Narkotyki – „szpony diabła”
Jedną z najgroźniejszych
społecznych plag naszych czasów jest uzależnienie od narkotyków. Rządy na całym
świecie próbują walczyć z tym narastającym złem z różnym skutkiem, a najczęściej
bezskutecznie. Często ośrodki odwykowe są w tragicznym stopniu nieprzystosowane
do przyjmowania i leczenia rosnącej liczby młodych ludzi, którzy schwytani w
żelazny uścisk uzależnienia od narkotyków, próbują szukać pomocy. Wszyscy oni –
ci, którzy próbują znaleźć wyjście, ci, którzy są uwięzieni w śmiertelnym
uścisku, i ci, którzy w przyszłości ulegną najpierw pokusie i przyjemności, a
następnie bólowi, muszą w ostatecznym rozrachunku walczyć sami ze sobą, aby
uwolnić się ze „szponów diabła”.
Na około trzy tygodnie przed
planowanym wyjazdem do Indii, aby złożyć hołd Babie, po kilkukrotnym przesunięciu
terminu wyjazdu, natknąłem się na fascynujące relacje o narkomanach i łasce
Baby. Dziękuję Babie za opóźnienie podróży, ponieważ dzięki temu ci, którzy przeczytają
te relacje i potrzebują pomocy, mogą spróbować znaleźć to samo wybawienie z
nałogu, które stało się udziałem osób, których relacje zamieszczam poniżej.
Część 1 – Pan S. Zakrhiyas
(zapis z relacji Zakrhiyasa)
Bardzo wysportowany,
przystojny mężczyzna, to człowiek o nietypowym imieniu Zakrhiyas. Mieszka w
Klang, w Malezji, gdzie poznałem go jako bardzo aktywnego członka Sathya Sai
Baba Seva Dal (Grupy Służebnej). Wydawał się być bardzo cichą i uprzejmą
osobą, a jego osobowość przeczyła niezwykłej historii jego przeszłości związanej
z uzależnieniem od narkotyków.
Zakrhiyas ma 29 lat, jest
katolikiem i pracuje jako doker w Porcie Klang. Opowiedział mi swoją historię
27 marca 1977 roku, kiedy połączona Grupa Służebna Sai Baby z Kuala Lumpur i
Klang pojechała na jednodniową wycieczkę do Port Dickson w ramach zbiórki
funduszy na budowę małej świątyni.
W wieku 20 lat Zakrhiyas (w
dalszej części tej relacji nazywany Zak) zaczął palić papierosy. To ten nałóg w
wieku 25 lat doprowadził go do zrobienia kolejnego kroku i nawiązania kontaktu
ze „szponami diabła”.
Dla Zaka wszystko zaczęło się
niewinnie w 1973 roku, kiedy „przyjaciele” zaoferowali mu do spróbowania
darmowe „papierosy za 1 dolara”. Te „papierosy za 1 dolara”, jak je wówczas
nazywano (inflacja mogła od tego czasu podnieść cenę), to papierosy „wzbogacone”
heroiną.
Zak uznał ten nowy papieros za
pobudzający, a poza tym był darmowy... więc czemu nie spróbować? Przez 10 dni
dostawał darmowe papierosy, a potem „dostawy się urwały”..., ale wtedy było już
dla Zaka za późno.
Zaczął kupować od czasu do
czasu „papierosa za dolara”, ciesząc się nowym dreszczykiem emocji i
doznaniami, a pod koniec miesiąca zdał sobie sprawę, że jest uzależniony... i
to naprawdę!
Początkowa przyjemność
ustąpiła miejsca bólowi. Bez heroiny Zak zaczął odczuwać głębokie, przeszywające
bóle w całym ciele, „aż do szpiku kości”, jak to opisał. Zak odkrył, że musi wypalić
co najmniej jednego lub dwa papierosy z heroiną dziennie, aby uśmierzyć ból i złagodzić
niepokój.
