Moi studenci

są Moim bogactwem 

dr Shashank Shah




WPROWADZENIE

Początek podróży do Sai

Był sierpień 2001 roku. Byłem na ostatnim roku studiów licencjackich na kierunku ekonomicznym na Uniwersytecie w Mumbaju (UoM). Moim najgorętszym pragnieniem było dostanie się na studia magisterskie MBA w Instytucie Wyższego Nauczania Śri Sathya Sai (SSSIHL) w czerwcu 2002 roku. Był jednak poważny problem. Egzaminy końcowe na UoM zawsze odbywały się w maju, a dokładnie w tym samym czasie przeprowadzano egzaminy wstępne do SSSIHL. W takiej sytuacji musiałbym czekać cały rok, aby dołączyć do Instytutu Swamiego. Nie było to dla mnie możliwe z wielu powodów. Zrobiłem więc to, co wszyscy robimy w takich sytuacjach. Po prostu napisałem list do Swamiego, wyjaśniając swoją sytuację i modląc się, aby pobłogosławił mnie i pozwolił mi dołączyć do Jego Instytutu w następnym roku akademickim. List został przekazany za pośrednictwem pani Kamakshi Ramachandran, nauczycielki Bal Wikas z Mumbaju. Swami z wielką miłością przyjął go we wrześniu 2001 roku. Dwa miesiące później stało się coś niemożliwego. Po raz pierwszy w historii UoM egzaminy końcowe zostały przyspieszone o dwa miesiące! W rezultacie wszystkie moje egzaminy zakończyły się w kwietniu 2002 roku i mogłem przystąpić w maju do egzaminów wstępnych w Prasanthi Nilayam. Wciąż pamiętam ten dzień, 9 maja 2002 roku, kiedy po raz pierwszy wszedłem na teren kampusu Prasanthi Nilayam. Czułem, jakbym wrócił do domu. Po egzaminach, dyskusji grupowej i rozmowie kwalifikacyjnej wróciłem do Mumbaju, by dzień później dowiedzieć się, że zostałem przyjęty na studia MBA! Moje nazwisko było pierwsze na ostatecznej liście kandydatów. W poniedziałek, 13 maja, musiałem stawić się w kampusie Brindavan na Letni Kurs Kultury i Duchowości Indii. Był to dzień Prathama, pierwszy dzień miesiąca Vaishakha w indyjskim kalendarzu. Tak rozpoczęła się moja podróż z Sai...

Odczuwana błogość w Jego fizycznej obecności

Nigdy nie zapomnę dnia 31 maja 2002 roku, kiedy po raz pierwszy wszedłem na teren akademika Śri Sathya Sai dla starszych studentów w Prasanthi Nilayam. To był jak dom z dala od domu. Miejsce, w którym każdy żył dla drugiego, a wszyscy żyli dla Boga. Dla mnie przypominał pałac, z ponad setką pokoi i niezliczonymi specjalistycznymi zasobami wspierającymi studentów w systemie integralnej edukacji. Akademik stał się moim drugim domem.
    Zajęcia rozpoczęły się w czerwcu, a wraz z nimi „moja historia miłosna” z naszym ukochanym Swamim. Nie mogę zapomnieć tych popołudniowych sesji w świątyni, kiedy dosłownie wybiegaliśmy z uczelni najpierw do akademika o 14:25, aby później zająć pierwsze miejsce w kolejce wchodzącej do świątyni o 14:40. Nikt nie myślał o herbacie, mleku czy przekąskach. Biegliśmy do swoich pokoi, braliśmy maty do siedzenia na darszanie i pędziliśmy, by zająć miejsce w pierwszym rządzie. Gdy szeregi studentów zbliżały się do głównej bramy Ganeszy, nasza prędkość osiągała maksimum. A gdy przekraczaliśmy bramę, było tak, jakby magnes przyciągnął do siebie opiłki żelaza. Nieświadomi siebie, szaleńczo biegliśmy, by zająć miejsce w pierwszym rządzie na darszanie.
     Po co to wszystko? Po to, aby doświadczyć czegoś niewytłumaczalnego.    Zwykle boskość Swamiego kojarzymy z Jego cudami i wszechwiedzą. Ale to nie jest cecha wyróżniająca Awatara. Najbardziej unikalnym aspektem Awatara jest moc Jego fizycznej obecności oraz boska miłość, której doświadcza się, będąc w Jego obecności. Bez wątpienia wielcy mędrcy dawnych czasów, jak Walmiki, Waśiszta, Wiśwamitra i Wjasa, którzy sami byli mistrzami wielu siddhi (mocy duchowych), pragnęli być w boskiej obecności Awatarów Ramy i Kriszny. To właśnie ta obecność przyciągała gopiki do Kriszny. A teraz studenci znaleźli się w podobnej sytuacji. Ta „historia miłosna” trwała każdego dnia. I jak powiedział słynny poeta William Wordsworth: „szczęściem było żyć o świcie, lecz młodość czyniła go boskim”.

