Doświadczenia z Boską obecnością

Pan Jagadeesan – Malezja, 1995

     Autor jest obecnie (1995) Zastępcą Dyrektora Generalnego Malezyjskiego Urzędu Rozwoju Przemysłu. Pracował również jako doradca ONZ w Tanzanii, a obecnie współpracuje z Bankiem Światowym, UNDS, UNIDO, IFC itp. Jest Centralnym Koordynatorem Regionu VIII Krajów Dalekiego Wschodu Organizacji Służebnej Śri Sathya Sai (Sri Sathya Sai Seva Organisations).
    „Będę cię strzegł, jak powieka strzeże oka” – to zapewnienie Boskości od niepamiętnych czasów i także zapewnienie Bhagawana Śri Sathya Sai Baby – Awatara Kali Jugi.
     Ale z pewnością jest w tym coś więcej! Kiedy dostrzeżemy to zapewnienie, musimy zrozumieć, że obietnica „Będę cię strzegł...” wymaga z naszej strony wcześniejszego wysiłku, aby móc podłączyć się do „Kosmicznej Boskiej Energii”. Gdyby „elektryczność” mogła mówić, powiedziałaby: „Mogę dać wam światło, chłód, a nawet ciepło”, ale ta obietnica może urzeczywistnić się w naszym codziennym życiu tylko wtedy, gdy podejmiemy wysiłek, aby np. kupić żarówkę, klimatyzator lub grzejnik.
     Jednak nawet mając do dyspozycji wszystkie te urządzenia, wciąż nie będziemy w stanie doświadczyć korzyści płynących z elektryczności, dopóki nie podejmiemy ostatecznego wysiłku włożenia wtyczki do gniazdka i włączenia przełącznika, pozwalając, aby prąd popłynął do urządzeń i w ten sposób wpłynął na nasze życie. Ignorant, mając wszystko do dyspozycji, ale nie posiadając wiedzy, by po prostu podłączyć wtyczkę i włączyć zasilanie, nie może skorzystać z całej dostępnej mu technologii.
     Tak samo jest z wszechprzenikającą Kosmiczną Świadomością, którą wszyscy wielbiciele Sai postrzegają i w którą wierzą, że zamanifestowała się, by nas strzec i prowadzić w postaci Bhagawana Baby!
     Postrzeganie Bhagawana Baby jedynie jako postaci w pomarańczowej szacie, którą widzimy i kochamy w Praśanthi, oznacza utratę życiowej szansy na doświadczenie „Boskiej Kosmicznej Energii”, która przenika Wszechświat. Jeśli poprzez słuchanie Jego nauk, zrozumienie wewnętrznego znaczenia Jego przesłania i stosowanie go w codziennym życiu, jesteśmy w stanie podłączyć się do „Kosmicznej Energii”, wówczas będziemy mogli doświadczyć łaski Sai w naszym życiu, gdziekolwiek jesteśmy, w jakiejkolwiek sytuacji.
Przez całe moje życie, a przynajmniej, odkąd znalazłem się na boskiej orbicie Bhagawana Baby, po wcześniejszym okresie bycia ateistą (a przynajmniej tak myślałem! Baba podczas jednego ze spotkań nazwał mnie agnostykiem), a także zagorzałym przeciwnikiem Sai Baby, próbowałem, czasem bez powodzenia, podłączyć się do „Boskiej Kosmicznej Energii” i uczynić ją dominującym czynnikiem w moim życiu.

