Poniższy tekst jest kopią listu Howarda Murpheta, który obecnie krąży w celu wsparcia wątpiących. Treść tego listu została też przedstawiona w internetowych satsangach: SaiUnity i SadGuru.
Howard Murphet
ma obecnie 95 lat i mieszka w Australii. Jest on autorem pięciu książek o Sai,
z których najbardziej znaną jest „Człowiek cudów". Drodzy Wielbiciele! Z napisanego przez Ciebie drogi Ricardzie listu
wnoszę, że znaleźliście się na rozstaju dróg i nie wiecie, którą drogą pójść,
dlatego uznałem, że powinienem spróbować wam pomóc, na ile potrafię. Moi dobrzy przyjaciele lub niektórzy z nich działający
w ruchu Sai wyrażali opinię, że obecny czas i to, co się dzieje, jest w istocie
rozstajem, ,,oddzielaniem plew od ziarna”, albo tym, co Biblia mogłaby nazwać
oddzielaniem owiec od kóz. Jednakże my postrzegamy to jako trudny okres dla niektórych ludzi, szczególnie
dla stosunkowo nowych wśród wyznawców Sai Baby. Mówisz, że czytałeś niektóre z moich książek,
wiesz więc chyba, że jestem prawdopodobnie pierwszym z Zachodu, który przyszedł
do Sathya Sai Baby jako zachodni sceptyk i pozostał z Nim lub blisko Niego
przez jakieś sześć lat w celu rozwiązania problemu Jego prawdziwej Tożsamości i
zrozumienia tego, po co przyszedł tu na świat. Po powrocie na Zachód wielokrotnie wracałem do
Niego przyciągany silnym magnesem Boskiej Miłości i zafascynowaniem Kimś, kogo
miałem za Awatara Boga. On nauczył mnie kim jest Awatar, jaki jest Jego
związek ze zwykłymi ludźmi w świecie i w jaki sposób Jego Zadaniem jest
poprowadzenie tych, którzy są gotowi, do ich własnego wewnętrznego Guru czyli
Boga wewnątrz nas. Nie od razu uznałem Go za Awatara, lecz dopiero po tym, jak
w skromny sposób nauczył mnie, kim jest Awatar i tego, że wszyscy jesteśmy
Awatarami, zstąpieniami Boga, sami nie zdając sobie z tego sprawy. Z czasem
nabierałem coraz większej pewności, że On rzeczywiście jest Awatarem. Nie jest
to przekonanie oparte na Jego zdolności materializacji rzeczy. Wiem, że w Indiach są inni, którzy posiadają
siddhi materializacji. Niektórzy z nich są mistrzami prawej ścieżki,
inni - lewej, czyli czarnej magii. W większości przypadków wyszkolili oni
pomocników w świecie astralnym, którzy przenoszą rzeczy zgodnie z ich
życzeniami. Mam na myśli przedmioty materialne takie, jak świecidełka,
pożywienie itd. Można więc powiedzieć, że fakt, iż Swami materializuje przedmioty
w rzeczy samej nie jest dowodem na to, że jest On Awatarem Boga. Idzie on
jednak dalej i robi to, co może zrobić na ziemi jedynie ktoś obdarzony świadomością
Chrystusa czyli Boską świadomością, a ja sam byłem świadkiem wielu takich
fenomenalnych zdarzeń. Jednym z nich jest przemiana jednego rodzaju materii w
inny, co daje Mu prawo do miana Pana Materii. Byłem np. świadkiem przemiany twardego
kawałka granitu w jadalne ciasto, przy tym ten kawałek skały cały czas miałem
na widoku. Sprawdziłem go przedtem, a potem zjadłem nieco! Takiego czynu może dokonać
jedynie Boska Istota. Inny przypadek zaistniały z potrzeby chwili polegał na