Przesłania dla przyszłości spowite tajemnicą

To właśnie podczas jednego z tych pierwszych miesięcy w Prasanthi Nilayam miałem sen, w którym Swami siedział na krześle, a my, nowi studenci, siedzieliśmy wokół Niego. Przedstawiał nas sobie nawzajem. Kiedy nadeszła moja kolej, Swami powiedział do studentów: „Wiecie, ten chłopiec miał wyjechać na Uniwersytet Harvarda. Ale porzucił tę szansę i przybył tutaj, by być ze Swamim”. Kiedy obudziłem się rano, byłem głęboko zaintrygowany znaczeniem tego snu. Jednak dopiero dziesięć lat później zrozumiałem jego głębsze znaczenie...
    Pozwólcie więc, że przeprowadzę was przez różne etapy tej podróży z Sai, posługując się szesnastoma przemówieniami wygłoszonymi w Jego boskiej obecności. Starałem się dać wgląd nie tylko w treść samych przemówień, lecz także w to, co działo się przed nimi, po nich i wokół nich, abyśmy mogli zrozumieć, że były one tylko środkiem do większego celu – postępu na duchowej ścieżce, zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej...

Zrozumienie boskiej miłości

Kłaniam się Tobie, o Najwyższy Mistrzu, Przewodniku na ścieżce wiecznej dharmy, Boskie Źródło, Zbawicielu, u którego lotosowych stóp niebiańskie istoty składają swe pokłony; Czczenie Twoich stóp w myślach, słowach i czynach usuwa wszelkie złudzenia i kończy cykl narodzin i śmierci. (Werset 1, Bhaktamara Stotra)
     Składam moje najpokorniejsze pokłony u lotosowych stóp Pana. ponieważ poddanie się Jemu przenosi nas przez ocean narodzin i śmierci.
Dla studentów Swami jest wszystkim. Jest kochający jak matka, troskliwy i opiekuńczy jak ojciec, ujmujący jak przyjaciel i pełen miłosierdzia i dobroci jak Bóg. Nie bez powodu często modlimy się do Niego słowami:

Twameva Mata, Cha Pita Twameva
Twameva Bandhu, Cha Sakha Twameva    
Twameva Vidya, Dravinam Twameva
Twameva Sarvam, Mama Deva Deva, Sri Sai Deva.

(Jesteś naszą Matką, jesteś naszym Ojcem,
jesteś naszym Przyjacielem,
jesteś Wiedzą i Bogactwem,
jesteś Wszystkim, o Panie Panów, Panie Śri Sai).

Studenci mają z Swamim bardzo wyjątkową więź. Nie jest to więź oparta na fizycznej bliskości, ale bliskości na poziomie atmy (duszy). Pozostają z Nim mentalnie połączeni niemal bez wysiłku; On odpowiada im jeszcze zanim modlitwa zostanie wypowiedziana, obdarza ich błogosławieństwem, zanim o nie poproszą. Aby ukazać tę wyjątkową więź miłości między Swamim a Jego studentami, chciałbym podzielić się pewnym zdarzeniem.

Opóźnione boskie kieszonkowe

Pewnemu studentowi zmarła matka. Opiekował się nim ojciec. Swami powiedział mu: „Ja zajmę się wszystkimi twoimi wydatkami. Nie sprawiaj ojcu kłopotu swoimi codziennymi potrzebami”. Zgodnie z tą obietnicą, na początku każdego miesiąca, Swami dawał mu „kieszonkowe”. Zdarzyło się, że pewnego razu Swami „zapomniał” dać mu kieszonkowego. Chłopiec nie miał pieniędzy na codzienne potrzeby w akademiku. Nie chciał prosić ojca o wsparcie, ponieważ Swami zapewnił go, że zajmie się wszystkimi jego potrzebami. Postanowił więc poczekać, aż Swami „przypomni sobie” i da mu pieniądze. Minął dzień, minęły dwa dni, a ze strony Swamiego nie było żadnej reakcji. Były to dni Nawaratri, a chłopiec czytał Lalita Sahasra Namam (1008 imion wysławiających chwałę Bogini Matki). W tych 1008 imionach jest jeden werset, który wysławia Ją jako: Annada Vasuda Vruddha, Brahmatmaikya Swaroopini (Boska Matka jest dawczynią bogactwa i pożywienia oraz Tą, która jednoczy się z Brahmanem – Najwyższą Prawdą). Myśląc o tym wersecie, chłopiec poczuł wielki głód i przypomniał sobie o Swamim. Pomodlił się w duchu z wielkim pragnieniem: „Swami, Ty jesteś Dawcą pożywienia. Przez ostatnie dwa dni nie jadłem porządnego posiłku. Kiedy wysłuchasz mojej modlitwy?”. Gdy tylko ta myśl przyszła mu do głowy, poczuł klepnięcie w plecy. To był inny student, który trzymał w dłoni kopertę. Powiedział: „Swami przysłał to dla ciebie”. Kiedy otworzył kopertę, było w niej jego miesięczne kieszonkowe!
    Zawsze myślimy, że musimy się modlić, aby zasłużyć na Jego łaskę. Ale często to On stwarza takie sytuacje, by podsycać tę tęsknotę w naszych sercach, tak aby nasze oddanie i miłość do Niego mogły wznieść się na wyższy poziom. A gdy to się stanie, On nawet nie czeka na modlitwę. W mgnieniu oka otrzymujemy to, co jest dla nas najlepsze. To jest relacja serca z sercem, którą Swami pielęgnuje u swoich studentów.