Często z powodu braku
pieniędzy lub niedostępności narkotyku w chwili, gdy go pilnie potrzebował,
wpadał w stan bolesnego niepokoju. Przeszywające bóle narastały w nim, a w
niekontrolowanej desperacji uderzał pięściami w ściany, stalowe pręty itp. i
nie czuł bólu, chociaż jego ręce były potłuczone i krwawiły. Najwyraźniej Zak
doświadczał wówczas początków kuracji zwanej „z dnia na dzień” (syndrom gwałtownego odstawienia środka
uzależniającego).
W miarę jak wzrastał głód
zrodzony z bólu, Zak palił coraz więcej „papierosów”. Zaciąganie stało się
centrum jego bytu, a potrzeby żony i dwójki dzieci zeszły na dalszy plan. Jego
rodzina zaczęła się martwić; matka i bracia błagali, grozili i radzili, ale dla
przepełnionego bólem umysłu Zaka wszystko to nie miało już znaczenia. Jego
codzienne życie stało się jedynie przerwami między uśmierzającymi ból
zaciągnięciami papierosami z heroiną.
Wraz z kurczącymi się
finansami na wspieranie rosnącego nałogu, Zak zaczął zastawiać biżuterię żony, własny
zegarek, a nawet rower, który odbierał pod koniec miesiąca, gdy otrzymywał
pensję. Gdy sytuacja się pogarszała, zaczął tracić apetyt, a jego niegdyś
atletyczna sylwetka zaczęła się kurczyć z 72 kg do około 52 kg.
Zak stał się świadomy swojej
sytuacji i cierpienia, jakie sprawiał swoim bliskim. Zaprzestał aktywności
sportowej, a nieogolony i z zaniedbanymi włosami stał się cieniem człowieka,
którym kiedyś był. Chciał przestać, ale nie potrafił. Rozdzierający ból kości zmuszał
go do sięgnięcia po heroinową ulgę.
W desperacji szukał pomocy
medycznej i przez około cztery miesiące od grudnia 1974 roku był pod opieką
lekarza w porcie Klang. Dobry lekarz leczył Zaka wszystkimi znanymi sobie sposobami,
ale bezskutecznie... Zak nie mógł zerwać z nałogiem. Lekarz niemal się poddał i
ostrzegł go, że wkrótce straci pracę, jeśli nie skończy z nałogiem.
Tak wyglądała sytuacja Zaka,
człowieka zmierzającego ku samozniszczeniu, aż do pamiętnego dnia w lipcu 1975
roku. 18 lipca Zak i jego koledzy dokerzy odpoczywali na pokładzie statku w porcie
Klang, w przerwie między rozładunkami. W tym czasie Zak był już człowiekiem
bardzo samotnym, zamkniętym w sobie, a jego koledzy zazwyczaj go unikali. Była
godzina około 19:00 (Zak pracował na zmianie od 15:00 do 23:00) i już zaczynał odczuwać
narastający ból. Nie miał przy sobie heroiny i zrozpaczony zastanawiał się, jak
przetrwa resztę zmiany.
Podczas tej przerwy jeden z kolegów
czytał innym dokerom z tamilskiej gazety artykuł o Sai Babie. Czytał na głos o
cudach Baby i o tym, że uważano Go za inkarnację podobną do Ramy, Kryszny czy Chrystusa.
Zaintrygowany tym, co udało mu się usłyszeć, Zak podszedł do kolegi z gazetą i
stanął za nim. W tym momencie przerwa się skończyła, a Zak pożyczył gazetę, aby
przeczytać więcej o tym cudownym człowieku.
Jednak narastający w nim ból
uniemożliwiał mu skupienie się na tekście. Patrzył więc tylko na zdjęcie i
zapytał w rozpaczy – jak człowiek wyciągający rękę po ratunek – „Jeśli to
prawda, że pomagasz innym, to dlaczego nie miałbyś pomóc mnie?”. Gdy wpatrywał
się w zdjęcie, dziwne uczucie zaczęło w nim narastać i poczuł, jak włosy na
rękach stają dęba. Co dziwne, poczuł, jak narastające pragnienie zaciągnięcia
się papierosem, powoli zaczyna ustępować, a wraz z nim zmniejsza się ból.