Wyzwanie i odpowiedź

    To, jak stałem się „wielbicielem Baby”, jest dobrze opisane w mojej książce „Podróż do Boga”, ale w skrócie, stało się to 8 czerwca 1976 roku, kiedy po dwuipółgodzinnej sesji atakowania Baby, używając wielu słów, których dziś nie wypada przytaczać, rzuciłem Mu mentalne wyzwanie. „Jeśli jesteś Tym, za kogo Cię uważają, daj mi znak, a uwierzę!”. Było to wyzwanie pełne arogancji, ale On odpowiedział. Na Jego zdjęciu pojawił się święty popiół... i moje życie się zmieniło. Po raz pierwszy w życiu zdałem sobie sprawę, że On istnieje, i co ekscytujące – może wejść do mojego świata w postaci świętego popiołu! To był mój punkt zwrotny – o 22:30, 8 czerwca 1976 roku i od tamtej pory nie było już odwrotu.
     Ironią całego tego zdarzenia było to, że wszyscy (wydarzenie miało miejsce w domu mojej ciotki) myśleli, że to ja nałożyłem wibhuti na zdjęcie, a ja byłem jedynym, który wiedział, że tego nie zrobiłem. To była spontaniczna manifestacja łaski – wizytówka Baby.
     Późniejsze doświadczenia pogłębiły moją wiarę, że On jest wszędzie, do tego stopnia, że czuję Babę bliżej siebie, strzegącego i prowadzącego mnie, gdy jestem w Malezji lub gdziekolwiek na świecie, całkowicie polegając na Kosmicznym Sai, o wiele bardziej niż gdy jestem w Puttaparthi, tęskniąc za łaską fizycznego Sai!
      Świadomość wszechwiedzy fizycznego Sai może być pouczająca.

Wszechwiedza

      Kiedy po raz pierwszy przybyłem do Praśanthi Nilajam w 1976 roku, na cztery dni w drodze na konferencję w Paryżu, byłem zupełnie sam.
       Jako osoba o indyjskich korzeniach, wtopiłem się w tłum, który wówczas w Praśanthi Nilajam był głównie indyjski. Bhagawan Baba podszedł do mnie i z rozbawionym spojrzeniem zapytał: „Malezja?!”. Byłem oszołomiony. „Skąd On wiedział?” – i odpowiedziałem: „Tak, proszę pana”.
   Bhagawan zaprosił mnie do pokoju interview i obdarzył mnie niewyobrażalną miłością. Mój ziemski ojciec zmarł, gdy miałem siedem lat, a teraz, w wieku trzydziestu dwóch lat, odnalazłem go na nowo, a gdy Baba objął mnie i uszczypnął w policzki, stałem się Jego dzieckiem.
    Człowiek często postrzega miłość jako emocję. Ale stojąc tamtego dnia przed Babą, po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że miłość to energia, a energia miłości Sai ogarnęła mnie całkowicie.
     Wraz z tym wylewem miłości, zacząłem czuć się bardzo źle, że zaledwie cztery miesiące wcześniej tak zaciekle Mu się sprzeciwiałem, i uznałem, że powinienem Go przeprosić. Ale jak powiedzieć Awatarowi, że było się jego przeciwnikiem? Serce mi zamarło na samą myśl! Postanowiłem ująć to łagodnie. „Baba” – powiedziałem – „wybacz mi, proszę! Zaledwie cztery miesiące temu byłem niewierzącym”. Bhagawan pomachał palcem wskazującym i z figlarnym wyrazem twarzy odparł: „Ach! Nie tylko niewierzący, zagorzały przeciwnik, zagorzały przeciwnik!”. Nogi się pode mną ugięły. Padłem na kolana u Jego stóp, zalewając się łzami z całkowitym poddaniem. On delikatnie podniósł mnie za ramiona i powiedział: „Nie płacz! Swami wie wszystko”.
   To właśnie podczas tej pierwszej wizyty, w trakcie mojego drugiego interview, tym razem z malezyjską grupą, która akurat tam była, Bhagawan dał mi polecenie, które odmieniło moje życie. Powiedział: „Wróć i zostań przewodniczącym Sewa Dal”. Nie wiedząc, co oznacza Sewa Dal (organizacja wolontariuszy) i myśląc, że ma na myśli organizację Sai, odpowiedziałem: „Baba, jestem za młody, Swami, proszę, poproś kogoś starszego!” (miałem wtedy trzydzieści dwa lata). Baba odpowiedział: „Nie! Nie! To są wolontariusze. Ty bądź liderem”.
      Tak rozpoczęła się moja „Podróż do Boga”. W dziwny sposób moja „Podróż do Boga” nie zaczęła się, gdy odwiedziłem Puttaparthi. Zaczęła się, gdy opuściłem Puttaparthi. Podróż do wnętrza, by doświadczać Sai w każdym aspekcie mojego życia, wszędzie i o każdej porze.
      Na potrzeby tego tekstu, przedstawię tylko kilka wydarzeń.