Prasad (poświęcony pokarm) na Śiwaratri w lesie Bandipur

Chociaż różnimy się rolami, student i wykładowca, wielbiciel i wolontariusz, dla Swamiego one nie istnieją. Wszyscy jesteśmy jak te różnorodne kwiaty w jednym bukiecie – wzajemnie się uzupełniamy. Aby zobrazować tę matczyną miłość Swamiego do Jego wielbicieli, chciałbym podzielić się pewnym wydarzeniem.
    Obchody święta Śiwaratri w 1972 roku odbywały się nad brzegiem rzeki Kekkanahalla, niedaleko rezerwatu Bandipur. Swami zabrał ze sobą studentów z Sri Sathya Sai College of Arts (Uniwersytetu Sztuk Pięknych Śri Sathya Sai), Science and Commerce (Nauka i Handel) z Brindawan oraz grupę wybranych wielbicieli[1].
    Jednak była też inna grupa wielbicieli, którzy postanowili nic nie jeść tego dnia, zanim nie otrzymają darszanu Swamiego. Wyruszyli więc na poszukiwanie i dowiedzieli się, że przebywa On ze Swoją świtą w jednym z bungalowów w lesie Bandipur. Czekali na zewnątrz przez wiele godzin, ale nie udało im się Go zobaczyć. Wyczerpani głodem i zmęczeniem modlili się: „Mówisz, że masz miłość tysiąca matek. Czekamy od rana bez jedzenia i picia. Kiedy więc obdarzysz nas łaską swojego darszanu?”. W tej samej chwili z bungalowu wyszedł wolontariusz z koszem owoców i powiedział: „Swami przysłał te owoce dla was. Powiedział, że ponieważ pościliście od rana, powinniście je zjeść i nie pozostawać głodni”. Ale wielbiciele byli nieugięci. „Tylko Boska Matka może nas nakarmić. Swami musi przyjść i rozdać nam owoce. Dopiero wtedy je zjemy. Do tego czasu nie przyjmiemy tych owoców”. W tej samej chwili Swami wyszedł z bungalowu i podszedł prosto do nich. Własnoręcznie rozdał im owoce, aby mogli zakończyć post w pomyślny dzień Śiwaratri. W ten sposób Swami spełnił ich szczerą i pełną wiary modlitwę.
To jest miłość, jaką Swami darzy Swoich wielbicieli. Nie musimy pisać do Niego listów. Nie musimy informować Go osobiście. Modlitwa z czystego serca wystarczy, by stopić Jego serce. Nie bez powodu Swami mówi, że serce Boga jest jak masło. Odrobina ciepła modlitwy wystarczy, by je stopić!

Czy Bóg może zapomnieć o swoim wielbicielu?

