Pewnego razu w Whitefield Swami wygłaszał dyskurs do 50. wielbicieli. W
sąsiednim pokoju siedziało więcej osób, słuchając Jego słów. W połowie dyskursu
Baba nagle zaczął dmuchać w swoje złożone dłonie, jakby dmuchał na coś. Gdy
ktoś zapytał, co robi, odpowiedział: „Sari pani Venkatamuni w Madrasie zapaliło
się w kuchni, a Swami gasi ogień!”.
Jeden z
panów, pan Rao, który siedział w sąsiednim pokoju, po cichu wstał, aby
zadzwonić do pana Venkatamuni w Madrasie. Nic nie mogło się ukryć przed Babą.
Znał myśli każdego. Zawołał pana Rao i poprosił go: „Rao, podejdź i powiedz
wszystkim, co usłyszałeś przez telefon”. Rao poczuł się zawstydzony i łzy
napłynęły mu do oczu, ponieważ bez zgody Baby wykonał telefon. Ale, ukochany
Baba zapewnił go: „Nie martw się, wolą Baby było, abyś zadzwonił i uzyskał
potwierdzenie!”.
Pan Venkatamuni podał przez telefon szczegóły. Jego żona zapalała
kuchenkę gazową, gdy płonąca zapałka spadła na jej nylonowe sari, które
zapaliło się. Zawołała: „Sai Ram! Sai Ram!”. I kiedy krzyczała, poczuła, że
ktoś trzyma ją za nogi, a ogień sam zgasł. W ten sposób Baba przyszedł jej z
pomocą.