Odkrył, że jest w stanie kontynuować pracę bez papierosa i dokończyć zmianę.
Wewnętrzny
impuls skłonił go do wyrwania zdjęcia Baby z gazety, aby zabrać je do domu. Po
pracy jechał rowerem do domu, trzymając zwinięte zdjęcie w dłoni. Jak zwykle przejeżdżał
obok sklepu, w którym przez ostatnie kilka miesięcy kupował papierosy z „dodatkiem”.
Zwykle zatrzymał się tam, kupował kilka papierosów (na ile pozwalały finanse) i
wracał do domu, gdzie po kąpieli, w swojej sypialni, zatracał się w iluzji i
śnie heroinowego świata aż do następnego ranka.
Jednak 18 lipca, po raz
pierwszy od wielu miesięcy, Zak minął sklep i pojechał do domu, zapominając o
papierosach. Należy wspomnieć, że w tym czasie Zak palił dziesięć papierosów z
heroiną dziennie. (Według osób, które się na tym znają, u tak silnie
uzależnionych konieczna była medycznie kontrolowana terapia „z dnia na dzień” trwająca około dwóch
tygodni, aby uzyskać wyleczenie. Jeśli osoba nie została wyleczona, istniało
duże prawdopodobieństwo śmierci w ciągu pięciu lat).
Po powrocie do domu Zak
poszedł do swojej sypialni (w domu, który dzielił z matką i bratem) i przypiął
zdjęcie do drewnianej ściany pinezką. Następnie poszedł się wykąpać. Po
kąpieli, normalną praktyką przez ostatnie kilka miesięcy było zapalenie
papierosa z heroiną i odpłynięcie w zamglony świat iluzji, by uśmierzyć ból dręczący
jego wyniszczone ciało.
Ale dzień 18 lipca był inny,
po kąpieli wszedł do swojego pokoju, usiadł na łóżku i wpatrywał się w zdjęcie
Baby wyrwane z gazety. Zapytał: „Czy naprawdę jesteś Bogiem?”. Następnie w ciszy
wysłał swoje wzruszające błaganie do tej niezwykłej postaci z fryzurą w stylu
afro, która zdawała się mieć moc, której nie potrafił zrozumieć, a tym bardziej
zdefiniować. „Proszę, Baba, dlaczego nie wyleczysz mnie, tak jak wyleczyłeś
wielu innych?”.
Przez
około godzinę siedział, wpatrując się w zdjęcie, jak w transie, po czym zasnął,
by obudzić się dopiero następnego ranka, znów widząc na ścianie zdjęcie. Taki
spokojny sen był niezwykłym osiągnięciem, ponieważ ostatnio budził się kilka
razy w nocy, by „zaciągnąć się” i uspokoić nerwy oraz uśmierzyć ból.
Stało się to również dla Zaka
niekontrolowanym nawykiem, że każdego ranka po przebudzeniu, dzień nie mógł się
zacząć bez zaciągnięcia się. Dopiero wtedy był w stanie choćby umyć zęby.
Czasami, gdy brakowało mu pieniędzy i nie miał papierosów z heroiną, błagał
członków rodziny o pieniądze, a oni odmawiali. Wtedy jak opętany uderzał
pięściami w twarde przedmioty, po czym biegł do domu „przyjaciela”, również
narkomana, by zaciągnąć się przynajmniej raz głęboko, zanim mógł ponownie wrócić
do świata ludzi „nieopętanych”.
Rankiem 19 lipca odruch
psychiczny, wykształcony przez miesiące nałogu, podpowiedział mu, że powinien
wziąć poranną dawkę, jednak brak przeszywającego bólu w kościach sprawił, że
pragnienie zniknęło. Wykonał poranną toaletę, a jego myśli nieustannie krążyły
wokół Baby i niezwykłej przemiany, jakiej doświadczał.