Jest pewne doświadczenie z życia dr. Johna Hislopa[2], gorliwego wielbiciela Sai, które opisał w jednej ze swoich książek. Pewnego razu jechał z Bangalore do Prasanthi Nilayam. Nieostrożny kierowca próbował wyprzedzić inny samochód. W tym samym momencie z naprzeciwka nadjeżdżał inny samochód. W tej sytuacji wypadek był nieunikniony. Dr Hislop był tak przerażony, że nawet nie pamiętał o wezwaniu imienia Swamiego ani o modlitwie do Niego. Po prostu zamknął oczy na ułamek sekundy i zapomniał o wszystkim, wiedząc, że to koniec. Kilka sekund później, gdy otworzył oczy, zobaczył, że droga przed nim była całkowicie pusta. A kiedy spojrzał przez tylną szybę taksówki, zobaczył tylne światła pojazdu, z którym kilka sekund wcześniej groziło im zderzenie. Kiedy przyjechał do Prasanthi Nilayam, Swami uśmiechnął się psotnie i powiedział: „Co tam, Hislop! Pełen strachu zapomniałeś nawet wymówić Moje imię lub modlić się o pomoc, gdy samochód miał zderzyć się czołowo. Ale jak Ja mógłbym o tobie zapomnieć? Byłem tam, aby ci pomóc. Uratowałem cię!”.
     W Bhagawatam jest powiedziane, że Pan Anathanath (Wisznu) pośpieszył z Wajkunthy, aby uratować słonia Gajendrę, który ugrzązł w bagnie. Pan Dinanath pośpieszył, aby pobłogosławić małego wielbiciela Dhruwę. Pan Dwarakanath, Kriszna, wybiegł z miasta Dwaraka, aby chronić Draupadi na dworze w Hastinapurze. A dla wielbicieli Sai, w obecnej epoce, Pan Sainath biegnie, aby chronić swoich wielbicieli, nawet zanim Go wezwą!

Jeden Bóg we wszystkich istotach: lekcja od Śirdi Sai Baby

Podczas dyskursów wygłoszonych w Sai Kulwant Hall w czasie obchodów święta Nawaratri, Swami przypomniał nam o deklaracji złożonej przez Pana Krisznę w rozdziale 15 Bhagawadgity: „Mamaivamsho Jeeva Loke Jeeva Bhuta Sanatana” (Wszystkie żywe istoty na tym świecie są częścią Mojej Wiecznej Istoty). Istnieje bardzo pouczający incydent z życia Śirdi Baby, który wyjaśnia prawdziwe znaczenie tej deklaracji Awatara.
    W Śirdi mieszkała pewna kobieta, która przygotowała potrawę, o której wiedziała, że Śirdi Baba bardzo ją lubi. Gdy szykowała się, by zanieść ją do meczetu Dwarakamayi i ofiarować Babie, usłyszała jakiś hałas w swojej kuchni. Kiedy tam weszła, zastała psa jedzącego przygotowaną potrawę dla Śirdi Baby. Bardzo się rozgniewała, uderzyła psa kijem i przegoniła go. Ponieważ potrawa została zanieczyszczona, przygotowała ją ponownie i udała się do meczetu. Ofiarowując potrawę Śirdi Babie, powiedziała: „Baba, zrobiłam to dla Ciebie. Wiem, że bardzo lubisz tą potrawę. Proszę, przyjmij ją”. Śirdi Baba odmówił przyjęcia. Kobieta była bardzo zaskoczona i zapytała o powód. Wtedy Śirdi Baba powiedział: „Już zjadłem tą potrawę. Ale gdy się nią delektowałem, przegoniłaś Mnie. Dlaczego teraz chcesz, żebym jadł ją ponownie?”. Kobieta powiedziała zaskoczona: „Ale Ty nigdy nie przyszedłeś do mojego domu, Baba. Kiedy więc zjadłeś tą potrawę?”. Śirdi Baba odparł: „Czy nie przegoniłaś ze swojej kuchni psa?”. Wtedy kobieta przypomniała sobie psa, który zjadł część potrawy w jej kuchni. Baba powiedział: „Jestem obecny nawet w tym psie. Nie odmawiaj nikomu jedzenia w Moim imieniu. Komukolwiek ofiarujesz coś z właściwymi uczuciami, dociera to do Mnie. Sarva Jeeva Namaskaram Keshavam Prati Gachhati. Sarva Jeeva Tiraskaram, Keshavam Prati Gachhati. (Szacunek okazywany jakiejś istocie dociera do Jedynego Boga, brak szacunku do jakiejkolwiek istoty również dociera do Niego)”. Kobieta zrozumiała swój błąd i postanowiła nigdy więcej nie powtórzyć takiego błędu.