Wszechobecność

   Cudownych zdarzeń w Malezji i w pracy ruchu Sai jest zbyt wiele, by je wszystkie wymienić, ale być może te najbardziej dramatyczne obejmują czas, gdy właśnie wróciłem do Malezji po pierwszej podróży i wyżej wymienionych wydarzeniach. Jak miałem założyć Sewa Dal? Byłem stosunkowo nowy, a grupy działały już od dawna z wieloma doświadczonymi członkami. Kto by mi uwierzył i zaakceptował to narzucone przez siebie przywództwo?
     Moja pierwsza próba dotarcia do grupy Sai Baby miała miejsce w rejonie Port Klang w Malezji, gdzie członkami tej grupy byli głównie pracownicy portowi i inne osoby wykonujące prace fizyczne. Była to dość duża grupa. Za pośrednictwem jednego z braci Sai, umówiłem się na spotkanie z tą grupą.
Spodziewałem się, że zostanę powitany jak dawno niewidziany brat, z ciepłem i miłością – ale ku mojemu przerażeniu, przyjęto mnie bardzo chłodno i z krótkim: „Tak. Co chcesz nam powiedzieć?”.
     Zbladłem i bardzo nerwowo poprosiłem, abyśmy przed moim wystąpieniem zaśpiewali bhadżany. Zgodzili się, bhadżany rozpoczęły się, a oni całkowicie mnie ignorowali. W tym czasie śpiewałem już kilka bhadżanów w języku angielskim i tamilskim, a jeden z nich śpiewałem Babie w pokoju interview podczas drugiego spotkania z grupą malezyjską. Pieśń, którą wtedy śpiewałem, była w języku tamilskim i zawierała dwa wersy: „Baba, chcę Cię o coś prosić, czy mi to dasz?” oraz „Baba, tęsknię za Twoją łaską, czy przyjdziesz do mnie?”. Gdy śpiewałem je Babie, żartobliwie wtrącił: „Tak! Dam ci” i „Tak! Przyjdę”.
    Teraz, w Port Klang, nerwowo poklepałem lidera w ramię i zapytałem, czy mogę poprowadzić jeden bhadżan. Zgoda została udzielona chłodno. Wtedy zaśpiewałem. Zamknąłem oczy, w myślach poskarżyłem się Babie, że postawił mnie w takiej sytuacji, i zaśpiewałem tamtą pieśń z całego serca i duszy.
Gdy pieśń się skończyła, bhadżan dobiegł końca i odprawiono arati. Po tym lider i wszyscy wielbiciele zwrócili się do mnie z wielką pokorą i miłością, mówiąc: „Prosimy bracie, przemów do nas”. Zmiana była zdumiewająca. Co się stało? W każdym razie, mówiłem do bardzo otwartej grupy o potrzebie przejścia od bhadżanów do służby, a oni wszyscy z entuzjazmem wyrazili gotowość działania.
     Ale co się stało? Dowiedziałem się później. Gdy śpiewałem ostatnie słowa pieśni: „Czy przyjdziesz do mnie?” – ogromna girlanda zawieszona na zdjęciu Baby nagle pękła na środku na dwie części; „jakby ktoś gwałtownie nią szarpnął” – skomentowano, a kwiaty posypały się do stóp Baby! Ponieważ miałem zamknięte oczy, niczego nie zauważyłem… tak czy inaczej, Baba dotrzymał słowa. Dziękuję Ci, Swami.
    Miałem wiele mrożących krew w żyłach doświadczeń za granicą, które jednak niezmiernie wzbogaciły moje życie.
   W 1990 roku spędziłem cztery miesiące w Zimbabwe jako doradca Wspólnoty Narodów przy rządzie Zimbabwe, pomagając w tworzeniu ich Centrum Inwestycyjnego.
   Rząd Zimbabwe traktował mnie bardzo dobrze, zapewniając dom z basenem, samochód, kierowcę, pokojówkę itp. W mojej sypialni ustawiłem mały ołtarzyk z niewielkim zdjęciem Baby, przy którym odmawiałem poranne i wieczorne modlitwy.
     Mała grupa wielbicieli Sai, działająca w tym czasie w Harare, postanowiła zorganizować szeroko nagłośnione publiczne spotkanie na temat „Przesłanie i nauki Sai Baby”, na którym miałem być głównym (i jedynym) mówcą. Wydarzenie miało odbyć się w sali parafialnej.
