Czerpanie z Fontanny Bezkresnej Błogości

Złote wspomnienia absolwentki Uniwersytetu Śri Sathya Sai w Anantapur

Pani Veenavardhan

   Jeśli błogość, to szczęśliwe wspomnienia ukryte w najgłębszych zakamarkach serca, do których można sięgać i nieustannie się nimi cieszyć, nie pozbawiając ich przez to mocy. Tym właśnie zostałam pobłogosławiona, gdyż mam do dyspozycji ogromny ich zasób. Znalazłam się w pierwszej grupie studentek, które ukończyły Uniwersytet Śri Sathya Sai w Anantapur (1970 – 73 r.). Mam mnóstwo radosnych wspomnień do których mogę wracać i zanurzać duszę w ciepłym źródle czystej miłości, z którego czerpię siłę do mierzenia się z życiem oraz ze wszystkim, co na mnie nakłada.

Pokonana przez powódź Czystej Miłości

    Pochodzę z Cuddapah w Andhra Pradesh i mieszkam obecnie w Chennai w Tamil Nadu. Uczyłam się w Szkole Sztuk Pięknych, która została przekształcona w Koledż Sztuki i Nauki Śri Sathya Sai dla Kobiet w Anantapur w stanie Andhra Pradesh. Znalazłam się w grupie dziewcząt, które pierwsze zamieszkały w nowym domu akademickim. Moi rodzice pragnęli, żebym studiowała w koledżu Bhagawana, ponieważ moja starsza siostra, V. Pullamma, wykładała tam na wydziale ekonomii. Początkowo niewiele wiedziałam o Bhagawanie. W miarę jak doświadczałam Jego rodzicielskiej miłości i opieki obejmującej każdą z nas, wszystkie Jego córki, moja miłość do Niego i wiara w Jego boskość wzrastały same z siebie. 

Fundament koledżu opiera się wyłącznie na miłości i oddaniu Bhagawana 

    Tego drobiazgowego zajmowania się naszą pomyślnością nie sposób było nie zauważyć. Na przykład, na samym początku programu Bhagawan spostrzegł, że wiele z nas pochodzi z rodzin nie mówiących po angielsku. Żeby pomóc nam w nauce, zorganizował dodatkowe zajęcia. Jak każdy zaangażowany rodzic odwiedzał nas prawie co tydzień, pokonując 120 kilometrowy dystans w tę i z powrotem, po to tylko, aby upewnić się, że mamy dobrą opiekę, że jesteśmy szczęśliwe, że jest nam wygodnie i czujemy się w nowym otoczeniu jak u siebie w domu. Ileż poświęcał dla naszego dobra! Jego miłość jest najsłodszym doświadczeniem naszego życia. Gorączkowo liczyłyśmy dni pozostałe do Jego następnej wizyty. 

Szczere rozmowy z Boskim Rodzicem 

     Bhagawan zachęcał nas, żebyśmy bez obaw dzieliły się z Nim swoimi problemami. Zwracał się do nas tak: „Nie bójcie się kierowniczki ani opiekunek. Opowiadajcie Mi o swoich problemach. Bangaru (moje złote), mówcie odważnie o tym, czego potrzebujecie i proście Mnie. Wszystkie zostawiłyście rodziców i przyjechałyście tutaj. Mam obowiązek opiekować się wami.” Więc, zmęczone suchą i gorącą pogodą w Anantapur, z całą prostotą poprosiłyśmy Go o zainstalowanie wiatraków. Zaraz następnego dnia Bhagawan przysłał nam wiatraki i kazał umieścić je na suficie w jadalni, co sprawiło, że nasze posiłki stały się o wiele radośniejsze. Jak troskliwa matka przysyłał nam marynaty, słodycze, owoce i różne inne przysmaki. Bhagawan został naszą zawsze uśmiechniętą, zawsze kochającą, zawsze opiekuńczą matką. Jego miłość była tak czysta, delikatna i czuła, tak pełna uwagi, że proces łączenia się z Boską Matką, odnajdywaną przez nas w Swamim, przebiegał naturalnie i nieprzerwanie.