Zrozumienie Jego wszechobecności poprzez historię o róży

Słysząc o chwale Swamiego i o doświadczeniach w różnych częściach świata, często zastanawiamy się: Czy Swami jest obecny tylko w Prasanthi Nilayam? Czy jest obecny w innych miejscach na świecie? Czy jest obecny w kilku miejscach w tym samym czasie? A może jest obecny wszędzie i przez cały czas? Co tak naprawdę oznaczają te słowa? Jak mamy rozumieć zasadę wszechobecności naszego Mistrza? Często o niej mówimy, ale jesteśmy przekonani dopiero wtedy, gdy sami jej doświadczymy. Posłuchajmy więc historii i spróbujmy zrozumieć, co ona oznacza.
    Jako dziecko, pani Geeta Mohan Ram[3] często osobiście ofiarowywała Swamimu róże. Teraz, gdy jest zamężna i mieszka w USA, kontynuuje ten zwyczaj, choć teraz składa róże przed zdjęciem Swamiego na domowym ołtarzu. Pewnego dnia ścięła różę z krzaka w swoim ogrodzie i położyła ją przed zdjęciem Swamiego. Wspominając wspaniałe dni z przeszłości, kiedy miała wiele okazji, by osobiście wręczyć Mu różę, przepełniało ją poczucie Jego Miłości, zaczęła mówić do zdjęcia, jakby On był tam rzeczywiście obecny. Położyła różę przed zdjęciem i powiedziała: „Swami, ta róża jest dla Ciebie. Ciesz się nią!”. Mówiąc to, wyszła do pracy, zapominając o tej rozmowie ze Swamim.
    Następnego ranka w Brindawanie, Swami zapytał Kamalammę, jej matkę: „Jak się ma Geeta?”. Kamalamma, która od dawna nie rozmawiała z córką, powiedziała: „Swami, dzięki Twojej łasce z pewnością ma się dobrze. Dawno z nią nie rozmawiałam”. Swami odparł: „O tak. Ma się bardzo dobrze. Wczoraj ze Mną rozmawiała. Ofiarowała Mi różę i powiedziała, żebym się nią cieszył!”. Później, gdy Kamalamma zadzwoniła do swojej córki, aby przekazać jej słowa Swamiego, obie zrozumiały, że róża ofiarowana na ołtarzu w dalekiej Ameryce została przyjęta przez Swamiego!

Czy róża podróżowała z USA do Indii? Czy to Swami podróżował z Indii do USA, aby ją odebrać? Czy takie pytania nie przychodzą nam do głowy? Ale prawda jest taka, że Boskość jest obecna we wszystkich miejscach i o każdej porze. Nie podróżuje z jednego miejsca do drugiego. Pan mieszka w naszych sercach, jest samym rdzeniem naszej Jaźni. To właśnie Pan Kriszna powiedział Draupadi, gdy skarżyła się, że tak długo zwlekał z przybyciem, by uratować jej honor na dworze w Hastinapurze. Kriszna odpowiedział: „Dlaczego wzywałaś Mnie jako Mathuranatha (Pana Mathury) i Dwarakadheesha (króla Dwaraki)? Musiałem więc przybyć do ciebie z Mathury i Dwaraki! Gdybyś zawołała Mnie jako Hridajavasi (mieszkańca serca), natychmiast bym się pojawił. Bo właśnie tam mieszkam – w sercu prawdziwego wielbiciela”.
    Bóg jest w nas. Czeka, by obdarzyć nas swoją łaską. Ale wszystko, czego potrzebuje, to szczere pragnienie w naszych sercach, by Go odnaleźć. Kiedy to objawia się jako czyste uczucie, nie są potrzebne słowa ani modlitwy. Wystarczy sama myśl. A On pospieszy do nas ....

Przesłanie sewy i namasmarany

Na zakończenie chciałbym podkreślić dwie ważne aktywności z nauk Swamiego: sewa i namasmarana (bezinteresowna służba i intonowanie boskiego imienia). Jaki jest prawdziwy cel służby? Jaką korzyść czerpie się z wykonywania działań służebnych? Czy robimy je dla Swamiego? Prawdziwa służba to taka, która nie oczekuje niczego w zamian. Jest bezinteresowna. Swami mówi, że sama możliwość służenia jest już największą nagrodą. A największą radością, jaką czerpiemy z działalności służebnej, jest samozadowolenie.
    Podkreślając znaczenie namasmarany, Meerabai[4], wielka święta poetka z Mewadu (Radżastan), powiedziała: „To skarb, który się nie wyczerpuje, którego złodziej nie ukradnie, a który z każdym dniem wzrasta. Odnalazłam bezcenny klejnot – imię Pana Ramy”.
Bogactwo tego świata niesie ze sobą lęk przed utratą i kradzieżą. Prawdziwe bogactwo to takie, które wzrasta, nawet jeśli rozdajemy je codziennie i którego nikt nie może nam odebrać. To bogactwo imienia Boga i śpiewanie o Jego chwale. Dlatego Swami zawsze nas zachęca, mówiąc: „Sarvada, Sarva Kaleshu, Sarvatra Hari Chintanam (Śpiewajcie imię Pana w każdym miejscu i o każdej porze)”.

