Minęły już dwa
tygodnie odkąd przyjechałam i muszę przyznać, że były to cudowne dwa tygodnie.
Swami spędzał wiele czasu na placu darśanowym. Czasami siedział na werandzie
prawie dwie godziny (!), rozmawiał ze studentami, śmiał się dużo i rozśmieszał
ich. Jest w takim radosnym nastroju, nigdy nie widziałam, aby rozmawiał tak
dużo z wyznawcami, materializował tak często wibhuti, brał tak wiele listów i
dawał tak często padnamaskar. Błogosławił każde dziecko, które Mu podawano, a
także wiele kobiet. Pamiętnik, który wzięłam ze sobą jest prawie zapisany. Będę
zapisywać jak najwięcej informacji także dla was, ale dzisiaj musiałam
przestać, ponieważ nie zostawiłam sobie dosyć rupii na zapłacenie za e-mail!
Jeszcze ostatnia, krótka wiadomość dla tych, którzy chcą pojechać do
Kodaikanal. Chodzi pogłoska, że Swami w tym roku tam nie pojedzie, ale z
drugiej strony, z Nim nigdy nic nie wiadomo…
Dużo miłości i
niech Swami błogosławi was wszystkich!