Ponieważ jego zmiana zaczynała
pracę dopiero o 15:00, postanowił pozostać w domu i wpatrywać się w zdjęcie
Baby wiszące na ścianie w sypialni. Jego matka, szczęśliwa, że w jej zbłąkanym
synu zaszła zmiana, była jednak zaniepokojona zdjęciem na ścianie. Jako
zagorzała katoliczka, nie mogła pojąć, że jej syn modli się do nieznanego mężczyzny
z bujną czupryną i ostro skrytykowała Zaka.
Zak sam
nie rozumiejąc, co się z nim dzieje, siedział w cichej modlitwie przed zdjęciem
Baby. Później poszedł do pracy, a wieczorem wrócił do domu, przeżywając swoje
pierwsze 24 godziny od kilku miesięcy bez pomocy „szponów diabła”.
Tej nocy, gdy przechodził obok
„sklepu z heroiną” (według Zaka sklep był wielokrotnie przeszukiwany przez
policję, ale sprzedaż wciąż odbywa się potajemnie), pomyślał przez chwilę o
papierosach, ale ponieważ nie odczuwał bólu, nie było potrzeby kupowania
narkotyku.
W ten sposób Zak zaczął modlić
się do Bhagawana Śri Sathya Sai Baby, umieszczając swoje podarte, nieoprawione
zdjęcie z gazety obok obrazu Jezusa Chrystusa. Około miesiąca później Zak
zobaczył zdjęcia Baby sprzedawane w sklepie w Klang. Podszedł do człowieka
sprzedającego zdjęcia (który wiedział o uzależnieniu Zaka) i opowiedział mu o swoim
niezwykłym doświadczeniu. Mężczyzna był tak zachwycony, że w prawdziwym duchu braterskiej
miłości Sai podarował Zakowi kolorowe zdjęcie Baby oraz wibhuti, które
przyjaciele przywieźli z Indii.
Zak z miłością oprawił zdjęcie
i umieścił je w swoim pokoju obok obrazów Chrystusa i Matki Boskiej.
Gdy zdjęcie Baby na stałe
zagościło w jego pokoju, sprzeciw rodziny gwałtownie się nasilił. Nawet
wolontariusze kościelni przychodzili do domu, aby ostrzec Zaka przed błędem w
jego postępowaniu. Jednak Zak niezłomnie twierdził, że nie porzuca Chrystusa,
że nadal będzie się do niego modlił, ale także do Baby, którego uważał za
swojego Zbawiciela.
Pewnego dnia jego matka, w
niekontrolowanym gniewie, wzięła oprawione zdjęcie Baby i wrzuciła je do dużego
kanału burzowego (według Zaka o szerokości ponad 3 metrów) za domem. Jak
twierdził nawet dziecko mogłoby z łatwością wrzucić zdjęcie do kanału, jednak
zdjęcie do niego nie wpadło. Przeleciało nad kanałem i spadło po drugiej
stronie, na krzak kwiatów.
Zak, który pojawił się na
miejscu kilka sekund później, spojrzał na matkę ze zdumieniem i z radością.
Powiedział: „Mamo, widzisz, nie tak łatwo pozbyć się tego zdjęcia”. Jego matka
milczała.
Po tym zdarzeniu otwarty
sprzeciw rodziny ucichł. Czasami Zak organizuje w swoim domu bhadżany i
chociaż jego żona nie jest wielbicielką, pomaga mu w dekorowaniu ołtarza
kwiatami. Jego dzieci (teraz jest ich troje) dołączają do niego podczas bhadżanów.
Taka jest niezwykła, niemal
niewiarygodna historia Zakrhiyasa, teraz prawdziwego wielbiciela Boga i Baby.
Odzyskał zdrowie i siłę. Kontynuuje swoje aktywności sportowe, w tym
podnoszenie ciężarów. Patrząc na jego muskularną sylwetkę, nie mogłem uwierzyć,
że cztery lata temu ten człowiek zmierzał ku samozniszczeniu.
Zak dołączył teraz do Grupy
Służebnej Sathya Sai Baby w Klang i poświęca się pomocy ubogim i potrzebującym.