Wyrażam najszczerszą wdzięczność Swamimu za to, że obdarzył mnie możliwością przemawiania w Jego obecności. Swami! Modlę się o Twoją łaskę i błogosławieństwo, abyśmy potrafili wypełniać naszą para dharmę (obowiązki wobec świata) oraz swa dharmę (obowiązek wobec atmy) tak, abyś był z nas zadowolony.

(Przemówienie w boskiej obecności w Sai Kulwant Hall, 18 października 2002 r.)

Posłowie

Możliwości podczas wakacji

Był to pierwszy dzień moich pierwszych wakacji w okresie święta Diwali w Prasanthi Nilayam. Egzaminy właśnie się skończyły, a ja z niecierpliwością oczekiwałem radosnego czasu w fizycznej obecności Swamiego. Moi starsi koledzy opowiadali mnóstwo historii o tym, jak podczas wakacji studenci byli błogosławieni możliwością bliskiego kontaktu z Boskością. Jedną z takich okazji były specjalne sesje w audytorium Purnaćandra, gdzie Swami zapraszał wszystkich studentów na wieczorne spotkanie. Były to sesje tylko dla studentów. Wtedy Swami rozmawiał z nimi, wygłaszał dyskurs, rozdawał prasadam, a przy specjalnych okazjach nawet częstował przekąskami. Tak wyglądały te bardzo pożądane sesje. Inną okazją podczas wakacji było wspólne oglądanie filmu ze Swamim. W przeszłości Swami zapraszał studentów, którzy zostali na czas wakacji w Prasanthi, do auditorium Purnaćandry, aby obejrzeć razem z Nim film. Wyobraźcie sobie ekscytację towarzyszącą takiemu wydarzeniu. Filmy te zazwyczaj poruszały tematykę duchową i religijną opartą na, Bhagawatam czy Ramajanie lub na życiu świętych, takich jak Meerabai i Sakkubai. Największą wartością tych seansów filmowych było jednak to, że podczas projekcji Swami na bieżąco komentował każdy epizod i dzielił się historiami, których nawet nie pokazano w filmie. Było to więc połączenie edukacji i rozrywki. Ale najważniejszym zaszczytem wszystkich wakacyjnych możliwości było zostanie wybranym do przedstawienia z okazji ukończenia studiów. To było najbardziej upragnione wyróżnienie, ponieważ Swami osobiście wybierał studentów do różnych ról, a następnie sam ich przygotowywał, ucząc niuansów gry aktorskiej, sposobu wygłaszania dialogów, ekspresji i interpretacji scenariusza. Przez cztery tygodnie poprzedzające Konwokację odbywały się indywidualne i grupowe rozmowy. Wybór do przedstawienia był jak paszport do co najmniej kilkunastu rozmów ze Swamim. Nic więc dziwnego, że każdy student marzył, by choć raz podczas swojego pobytu na Uniwersytecie zostać wybranym do przedstawienia. Dlatego wielu z nas pozostawało w akademiku podczas wakacji, aby mieć szansę na casting. Ale podczas tych konkretnych wakacji Swami zaplanował coś zupełnie innego. Byliśmy zupełnie nieświadomi boskiego planu.

Kiedy nadchodzi wezwanie

Tego popołudnia, gdy wychodziłem na darszan, otrzymałem wiadomość, by natychmiast udać się do świątyni. „Swami cię wzywa” – brzmiała wiadomość. Wyobraźcie sobie radość, gdy Mistrz o tobie pamięta i cię przywołuje! Spodziewając się jednej z tych wielu wakacyjnych okazji i nie wiedząc, po co zostałem wezwany, pobiegłem w pośpiechu do świątyni w koszuli z krótkim rękawem. W Puttaparthi w październiku jest bardzo gorąco, a więc taki strój wydawał się najwygodniejszy. Gdy dotarłem na miejsce, zostałem poinformowany przez profesora Lakshminarasimhama, że Swami polecił, aby przez cały okres wakacji, dwaj studenci wygłaszali przemówienia w świątyni każdego popołudnia,. Pierwsza para miała rozpocząć tego popołudnia, a ja zostałem wybrany na pierwszy dzień. „Ale dlaczego, proszę pana, moje nazwisko zostało zaproponowane już pierwszego dnia?” – wyraziłem swoje zakłopotanie, tłumacząc, że miałbym więcej czasu na przygotowanie, gdyby to było kilka dni później. „Nie sugerowałem twojego nazwiska. Swami sam cię wybrał” – brzmiała jego odpowiedź. Zaskoczony zapytałem: „Swami mnie wybrał? Jak to możliwe, proszę pana?”. Profesor wyjaśnił, że tego ranka Swami wezwał opiekuna z Brindawanu oraz rektora i powiedział: „Od dzisiaj, każdego popołudnia, dwaj studenci będą wygłaszać przemówienia”. Opiekun z Brindawanu zasugerował, że studenci mogą nie być jeszcze gotowi i poprosił, aby Swami pozwolić im na kilka dni przygotowań. Swami powiedział: „Studenci są gotowi. Ten »dobry« chłopak z MBA z Bombaju może dziś przemawiać. On jest gotowy”. Opiekun nie rozumiał kogo Swami miał na myśli, ale po dalszych pytaniach pojął, że chodzi o mnie. I tak oto zostałem wezwany do świątyni wcześniej niż inni.

