ale jego prawdziwą miłością była manaw sewa (służba człowiekowi). Miał średnio płatną pracę i każdego wieczoru, wracając z pracy, kupował warzywa i produkty zbożowe. Wieczorem czyścił je i kroił, a wcześnie rano gotował jedzenie i wychodził do pracy. Wracał do domu na obiad, zostawiał trochę dla siebie, a resztę ugotowanego jedzenia rozdawał potrzebującym i wracał do pracy. Robił to dzień w dzień, nie mówiąc o tym nikomu ani słowa.
Jednak wieść o tym rozeszła się i do jego Narajan sewa (służby Bogu) dołączyło kilka osób o podobnych poglądach. Dzięki temu można było nakarmić coraz więcej potrzebujących.
Złożył jeszcze jedno przyrzeczenie. Postanowił, że każdego Nowego Roku uda się na darszan Swamiego, powierzając na tydzień Narajan sewę innym. Co ciekawe, Swami za każdym razem udzielał mu audiencji. Pytał o jego działalność, udzielał wskazówek i dodawał mu otuchy. Gdy tłumy wielbicieli rosły, a audiencje stawały się rzadkością, Swami zawsze rozmawiał z nim podczas darszanu i błogosławił go padanamaskarem (dotknięciem stóp). Trwało to przez kilka lat.
W 2003 roku jak zwykle przybył do Prasanthi Nilayam, ale z powodu wielkich tłumów nie otrzymał zakwaterowania na terenie aszramu i musiał zatrzymać się w pensjonacie na zewnątrz. Regularnie chodził na darszany i bhadżany, zarówno rano, jak i wieczorem, ale po raz pierwszy dostał miejsce w ostatnim rzędzie. Sytuacja ta powtarzała się, a on akceptował to jako wolę Swamiego, bez żadnych skarg.
Wkrótce nadszedł czas wyjazdu. Dzień przed odjazdem, gdy po wieczornym darszanie wrócił do swojego hotelu, zorientował się, że nie ma portfela. W środku były wszystkie jego pieniądze i bilet powrotny. Przeszukał kieszeń i swój skromny dobytek, ale nie znalazł. Pobiegł z powrotem, by sprawdzić, czy nie zgubił go w stołówce lub na ulicy, ale na próżno. Miał przy sobie tylko kupony do stołówki, więc nie groził mu głód, ale jak zapłaci za nocleg i bilet powrotny? Długo nie mógł zasnąć, ale gdy w końcu usnął, miał sen, w którym Swami powiedział mu: „Przyjdź na poranny darszan”. Tym razem, dla odmiany, udało mu się zająć miejsce w pierwszym rzędzie. Zanim Swami podszedł do strony męskiej, w Jego dłoniach zebrała się sterta listów. Kiedy się zbliżył, wydawało się, że patrzy w inną stronę i przeszedł obok, nie zaszczycając go spojrzeniem. Wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Z dłoni Swamiego wysunęła się jedna koperta i wpadła prosto w jego dłoń. Gdy Swami przeszedł dalej, ktoś poklepał go po plecach. Okazało się, że mężczyzna z tyłu próbował zabrać kopertę z jego kolan, twierdząc, że to jego list. Wielbiciel ze spokojem poprosił mężczyznę, aby poczekał, ponieważ darszan wciąż trwał. Gdy Swami wszedł do pokoju audiencji, ludzie zaczęli wychodzić, a tamten mężczyzna podszedł i podniesionym głosem mówił, że koperta, która wysunęła się z ręki Swamiego, jest jego i chce ją z powrotem. Wielbiciel spokojnie wyjaśnił, że nic nie może wypaść z dłoni Swamiego bez Jego woli, więc koperta jest wyrazem Jego łaski i błogosławieństwa dla niego. Mężczyzna stracił panowanie nad sobą i jeszcze głośniej upierał się, że w kopercie jest jego prywatny list. Wkrótce wokół nich zebrał się tłum. Wielbiciel cierpliwie powiedział: „Otwórzmy kopertę na oczach wszystkich. Jeśli to twój list, możesz go zabrać”. Mówiąc to, otworzył kopertę i wyjął jej zawartość. Trzeba było widzieć twarz tamtego człowieka. W kopercie nie było żadnego listu, a jedynie dziesięć banknotów o nominale stu rupii. Na ich widok oczy wielbiciela napełniły się łzami. Drugi mężczyzna, zmieszany, odszedł.
Jagadoddhaarana Kaarana Hey, rozdział 31
 – tłum. E.GG.