     Jego wizyty, składane niemal każdego tygodnia i trwające często kilka dni, rozpoczynały się od porannych rozmów z nauczycielami. My – studentki, nie mogłyśmy powstrzymać się od kręcenia po korytarzach koledżu w oczekiwaniu na zakończenie spotkania, żeby móc zobaczyć Pana, który stał się jedynym celem naszego życia.

Nieodparte przyciąganie Boskości 

     Najbardziej pamiętne były wieczorne sesje z Bhagawanem. Gromadziłyśmy się wokół Niego, bo przyciągał nas jak magnes. Wraz z naszym Boskim Ojcem zasiadającym w centrum, zawsze gotowym spełniać nasze dziecinne fantazje, tworzyliśmy jedną szczęśliwą rodzinę. Przypominam sobie jak Go prosiłyśmy, żeby śpiewał bhadżany, które my wybrałyśmy! Zawsze się zgadzał! Z ogromną słodyczą wykonywał najbardziej lubiane przez nas pieśni: Ćitta ćora Jaśoda ke baal, Natavaralal, Govinda Kriszna Dżei i Sathyam Dżńanam Anantam Brahma... Po sesji bhadżanowej Bhagawan jadł z nami kolację. Często pytał, czy zawsze dostajemy takie dobre posiłki, czy też zostały one specjalnie przygotowane z powodu Jego przyjazdu. 

Po prostu nie mogłyśmy, nie zauważyć Jego ojcowskiej troski i miłości do nas. Czara radości przelewała się wielokrotnie i słodki Sai stał się naszą Boską Matką, Ojcem, Przyjacielem i Przewodnikiem – wszystkim w jednej Osobie. Byłyśmy w niebie.

Kosmiczny Komik, Swawolny Nauczyciel 

   Jego wielkie poczucie humoru skłaniało nas czasami do serdecznego śmiechu. Kiedyś obiektem Jego boskiej komedii stała się młoda, świeżo poślubiona nauczycielka. Swami nalegał, żeby zdradziła Mu imię swego męża. W niektórych kręgach wymawianie imienia męża jest niezgodne z etykietą. Nauczycielka zaczerwieniła się i spuściła głowę. Bhagawan psotnie przymilał się do niej: „Pytam cię. Nie powiesz Mi?” W końcu ustąpiła pod naciskiem Jego taktyki i cichutko wyjawiła Mu swoją tajemnicę. W tej samej chwili rozbawiony Swami zaczął jej dokuczać: „Dunnapota[1], czy dama wymienia imię męża?” Śmiałyśmy się wesoło z jej zażenowania, bo Swami żartował z niej bardzo słodko.

Prowadzenie domu – najwyższa duchowa dyscyplina 

    Pozostając zawsze nauczycielem w lekkich i w poważnych chwilach, przekazał nam lekcję, którą przerabiam od kilkudziesięciu lat. Nieustannie nam powtarzał: „Po przekroczeniu bram koledżu musicie nauczyć się odpowiednio postępować w świecie”. Podkreślając życiową rolę kobiety, porównywał ją do termostatu tworzącego duchowy i moralny klimat rodziny. Nalegał, żebyśmy przede wszystkim dobrze postępowały w domu i przynosiły dobre imię rodzicom, teściom i koledżowi, zanim zaspokoimy inne swoje ambicje. Upominał nas: „Najpierw to, co najważniejsze”. Jeśli w domu wszystko jest w porządku, życie płynie i rozlewa się z wielką swobodą, obejmując również to, co poza domem. Wiedział, że kształcąc dziewczęta, skłania całą rodzinę do życia zgodnego z wartościami.