    Tego wieczoru, po moich zwyczajowych modlitwach, przed udaniem się do sali, ogarnął mnie dziwny niepokój, poczucie osamotnienia, skurcze w żołądku. Właśnie skończyłem modlitwę i odwróciłem się od ołtarza, pytając: „Swami, dlaczego tak się czuję? Tak zdenerwowany. Może nie jesteś zadowolony z tego, co robię... w końcu przyjechałem tu do pracy nad rozwojem przemysłowym, a nie do pracy dla Sai! Swami – czy postępuję słusznie?”. Pocierając klatkę piersiową, w której czułem niemal fizyczny ból, odwróciłem się i spojrzałem na ołtarzyk, a moje oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem. Na tym małym zdjęciu pojawiła się wyraźna plamka wibhuti... „Po co się bać, gdy Ja tu jestem”. Byłem zachwycony i uspokojony. Wydarzenie odniosło ogromny sukces.
     Również w sprawach osobistych – manifestuje się obietnica „Jak powieka strzeże oka”.
    I na koniec jeszcze jedno zdarzenie z Zimbabwe. Pojechałem tam w sprawach związanych z rozwojem przemysłowym, ale bardzo zbliżyłem się do prezesa Banku Rezerw Zimbabwe. Pewnego dnia zapytał mnie: „Jega, mamy poważne problemy z kontrolą wymiany walut. Czy możesz zbadać istniejące zasady i przedstawić swoje rekomendacje, co należy zrobić, aby poprawić sytuację i przejść na bardziej liberalny system kontroli walutowej?”. To było ogromne wyzwanie. Odpowiedziałem: „Panie prezesie, nie jestem bankowcem banku centralnego. Jeśli Pan sobie życzy, mogę spróbować skontaktować się z Malezyjskim Bankiem Centralnym, aby przysłali eksperta od kontroli wymiany walut”. „Nie. Jega, wierzę w ciebie, proszę, przedstaw nam swoją opinię” – odparł.
    Oznaczało to, że musiałem szczegółowo przestudiować cały ich system, zanim mogłem przedstawić jakąkolwiek rekomendację, a to byłoby ogromne zadanie. Tego samego wieczoru wróciłem do swojego „domu” i po modlitwach usiadłem przed ołtarzem i pogrążyłem się w medytacji… nie wiedząc, czego się spodziewać, pragnąc jedynie pocieszenia, jakiegoś wewnętrznego przewodnictwa od Baby. Uspokajając umysł, powiedziałem: „Baba, proszę, prowadź mnie, co mam zrobić?”.
   I wtedy to się stało, jakkolwiek niewiarygodne może się to wydawać czytelnikowi i jakkolwiek niewiarygodne wydaje mi się to, gdy to piszę, w moim wewnętrznym oku zaczęły się formować obrazy, potem słowa, a następnie cała formuła dotycząca rozwiązania problemu kontroli wymiany walut, zaczęła się kształtować – zaczęła „przewijać się” w moim „wewnętrznym oku”.
    Wstałem, wszystko zapisałem, a trzy dni później złożyłem oficjalny raport i rekomendacje. Nastąpiły trzy tygodnie debaty z ich, początkowo bardzo sceptycznymi, urzędnikami Banku Centralnego, ale ostatecznie cały raport został zaakceptowany, a kilka miesięcy później ogłoszony jako oficjalna polityka rządu. „Będę cię strzegł, jak powieka strzeże oka”. Ta obietnica obejmuje każdy aspekt naszego życia – jedyne pytanie brzmi: czy jesteśmy świadomi, że powieka jest tam przez cały czas i czy całkowicie na niej polegamy i dbamy o nią (przestrzegamy Jego nauk)… aby mogła spełniać swoją rolę? To naprawdę zależy od każdego z nas… czy będziemy tylko śpiewać i chwalić Babę, czy uczynimy nasze życie manifestacją Jego miłości i przesłania… każdy z nas musi zadać sobie to pytanie.
Rozdział z książki „The Splendor of Sathya Sai” („Wspaniałość Sathya Sai”)
– tłum. E.GG.