przemianie wiadra zwykłej wody, zaczerpniętej z pobliskiego źródła, w pełne
wiadro benzyny poprzez zamieszanie wody palcem wskazującym. Paliwo zostało
następnie wlane do zbiornika w samochodzie i samochód podjął podróż na
benzynie, w którą Swami przemienił wodę. Takie i inne żonglowania atomami,
zmiana jednych rodzajów materii w inne, są w stanie przekonać o Jego Boskiej
świadomości. Świadomość ta ma władzę nad materią i jest zdolna ją stwarzać,
przemieniać oraz niszczyć. Kiedy
Swami stwarza Śiwalingam w swoim wnętrzu, co widziałem już w 1966 r., i jeśli
wśród obecnych nie ma nikogo godnego otrzymania lingamu, tj. kogoś, kto z wiarą
odprawiałby systematycznie pudźę niezbędną do utrzymania mocy lingamu, On
dematerializuje go; innymi słowy wysyła z powrotem w świat nieprzejawiony. Można
by nazwać to niszczeniem albo destrukcją materii. Mogłeś przeczytać o tym wszystkim w moich
książkach, ale największym Jego cudem jest Boska Miłość, poprzez którą sprawia
głęboką zmianę w naturze ludzi, swoich wyznawców. Ja również doświadczyłem
tego w 1966 r., przy pierwszej okazji, gdy byłem sam z Sai Babą. Opisałem tę
wewnętrzną przemianę, którą można nazwać narodzeniem się w nas Dzieciątka
Chrystusa. Oczywiście, rodzimy się z zarodkiem Boskiego Dzieciątka w nas, ale
inicjacja, jaką Swami daje, sprowadza właściwe narodziny wewnętrznego Chrystusa
i wtedy zaczynamy rozumieć znaczenie prawdziwej Miłości i poczucia jedności z
naszymi braćmi-ludźmi. Przychodzi to stopniowo, przez lata po tym, co nazwałem
narodzeniem się Dzieciątka Chrystusa albo inicjacją w Boskie Życie. Wielu,
wielu ludzi przez te lata zmieniło się w taki sposób. Ta głęboko zakorzeniona
zmiana jest w istocie naszym pierwszym krokiem na ścieżce prowadzącej do domu.
Poza tym Sai Baba ma ogromne współczucie, które wymaga cudownych czynów dla
swego spełnienia. Czytaliście w jednej z moich książek, że kilkanaście lat
temu, w roku 1982, kiedy postawiono diagnozę, że jestem nieuleczalnie chory,
modliłem się bardzo gorąco do Sai Baby, mojego Guru. Przebywałem w pięknym
pokoju w Adelaide Hills (Australia), podczas gdy Sai Baba w swoim ciele był
oczywiście w Indiach w swoim aśramie. Moja modlitwa była tak żarliwa, że po śnie na kanapie przy słonecznym
świetle wpadającym przez okna, obudziłem się, by zobaczyć Rękę Swamiego
poruszającą się nade mną kołowym ruchem. Wiedziałem, że to On przyszedł,
że był to uzdrawiający ruch. Zobaczyłem to w krótkiej chwili pomiędzy snem i
pełnym przebudzeniem, kiedy - jak mogliście słyszeć - każdy ma krótki okres
jasnowidzenia. Kiedy ta chwila przeminęła, Jego Ręka i Ciało zniknęły dla moich
oczu, ale On był nadal obecny w pokoju. Wiedziałem o tym z niewiarygodnie
wzruszającego poczucia jasności w pokoju. W rzeczywistości ta światłość
przepełniała pokój i przenikała przez ścianę do miejsca, gdzie w pokoju
śniadaniowym siedziała moja żona. Potem, gdy Swami odszedł, światłość także odeszła.
Jest to tym, co starożytni Rzymianie nazywali ,,poczuciem Obecności Boskości” (lumina).