Historia koszuli z krótkim rękawem

Teraz jednak pojawił się inny problem. Nie wiedząc po co mnie wezwano, pobiegłem do świątyni w koszuli z krótkim rękawem. W Prasanthi Nilayam jest tradycją noszenie koszul z długim rękawem na takie okazje, ponieważ wygląda to bardziej elegancko. Była to swego rodzaju niepisana zasada. Wtedy zrozumiałem znaczenie snu, który miałem dwukrotnie w poprzednim miesiącu. W pierwszym śnie przyszedł Swami i powiedział: „Dlaczego nosisz koszule z krótkim rękawem? Noś z długim rękawem”. W moim życiu rzadko nosiłem koszule z długim rękawem. Pochodziłem z Mumbaju, gdzie wilgotność i upał zawsze uniemożliwiały taki sposób ubierania. Zignorowałem ten sen, uznając go za wytwór mojej wyobraźni. Jednak dwa tygodnie później znowu miałem ten sam sen. Tym razem Swami powiedział: „Mówiłem ci, żebyś nosił koszule z długim rękawem, dlaczego ich nie nosisz?”. Wtedy zrozumiałem, że to coś poważnego. Oddałem więc materiał do  krawca, by uszył mi kilka koszul z długim rękawem i odebrałem je tydzień wcześniej. Przypomina mi to znane angielskie powiedzenie: „Jeden szew w porę, oszczędza dziewięć innych!”. Rzeczywiście, był to dla mnie szew w samą porę! Ale ponieważ byłem przyzwyczajony, przyszedłem w koszuli z krótkim rękawem. Wiedząc doskonale, czego Swami oczekiwał, poprosiłem mojego kolegę z klasy, Viswanatha z Dindigul, aby pobiegł do akademika i przyniósł moją koszulę z długim rękawem. Wrócił w ciągu 15 minut, nie wiedząc, kiedy Swami wyjdzie z pokoju interview. Pospiesznie przebrałem się i wróciłem, by usiąść w pierwszym rzędzie razem z innym studentem z drugiego roku MBA, który również został wybrany, by tego popołudnia wygłosić przemówienie.
Swami wyszedł na portyk, spojrzał na mnie, zauważył mój ubiór, uśmiechnął się i zapytał: „Mumbaj?”. Wszystko, co wydarzyło się od tamtego ranka do tej chwili, zostało wyrażone w tym spojrzeniu i tym jednym słowie! Nie muszę dodawać, że przemówienie poszło dobrze, a On pobłogosławił nas obu.

Niespodziewana druga szansa

Myśląc, że moja kolej na przemawianie już minęła, byłem zupełnie spokojny. Ale przez cały następny tydzień chodziłem do świątyni wcześniej i siadałem w pierwszych rzędach, podczas gdy inni studenci wygłaszali swoje przemówienia. Wiadomo było, że Swami przyjdzie i usiądzie w fotelu. Gwarantowało to bliski i długi daszan. W ciągu tego tygodnia aż 14 studentów miało zaszczyt przemawiać, co jest rzadką okazją według standardów w Prasanthi Nilayam. Nadszedł ostatni dzień wakacji – 27 października. Dwóch starszych studentów, Karthik Prashmath i Sai Sathish, zostało wybranych, by tego popołudnia przemówić do zgromadzonych. Kiedy tam siedziałem, ciesząc się darszanem Swamiego i słuchając przemówień, nagle zauważyłem, że Swami patrzy na mnie. Potem kiwnął głową i zapytał: „Gotowy?”. Przemówienie wciąż trwało, więc skinąłem głową. Moje serce zaczęło bić szybciej. Co powiem? W tym tygodniu przemawiało wielu wspaniałych mówców. Nie mogłem zawieść Swamiego przez brak przygotowania. Zacząłem więc modlić się. Gdy tylko drugie przemówienie się skończyło, Swami podniósł palec wskazujący i zawołał mnie. Inny student wstał, myśląc, że to jego Swami woła. Swami powiedział: „Nie ty, ten chłopak (wskazując na mnie)”. Gdy podszedłem bliżej, zapytał: „Wygłosisz przemówienie?”. Skinąłem głową. Wtedy uśmiechnął się psotnie: „Ale twoje nazwisko nie zostało ogłoszone. Jak więc możesz wygłosić przemówienie?”. W całej mojej niewinności powiedziałem: „Swami, to Ty mnie zawołałeś, dlatego przyszedłem”. Uśmiechnął się promiennie i powiedział: „Tak. Idź i mów”. Mówiłem przez 20 minut, nie wiedząc, czy udało mi się sprostać zadaniu. Na koniec Swami poprosił mnie, abym zaśpiewał pieśń. Zaśpiewałem znany hinduski utwór: „Hamein Tumse Pyaar Kitna, Yeh Hum Nahin Jaante, Magar Jee Nahin Sakte Tumhare Bina” (Nie wiem, jak bardzo cię kocham, ale wiem na pewno, że nie mogę bez ciebie żyć). Swami uśmiechnął się, gdy skończyłem śpiewać, i pobłogosławił mnie.
    Później jeden z moich nauczycieli powiedział mi: „Gdy Swami przechodził obok sektora nauczycieli, zapytał nas o przemówienia. Potem powiedział: »Zobaczcie, chłopak, którego wybrałem w ostatniej chwili, mówił tak samo dobrze, jak chłopcy, których wy wybraliście!«”. To było jak „boski certyfikat zadowolenia”. Udało mi się sprostać Jego oczekiwaniom, nie raz, ale dwa razy w ciągu jednego tygodnia. Nie mogłem być bardziej wdzięczny za to boskie błogosławieństwo.