    Bhagawan uczył nas jak łączyć duchowość z codziennym życiem gospodyń domowych, ostrzegając, żebyśmy nigdy nie pomniejszały znaczenia tej roli. Tłumaczył na prostych przykładach jak podążać drogą czynu, oddania i wiedzy będąc panią domu. Mówił, że z drogą wiedzy mamy do czynienia w samym akcie gotowania posiłków dla rodziny, ponieważ osoba przyrządzająca posiłki musi znać wszystkie składniki i proporcje pokarmów, żeby były zdrowe i smaczne. Jeśli wiedza o zrównoważonej umiejętności gotowania wskazuje drogę mądrości, sam akt przyrządzania posiłku staje się ścieżką czynu. Ostatecznie podążanie ścieżką oddania jest łatwe, jeśli podczas gotowania myślimy o Bogu i ofiarowujemy Mu pokarm jako prasadam (uświęcony posiłek), będący jednocześnie poświęconą strawą dla członków rodziny, którzy konsumują go i postrzegają jako inkarnację samej boskości. Podając posiłek musimy być pełne miłości, uśmiechnięte i szczęśliwe, ponieważ otrzymałyśmy przywilej czynienia tego.

     Jeśli pracujemy w takim duchu, wtedy prosty akt gotowania i podawania posiłków staje się ważną dyscypliną duchową. Swami tłumaczył, że rola pani domu daje wielką szansę na rozwój duchowy. Mówił również, że dobra gospodyni podtrzymuje wierność dla Boga, inicjując pełne miłości działania służebne.

Niespodziewana wizyta, świeże jabłko – czy ja to sobie wyśniłam?

    Najcenniejszym wspomnieniem z czasów studenckich jest dla mnie dzień, kiedy łamałam sobie głowę nad oczekującym nas, niespodziewanym testem z nauk politycznych, do którego byłam zupełnie nieprzygotowana. Żeby w ostatniej chwili wtłoczyć coś sobie do głowy, zaszyłam się rankiem w cichym zakątku koledżu. Był wtorek, więc miałam na sobie białe sari, bo we wtorki wszystkie ubierałyśmy się na biało. Zdenerwowana i przerażona, zagłębiłam się w tekst, kiedy nagle usłyszałam cichy, słodki głos, który powiedział: „Virisina mallepuvu", co znaczy „Rozkwitający jaśmin”. To był On! Bhagawan właśnie przyjechał do koledżu przez nikogo nie zapowiedziany i stał tuż obok mnie, jak to się zwykle zdarza we śnie! Jak gdyby było tego za mało, zmaterializował dla mnie przepyszne jabłko. Moja radość nie miała granic. Za każdym razem gdy o tym myślę zanurzam się w błogości. Czasami zastanawiam się, czy to zdarzyło się naprawdę! Zjadłam to jabłko później i podzieliłam się nim ze wszystkimi. Swami poprosił mnie, żebym poszła poinformować kierowniczkę i opiekunkę, że Bhagawan przyjechał do szkoły. Teraz już wiecie, co miałam na myśli mówiąc, że posiadam piękne wspomnienia, do których mogę powracać, żeby odświeżyć swoją duszę.

Przyjazd do domu w Prasanthi Nilayam

   Jeśli Jego miłość i troska sprawiły, że Anantapur stało się naszym domem poza domem, to Prasanthi Nilayam było bez wątpienia naszą drugą ostoją, do której Swami zapraszał nas na wszystkie ważne święta. Miałyśmy wiele okazji do uczestniczenia w przeróżnych działaniach służebnych, ponieważ Bhagawan nieustannie nakazywał nam, żebyśmy otwierały serca i poszerzały horyzonty pracując bezinteresownie dla innych. Z radością pomagałyśmy w stołówce. Żeby wzmóc nasze starania w rozwoju duchowym, nasz Boski Sai dawał nam słodycze, lody i owoce.

   Z ogromną radością obchodziłyśmy Jego urodziny. W naszych sercach wyrył się obraz Swamiego idącego wczesnym rankiem w procesji razem ze Wybraną Matką - Iśwarammą. Błogosławiona Matka i starsze kobiety nakładały na włosy Bhagawana ceremonialny olej. Pamiętam, że rankiem nosił żółtą szatę, a wieczorem białą, że siedział na huśtawce, podczas gdy pieśniarz z playbacku i pani P. Susheela śpiewali pieśni oddania. Dzień, w którym obchodziliśmy urodziny wydawał nam się tak niebiański, że nie zdawaliśmy sobie sprawy jak szybko mija czas. Wracałyśmy do Anantapur z ciężkim sercem.