Wiedziałem, że zostałem wyleczony z choroby i wszystkie późniejsze testy to
potwierdziły. Znam ludzi, którzy posiadają zdolność jasnowidzenia
i którzy widzą subtelną postać Swamiego niemal codziennie. Może On
pojawiać się w więcej niż jednym miejscu naraz. Kiedy był młodszy, w celu
odbywania tych niezbędnych bezcielesnych podróży zwykł wchodzić w trans. Jednak
już od wielu lat w swoim ciele robi dalej to, co w danej chwili akurat robił
wysyłając swoją subtelną postać tam, gdzie zachodzi potrzeba wykonania pracy
dla dobra ludzkości. Miałem na to wiele dowodów i nie mam co do tego żadnych
wątpliwości. Dzięki tym doświadczeniom i ich kontemplacji doszedłem
do mocnego, niewzruszonego przekonania, że w postaci Sathya Sai Baby mamy
jednego z największych Awatarów wszechczasów. Jeśli zaś chodzi o te małostkowe i śmieszne zarzuty
wobec Boga - tego, którego nie powinniśmy mierzyć przymiarem zwykłego ludzkiego
umysłu - ja osobiście w ogóle o nie nie dbam. Rodzą się one z
egoistycznych pobudek - z chęci poniżenia Wielkiego do ich własnego poziomu,
przez co ich własne ego rośnie. Próbują wspinać się po drabinie ku Boskości, a
jednocześnie służą ciemnym siłom, które dziś ciężko walczą przeciwko wielkiemu
Światłu, jakie Awatar śle na ziemię. Wiem też, że wspierają Go ludzcy działacze
w polu sił światła, tacy jak Wyniesieni Mistrzowie, spośród których z dwoma
miałem wiele kontaktów, kiedy pracowałem nad biografiami zewnętrznych założycieli
Ruchu Teozoficznego. Są to Mistrz El Moya i Mistrz Kuthumi, którzy są
najpotężniejszymi mistrzami odpowiedzialnymi za stworzenie Towarzystwa
Teozoficznego w ubiegłym wieku. Cytując ich słowa, celem Towarzystwa było „skierowanie
przewodniej fali myśli intelektualnej, która potężniała wraz z szybkim postępem
nauki w drugiej połowie ostatniego wieku, albo skierowanie przynajmniej jej
części ku duchowym brzegom zamiast pozwolić im rozbić się na skałach
materializmu”. Wyniesieni Mistrzowie powagą swojego duchowego postrzegania i
głębokiej wiedzy potwierdzili to, co ja sam i wielu innych na świecie czuje bez
cienia wątpliwości, że dostąpiliśmy wielkiego zaszczytu posiadania teraz, tu na
ziemi pośród siebie Awatara takiego kalibru, jak Sai Baba. Ci dwaj Mistrzowie w
książce ,,The Light Will Set You Free" (Światło cię wyzwoli) stwierdzili,
że „Dzisiaj Awatar Sai Baba wnosi na ziemię Boską świadomość”. Inna wielka postać, hinduska święta i wieszczka, o
której mogliście przeczytać w książce ,,Autobiografia jogina” Paramahansy
Yoganandy, Ananda Mayi Ma, a której zdjęcie znajduje się na książce,
stwierdziła w rozmowie z pewnym wielbicielem Sai, że ,,Sai Baba jest nie tylko
wielkim Awatarem, ale Największym, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi”. Niewątpliwie wielu ludzi może odejść a inni, którzy
nie mają wiary, może odwrócić się od Awatara, ale to nie zmieni Jego Misji,
którą jest wyniesienie świadomości dostatecznej liczby ludzi na świecie, aby doprowadzić
do ilościowego skoku świadomości ludzkości z trzeciego wymiaru i w ten sposób
rozpocząć Satja Jugę. Mogę ci, mój drogi Richardzie, jedynie przedstawić
moje osobiste przeświadczenia w tej materii, a ty musisz podjąć własną decyzję
o tym, którą pójść drogą. Jedna prowadzi do Światła, a druga do
ciemności, przez którą świat cierpiał przez długie wieki Kali Jugi. Jest to
oczywiście wybór w pełni twój, ale będę się modlił byś wybrał właściwie i
poprowadził za sobą tylu innych, ilu zdołasz. Ci, którzy działają przeciwko Awatarowi, o ile nie
posuną się do niewybaczalnego demonicznego poziomu, pewnego dnia w którymś
życiu wrócą do Boskich Stóp. O to się modlę i w tej intencji ślę im moją
Miłość. Niech was Bóg błogosławi. Sai Ram