Stworzył również jednoosobowy zespół do walki z narkomanią. Zak stara się,
poprzez opowiadanie własnych doświadczeń i zachęcanie do wspólnej modlitwy,
wyciągnąć innych narkomanów z żelaznego uścisku „szponów diabła”.
Gdy z cichym podziwie patrzyłem
na oddalającą się postać, po tym jak autobus wysadził wielbicieli z Klang i ruszył
do Kuala Lumpur, mogłem tylko odmówić cichą modlitwę: „Baba, proszę, pomóż temu
człowiekowi w jego zadaniu pomagania innym narkomanom”. Z pewnością za dobrą
pracę, którą wykonuje Zak, otrzyma on w równej mierze miłość i łaskę Boga.
Przypis:
W czwartek 31 marca pojechałem
do Klang, aby dołączyć do tamtejszych wielbicieli podczas bhadżanów i
zgłębić pewne szczegóły historii Zaka. W tym czasie napisałem już szkic
powyższej historii. Skorzystałem z okazji, aby odwiedzić dom Zaka, zobaczyć
zdjęcie, które wyrzuciła jego matka, oraz kanał, o którym mowa w historii.
Zak mieszka obecnie w nowym, większym, drewnianym domu
oświetlonym lampą gazową. Na ścianach jego domu wisiało wiele obrazów
związanych z jego religią chrześcijańską, a także zdjęcia Sai Baby, a nad
drzwiami sypialni wisiało zdjęcie stóp Baby.
Zak wskazał na duży obraz
wiszący na ścianie naprzeciwko głównych drzwi. Gdy podszedłem do obrazu, nie
mogłem powstrzymać okrzyku zaskoczenia i zachwytu, ponieważ obraz był wyraźnie
pokryty wibhuti. Zwróciłem na to uwagę Zakowi, który był zajęty
szukaniem w pudełku swoich zdjęć z okresu uzależnienia (niestety żadne nie było
wyraźne).
Zak mruknął: „Tak! Myślałem,
że moje dzieci mogły tam nałożyć wibhuti... ale zaprzeczają. Moja żona twierdzi,
że to ja mogłem to zrobić”. Następnie podszedł do obrazu i również wydał z
siebie okrzyk zdumienia: „Hej! Jest go dużo więcej niż wczoraj”.
Okazało się, że Zak zauważył
ślady wibhuti już we wtorek 29 marca, ale zlekceważył to jako żart
swoich dzieci. Później zapomniał o tym i, będąc bardzo zajęty, nie przyglądał
się obrazowi uważnie. Teraz jednak, gdy wpatrywał się w pokryty wibhuti
obraz, pokazał nam swoje ramiona pokryte gęsią skórką z stojącymi włosami dęba.
Widziałem już wcześniej przejawy łaski Baby w Malezji i Indiach i byłem
przekonany, że to nie był dziecięcy żart. Z jakiegoś powodu, znanego tylko
Jemu, Baba postanowił zamanifestować wibhuti właśnie w tym czasie. Jak
skomentował jeden z obecnych wielbicieli z Klang: „Być może to sposób, w jaki
Baba pokazuje, że historia opowiedziana przez Zaka jest prawdziwa”. Niezależnie
od powodu, wibhuti tam było i wszyscy
mogli zobaczyć – niektórzy po raz pierwszy – manifestację łaski Baby.
Podczas tego wyjątkowego wydarzenia
byli obecni wielbiciele Baby: Rajasukar i Balakrishnan z Klang oraz
Paramanathar i Siva z Kuala Lumpur.