– tłum. E.GG.

 

[1] Sanathana Sarathi (marzec 1972) podaje: „Podczas tej wizyty w lesie Bandipur Swami zmaterializował krzyż z wyschniętego źdźbła dzikiej trawy. Wezwał dr. Johna Hislopa i dmuchnął na źdźbła, które zamieniły się w drewniany krucyfiks z przybitą do niego srebrną postacią Chrystusa, z koroną cierniową i wychudzonym, udręczonym ciałem! »To drewno pochodzi z oryginalnego krzyża«, oświadczył Swami, kładąc go w drżące dłonie dr. Hislopa. Dr Hislop nie mógł powstrzymać łez. Później, podczas bhadżanów nad brzegiem rzeki, Swami zmaterializował przezroczysty lingam. Skąd się wziął? »Z Kajlasy! Tam właśnie zakończyło się czczenie lingamu. Zobaczcie, chandan (pasta sandałowa) i kumkum (czerwony proszek) są wciąż na lingamie« – powiedział Swami. Następnie zmaterializował kolejny srebrny lingam i dał go Radżmacie z Sirohi. Potem stworzył srebrne naczynie z zakręcaną pokrywką, w którym znajdowała się amrita. Mimo że Swami dał łyżeczkę amrity wszystkim obecnym, naczynie pozostało pełne! Następnie Swami stworzył srebrny wizerunek Shirdi Sai Baby i dał go panu Kagalowi, Inspektorowi Generalnemu Policji stanu Mysore”.

[2] Dr John Hislop był przewodniczącym Organizacji Sathya Sai w USA. Jako gorliwy wielbiciel, został pobłogosławiony niezliczonymi osobistymi doświadczeniami ze Swamim, które opisał w wielu książkach o Swamim i Jego Przesłaniu.

[3] Należąca do rodziny Sri Seshagiri Rao, pierwszego archaki (kapłana) w świątyni w Prasanthi Nilayam, córka dr. Padmanabhana, gorliwego wielbiciela Sai, który przez wiele dziesięcioleci miał łaskę asystować Swamimu podczas darszanów w Brindawan. Pani Geeta Ram przebywała w fizycznej obecności Swamiego przez całe swoje dzieciństwo i okres dorastania przy wielu okazjach w Brindawan i Prasanthi Nilayam.

[4] Meerabai jest najsłynniejszą z mistycznych poetek północnych Indii. Urodzona jako księżniczka w 1498 roku w Radżastanie, była gorliwą wielbicielką Pana Kriszny. Znana z aktywnego udziału w ruchu Vaisznawa Bhakti, zostawiła setki bhadżanów w językach hindi i gudżarati, wychwalających Pana Krisznę, a niektóre także Pana Ramę. Chociaż urodziła się jako księżniczka w królewskim rodzie Radżputów i wyszła za mąż za księcia Bhoj Radża z królewskiego rodu Chittor, żyła w prostocie, ascezie i całkowitym poddaniu się swojemu Panu Krisznie. Została uwieczniona za swoje oddanie Panu Krisznie i ostatecznie zjednoczyła się z Nim w świątyni w Dwarace w Gudżaracie w 1557 roku.