Za każdym zakrętem życia czeka na nas niespodzianka

    Kiedy byłam studentką miałam bliski kontakt z Boskim Panem Sai. Potem życie pokazało mi swoją ciemniejszą stronę. Przez 20 lat nie mogłam wrócić do mojego domu w Prasanthi Nilayam! Kiedyś otrzymałam przypadkowo darszan Baby w Bangalore czy w Chennai, ale nic więcej. Pewnej nocy śniłam, że przyszedł do mnie do domu. Martwiłam się, jak Go przyjmę. Pan zwrócił się do mnie: „Nie musisz niczego robić. Złóż Mi padnamaskar. Dzięki temu poszerzysz swój umysł.” Po tym śnie zawsze czułam, że Bhagawan mnie prowadzi i pomaga mi rozwiązywać problemy życiowe. Te rozwiązania napływały różnymi drogami. Mógł to być głos intuicji, książka, rada podana przez starszych we właściwej chwili.

Jego miłość nie zważa na porę, powód ani miejsce

    Po sześciu latach małżeństwa Swami pobłogosławił mnie doświadczeniem macierzyństwa. Zdarzyło się, że znalazłam się w fabryce w której pracował mój mąż. Modliłam się do Bhagawana, żeby pobłogosławił moje dziecko. W tej samej chwili z nieba spadł zwitek papieru i wylądował tuż obok mnie. Po chwili wahania podniosłam go i rozwinęłam. Ze zdziwieniem zobaczyłam na nim fotografię wielkości 25 x 25 cm, na której był Sai Baba zapalający lampę. Rozpłakałam się z radości. Jego błogosławieństwo w tak niespodziewanym miejscu rozpromieniło życie mojego dziecka. Traktuję to zdjęcie jak najcenniejszy skarb.

   Po wielu latach uwierzyłam w siebie i postanowiłam kontynuować studia. Chciałam uzyskać magisterium i zostać nauczycielką. Kiedy z niepokojem czekałam na wyniki, syn przyniósł mi zdjęcie przesłane mi przez matkę jego przyjaciela. Był na nim nasz najukochańszy Bhagawan i słowa: „Nie bój się, przecież jestem tutaj.” Poczułam przypływ pewności siebie i spokoju.

    Kiedyś, gdy mój mąż został wysłany na misję wojskową do zbuntowanego Jammu i Kaszmiru, bardzo się niepokoiłam, bo z powodu burzy nie mogłam się z nim skontaktować. Gorąco się modliłam. Nagle usłyszałam głos Bhagawana, który mnie uspokajał: „Zadzwoni, nie martw się.” Za chwilę telefon rzeczywiście zadzwonił. To był mój mąż. Wszystko jest dobrze, jeśli towarzyszy nam łaska i współczucie Swamiego.

   Dzisiaj, po 20-letniej przerwie, wygląda na to, że Bhagawan wystarczająco dokładnie mnie sprawdził. Od 12 lat daje mi okazje do odwiedzania Jego boskiej siedziby w Prasanthi Nilayam i pełnienia tam służby. Ponadto obdarował mnie błogosławieństwem bycia Jego instrumentem. Pomagam osobom niedowidzącym, czytając im i pisząc w ich imieniu. To tak, jak gdyby przez dwie dekady egzaminował mnie mój łagodnego serca ojciec. Modlę się, żeby Jego boska miłość i obecność towarzyszyły mi nieustannie.

   Mówiąc to wszystko uświadamiam sobie, jak trudno mi wyrazić słowami głęboką miłość i gorącą wdzięczność do Bhagawana. Wzdrygam się na myśl, kim bym była bez Niego! Jestem Jego córką i czerpię z tego poczucie własnej wartości. Tylko to ma dla mnie znaczenie.

z H2H tłum. J.C.

[1] Dunnapota – bawół, słowo w telugu wyrażające czułość

 

Stwórz darmową stronę używając Yola.