Następnie
poszliśmy obejrzeć kanał, o którym mowa w historii. Znajdował się on za starym
domem Zaka, kilka domów od jego nowego miejsca zamieszkania. Było już bardzo
ciemno (około 22:00) i bez oświetlenia ulicznego musieliśmy polegać na jasnym
świetle księżyca i latarce. Wielkość kanału zaskoczyła mnie. Nie był to kanał
burzowy, ale raczej duży rów odprowadzający wodę i ścieki, co jest dość
powszechne na obszarach wiejskich. Oszacowałem jego szerokość na około 4,5
metra. Zapytaliśmy Zaka i jego żonę, w jaki dokładnie sposób matka wyrzuciła
zdjęcie, ale oboje przyznali, że pojawili się na miejscu zaledwie kilka sekund
po zdarzeniu. Matka przez kilka dni zapowiadała, że wrzuci zdjęcie do kanału,
ale nie byli świadkami samego wrzucenia.
Powiedziałem im, że zdjęcie
mogło zostać rzucone z dużą siłą jedną ręką, ruchem zamaszystym w bok, co
spowodowało, że przeleciało nad kanałem.
Wtedy zdecydowaliśmy, że
powinniśmy wziąć przysłowiowego „byka za rogi” i zapytać samą matkę, co się
stało. Ponieważ było późno, a matka mieszkała teraz w innym domu, poprosiłem
pana Rajasukara, aby podjął się tego dość delikatnego zadania. Poprosiłem go
również by skontaktował się z lekarzem, o którym mowa w historii. Rajasukar
zgodził się podjąć tych zadań, chociaż bardzo się denerwował rozmową z matką.
Spotkałem się ponownie z
Rajasukarem na bhadżanach w Kuala Lumpur w sobotę 2 kwietnia, a oto co
miał do powiedzenia:
Spotkał się z matką Zaka i
zapytał ją: „Czy to pani wyrzuciła zdjęcie?”. Matka odpowiedziała: „Tak”.
„Czy rzuciła pani zdjęcie w dół obiema rękami, czy jednym
ruchem w bok?”. Odpowiedziała: „Rzuciłam jedną ręką. Rzuciłam zdjęcie na
wysypisko śmieci (po bliższej stronie kanału)”.
„Czy widziała pani, gdzie spadło?”.
„Nie! Nie widziałam. Po prostu je rzuciłam, odwróciłam
się i odeszłam!” – odpowiedziała.
Wtedy Rajasukar zapytał: „Czy wiedziała pani, że zdjęcie
spadło po drugiej stronie kanału?”.
Odpowiedziała: „Nie wiedziałam (wtedy)”.
„Jak się tam dostało?”. Zdezorientowana matka, która
najwyraźniej nie zastanawiała się zbytnio nad całą tą sprawą, odpowiedziała:
„Prawdopodobnie któreś z dzieci je tam przerzuciło!”.
Widząc, że rozmowa zaczyna denerwować
matkę Zaka, Rajasukar postanowił zakończyć tą dziwną rozmowę. Czytelnicy sami
muszą wyciągnąć wnioski na temat całego zdarzenia.
Jedno jest jednak pewne, żadne
dzieci nie przerzuciły zdjęcia przez kanał, ponieważ Zak podniósł je
natychmiast po tym, jak zostało wyrzucone.
Rajasukar spełnił również
drugą prośbę: skontaktował się z lekarzem opisanym w historii. W oryginalnym
szkicu wymieniłem nazwisko lekarza, ale poprosił, aby jego nazwisko nie zostało
ujawnione. Zgodził się jednak potwierdzić uzależnienie Zaka i napisał krótką
notatkę na firmowym papierze, w której stwierdził: „Niniejszym oświadczam, że
wyżej wymieniony (odnosząc się do Zakrhiyasa) był leczony przeze mnie z powodu
uzależnienia od narkotyków przez kilka miesięcy, począwszy od grudnia 1974
roku”.
Historia ma jeszcze jedno
szczęśliwe zakończenie. Zakrhiyas informuje mnie, że dopiero w zeszłym
miesiącu, tj. w lutym 1977 roku, spłacił ostatnie swoje „heroinowe długi” i
odkupił całą biżuterię, którą zastawił, będąc w „szponach diabła”. Dziś Zak
jest naprawdę szczęśliwym człowiekiem.

Część 2 – Pan Ang Chooi Tuah
(uzależniony od opium)
(opowiedział pan Ang)